środa, 10 września 2008

Jednooki sukcesor

II/16a - Antigonos 320-301BC

Dlaczego wybrałem właśnie tego generała spośród spadkobierców Aleksandra?

Nie będę ukrywał, że był mi obcy, więc musiałem się sporo douczyć. Cóż, nie było łatwo dotrzeć do sensownych materiałów. Przyczyną tego na pewno jest odległy czas wydarzeń związanych z wojnami Diadochów oraz fakt, że Aleksander na tyle skutecznie skupił na sobie uwagę dziejopisów, którzy nie znaleźli już nic godnego opisania po jego śmierci. Udało mi się jednak zebrać trochę informacji z żywotów opisanych przez Plutarcha z Cheronei, Diodora Sycylijskiego oraz ze stron, forów i serwisów historycznych. Spodobał mi się Antygon. 

Antygon I Jednooki (Antygonos Monophthalmos lub Kyklops)
(ur. ok. 382 p.n.e., zm. 301 p.n.e.)

Znany nam od roku 334 p.n.e. jako generał w armii Aleksandra. W roku 333 p.n.e. otrzymał od Aleksandra stanowisko satrapy Frygii. Cieszył się szacunkiem Antypatra, który nie tylko powierzył mu dowództwo nad wojskiem Aleksandra po jego śmierci, ale także wydał swoją córkę Filę za syna Antygona, Demetriosa. Po śmierci Perdikassa i Antypatra Antygon próbował  zjednoczyć imperium przejmując ich ziemie i armie. Inni Diadochowie nie podzielali jego zapędów. Lizymach w Tracji, Kasander w Macedonii, Ptolemeusz w Egipcie, połączywszy siły w latach 315-311p.n.e. próbowali zbrojnie rozprawić się z Antygonem.  Jednak Antygon nie uległ im od razu, lecz dopiero gdy do przymierza diadochów dołączył Seleukos, który 312p.n.e. odzyskał Babilon, a niebawem Medię i Suzianę. Walki zawieszono po ogłoszeniu rozejmu w 311p.n.e. Trwał on tylko rok. Jest to doskonały dowód na to, że Diadochowie to niestrudzeni wojownicy, którzy swoją wartość i charakter ujawnili już podczas kampanii Aleksandra.

Demetriusz, syn Antygona, również dał dowód charakteru, gdy po przegranej z Ptolemeuszem bitwie pod Gazą w 312 p.n.e. odbił z jego rąk Cypr w 307p.n.e. i odnowił Związek Koryncki powołany przez Filipa Macedońskiego w 337p.n.e. Plutarch w Żywocie Demetriosa pisał o Antygonie i Demetriuszu „…płonęli pragnieniem wyzwolenia Grecji, ujarzmionej przez Kasandra i Ptolemeusza”.

W roku 306p.n.e Antygon I Jednooki przyjął tytuł królewski.

Wyspa Rodos na wieść o planach militarnych Antygonidów względem Egiptu odmówiła pomocy w działaniach przeciw zaprzyjaźnionemu z nimi Ptolemeuszowi. Nie bez znaczenia były tu przyczyny ekonomiczno-handlowe. Odpowiedź Antygona była natychmiastowa i 305r p.n.e. wysłał przeciw Rodos swojego syna na czele potężnej armii. Demetriusz wykazał się niezwykłą pomysłowością i talentem strategicznym. Do zdobycia miasta kazał zbudować ogromną wieżę oblężniczą Helepolis (niszczyciel miast), uważaną za największą w historii. Jednak i to zdało się na nic. Podobno płyty z machiny po przetopieniu wykorzystano do zbudowania jednego z siedmiu cudów starożytnego świata, Kolosa Rodyjskiego.

Antygon I Jednooki ginie w bitwie pod Ipsos, we Frygii 301 p.n.e.

Dziejopis Diodor podaje, że ciało Antygona „…zabrano z pola bitwy i pogrzebano z królewskimi honorami”.

Bitwa pod Ipsos zniszczyła imperium Antygona w Azji, jednak jego dynastia, zwana Antygonidami, będzie nadal jeszcze przez około 150lat odgrywać znaczącą rolę w dziejach starożytnego świata.

To te właśnie dzieje zrobiły na mnie wrażenie i bez dogłębnej analizy taktycznych możliwości tej armii uznałem, że ten władca mi się podoba i będę zaszczycony prowadząc jego armie. Prace nad armią Antygona Jednookiego zacząłem pod koniec marca a etap ze zdjęć osiągnąłem na początku sierpnia. Nie jestem, jak widać zbyt szybki.

Skład armii opisuje szczegółowo lista nr II/16a z oficjalnego podręcznika systemu DBA. Postanowiłem skorzystać z figur ZVEZDY w skali 1/72 a dokładniej 8007 - Macedonian Cavalry, 8019 - Macedonian Phalanx, 8011 - War Elephants. Koszt armii to (18,4+18,4+29,8) 66,6PLN + przesyłka. Porównując to do moich poprzednich inwestycji (armie do WFB) koszt armii DBA jest śmiesznie niski.

Miałem pewną wizję modelarsko-malarską co do tych „Antygonidów”. Podczas zeszłorocznej wyprawy byliśmy z żoną na terenach Frygii i Licji, których władcą był swego czasu Antygon. Zaskoczył nas przede wszystkim zróżnicowany pejzaż. Pasmo gór Taurus, na którym stoki południowe pokryte są roślinnością śródziemnomorską, a w części północnej - półpustynie i stepy sprawiają piorunujące wrażenie. Właśnie te wapienne skały postanowiłem wykorzystać, jako część kluczową podstawek. Kolory - od jasnego beżu po ceglasty. Do wykonania skałek wykorzystałem kamienie. Zbieram je tak, jak masę innych rzeczy, które to zawsze mogą się przydać. Po pomalowaniu ich udało mi się uzyskać oczekiwany efekt. 

Podstawową jednostką w armii Antygona, tak jak w przypadku armii Aleksandra, pozostaje falanga macedońska i jej postanowiłem poświęcić więcej uwagi. Uznałem, że załączone do zestawu plastikowe sarisy, chodź wyglądają ładnie i posiadają wiele szczegółów, nie sprawdzą się w trudnych warunkach jakim jest transport figurek. Na materiał wybrałem hartowany drut stalowy 0,8mm. Właśnie hartowanie okazało się niezbędne, ponieważ podczas prób ostrzenia zwykły drut wyginał się i przez to był bezużyteczny. Kolejna rzecz, która nie dawała mi spokoju to informacja o specjalnych oddziałach doborowych falangitów, którzy wyposażeni byli w jednakowe tarcze. Oryginalne tarcze postanowiłem wykorzystać wyłącznie w dwóch elementach z tzw. „luźnego poboru”. Tarcze złote z białą gwiazdą, to nic innego jak pomalowane łby pinezek (średnica 8mm). W przypadku złoto-czarnych tarcz użyłem łbów gwoździ tapicerskich. Teraz, gdy w końcu domyślam się, jak wyglądała struktura falangi żałuje, że Antygona nie ustawiłem w elemencie jako pierwszego z prawej, bo właśnie tam znajdowało się miejsce dowodzącego. Jednak postanowiłem już tego nie zmieniać, gdyż za dużo mnie kosztowała praca nad komponowaniem tego elementu. Każdy falangista w tym elemencie został rozczłonkowany i sklejony na nowo tak, aby razem nie wyglądali na „atak klonów”.

Specjalne miejsce na skale postanowiłem przeznaczyć dla dowodzącego odziałem 3Kn Demetriusza I Poliorketesa. Podczas wspólnych z ojcem kampanii stał na czele ich doborowej jazdy. Było tak także w dniu tragicznej śmierci Antygona, gdy rozgromił pod Ipsos jazdę Antiocha, syna Seleukosa, lecz przez to nie zdążył z odsieczą do ojca. Zmieniłem mu xyston plastikowy, który się wyginał we wszystkie strony ale nigdy w tą właściwą, na xyston z tego samego drutu, o którym już pisałem. Co zaś się tyczy samego malowania jestem leniuchem więc moje motto brzmi „przy minimum pracy uzyskać maksimum efektu”. Skupiam się więc tylko na elementach wpadających w oko takich jak tarcze, twarze, itp. Osiągam tym sposobem efekt który mnie zadowala.

Jest to moja pierwsza ukończona armia do systemu DBA i na pewno nie ostatnia. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Mirosław Zbigniew Socha




DBA vs WFB

Wstęp
DBA oraz WFB są to całkowicie różne systemy, jednak pomimo tego dla mnie mają bardzo ważną wspólną cechę - są to jedyne figurkowe gry wojenne w które gram, żadna inna nie wciągnęła mnie na dłużej. Postanowiłem więc czysto subiektywnie porównać je ze sobą. Nikt nie lubi przydługawych wstępów więc zaczynamy! 

Klimat (po polsku zwany fluffem)

"Faith, steel and gunpowder! For Sigmar, for Empire!" Najbardziej w Warhammerze cenię sobie jego mroczny klimat - świat zalewany falą zepsucia, świat, w którym ludzie codziennie stawiają czoła odwiecznemu wrogowi. To dzięki niemu najpierw na sesjach rpg przemierzałem ziemie Imperium, by ratować je przed sługami chaosu, a teraz, jako dowódca, mam szanse poprowadzić imperialne wojska do bitwy. Dla mnie jest to najmocniejsza strona WFB i główny powód, dla którego dalej gram w ten system.
 DBA jest systemem czysto historycznym więc sprawa jest prosta - jeśli lubisz poznawać wojskowe dzieje naszej cywilizacji, to będziesz usatysfakcjonowany. Samo szukanie informacji dotyczących konkretnych bitew, które ma się zamiar rozegrać na stole, jest bardzo ciekawe i wciągające.

Armie

Oficjalnych armii w WFB jest kilkanaście, ale w sieci można znaleźć także kilka dodatkowych (jak chociażby Kislev lub najemnicy). Liczba ta, w porównaniu do kilkuset armii w DBA, nie robi dużego wrażenia, ale trzeba przyznać, że są one dużo bardziej zróżnicowane. Poza tym w WFB mamy znacznie większą swobodę w tworzeniu rozpiski, czasem nawet aż za dużą, bo dobieranie poszczególnym postaciom magicznej biżuterii, która da im kolejne +2 do siły jest dla mnie już po prostu nudne. W ogóle cały pomysł z bohaterami w Warhammerze jest dla mnie chybiony, bo taki na przykład Imperialny Kapitan powinien być dowódcą swoich wojsk, wydającym rozkazy i zwiększającym morale żołnierzy autorytetem, a nie obwieszoną magicznymi przedmiotami maszynką do zabijania.

Zasady

Zasady to główna przewaga DBA - są one proste i przejrzyste (zakładając, że poznaje się je czytając TUGtDBA a nie rulebooka), a jedna rozgrywka doświadczonym graczom zajmuje mniej więcej godzinę. Dodatkowo są one wszystkie w jednym miejscu, nie trzeba czytać osobno rulebooka, osobno armybooka (do każdej armii innego!), ściągać errat z sieci itd. Pomimo prostoty zasad mamy bardzo szerokie możliwości manewru, wygranie bitwy wymaga od nas sporego wysiłku intelektualnego, a do całej gry idealnie pasuje stwierdzenie "easy to learn, hard to master".

Zasady do WFB natomiast najlepiej opisuje powiedzenie "W Warhammerze dwudziestu chłopa prędzej zabije smoka niż okrąży kamień na środku pola bitwy". Są one, moim zdaniem zbyt zawiłe i szczegółowe. Niestety to uszczegółowienie nie zwiększa realizmu rozgrywki, a jedynie frustrację wśród graczy. Kiedyś miałem okazję przeczytać wywiad z autorem armybooka do Imperium - przyznał on, że testowanie nowych imperialnych zasad odbywało się jedynie podczas poniedziałkowych partyjek ze znajomymi!

Figurki i podręczniki

Ze zdobyciem figurek i podręczników do WFB nie ma żadnego problemu, istnieje mnóstwo sklepów sprzedających produkty firmy Games Workshop. Z alternatywnymi figurkami, jak chociażby Gamezone, też nie ma większych kłopotów. Tutaj DBA, będąc mniej popularnym systemem, wyraźnie odstaje od konkurenta. Figurki w 15mm skali najczęściej trzeba zamawiać u zagranicznych producentów, niestety szybkość dostawy oraz cena przesyłki są niezbyt zachęcające. Podobna sytuacja jest na Allegro, tutaj także królują produkty firmy z Nottingham. Można jedynie mieć nadzieję, że wraz z popularyzacją DBA w Polsce sytuacja ta ulegnie zmianie.

Cena

Tutaj starczy podać dwa przykłady - oryginalna taśma calowa produkcji GW kosztuje tyle co jedna plastikowa armia w skali 1/72 do DBA. W przypadku metalowych figurek 15mm jest już trochę drożej, tutaj za jedną armię można już kupić cały jeden oddział do WFB. Z podręcznikami oraz wszelkimi akcesoriami dodatkowymi jest podobnie, te oryginalne GW są najczęściej nieprzeciętnie drogie.

Modelarstwo

DBA to głównie skala 15mm, jest ona zdecydowanie najpopularniejsza. Jako, że nie jestem zbytnio uzdolnionym malarzem, malowanie w tej skali oznacza to dla mnie po prostu w miarę równe położenie farby, bez zabawy w szczegóły. Warhammer to skala mniej więcej 28mm, więc tutaj jest już większe pole do popisu. Takie figurki staram się wycieniować, domalować im oczy, zrobić jakąś mini konwersje itp. Z drugiej strony do DBA muszę własnoręcznie zrobić tereny, miarki, znaczniki, obozy. Jako, że teren do gry jest ograniczony, można nawet wymodelować całe pole bitwy! Poza tym skala 15mm jest dużo wygodniejsza, tak podczas gry jak i podczas transportu.

Gracze

Zdecydowanie łatwiej jest znaleźć kogoś grającego w WFB. Praktycznie w każdym większym mieście nie powinno być z tym problemu. Z drugiej jednak strony z graczami bywa różnie; nietrudno znaleźć osoby zwane powszechnie "powergamerami" (dla których Imperium bez czołgu to nie Imperium, nawet podczas gry na 1000pkt), lub ludzi którzy zwyczajnie lubią kłócić się przy stole. Poniekąd sam system jest temu winien: zbytnia dowolność w tworzeniu rozpisek i zawiłe zasady tworzą właśnie takie chore sytuacje. Nie mam takich doświadczeń jeśli chodzi o DBA. Zwykle w ten system grają osoby, z którymi rozgrywka to relaks i czysta przyjemność.

Podsumowanie

Wiele osób nie ma na tyle czasu, żeby grac w kilka różnych systemów. Moim zdaniem najlepiej poświęcić się jednemu, zamiast poznawać kilka ‘po łebkach‘. Gdybym miał teraz wybierać, zdecydowałbym się na DBA. Jednak przy Warhammerze trzyma mnie niesamowity klimat Starego Świata oraz to, że szkoda byłoby mi teraz sprzedać zakupione kiedyś figurki. A tak naprawdę to najchętniej (na koniec artykułu pozwolę sobie trochę pofantazjować...) zagrałbym w grę wojenną łączącą najlepsze cechy obu tych systemów. Na tym kończę mój pierwszy wargame'owy artykuł. Do zobaczenia na polu bitwy!

Paweł Murawski

czwartek, 28 sierpnia 2008

Nagły atak drwali

Nie wiem dlaczego, ale cały czas podczas sesji zdjęciowej tych paru elementów towarzyszyła mi w myślach nazwa jednego zespołu: Nagły Atak Spawacza. Gdzie ją usłyszałem, skąd ją znam, tego powiedzieć dokładnie nie mogę. Najprawdopodobniej usłyszałem ją podczas wymieniania się w koleżeńskim gronie najbardziej zdziwaczałymi nazwami zespołów, ot tak dla zabawy. Z tym zdarzeniem kojarzą mi się jeszcze nazwy takie jak: Zabili Mi Żółwia i Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach, jakkolwiek by nie należało tego pisać (z dużej, czy z malej litery). Ale dlaczego takie skojarzenie? Ano, wystarczy przyjrzeć się zdjęciu poniższej pruskiej grupy uderzeniowej z XII/XIII wieku. Co prawda wykonana z miniatur przez producenta nazwanych Lithuanian Infantry (producent: Old Glory), jednak ja postanowiłem je wykorzystać do mojego niecnego planu... A właściwie naszego – mojego i kolegi MiSiA (który raz już o tym pisze? Liczy ktoś? ). Po wspomnianym rzucie okiem na zdjęcie, można odnieść wrażenie niesamowitego ruchu i dynamiki. I tak jest w rzeczywistości. Te modele Old Glory (5 wzorów/30 figurek w pudelku) są z jednym małym wyjątkiem idealne do oddania charakterystyki tak dynamicznej i niesfornej formacji jakim był warband (brak dobrego polskiego tłumaczenia). Grupa wojów, rzucających się z przerażającym okrzykiem nawet na przeważające siły wroga, przebijająca szeregi i mordująca wszystko co stało jej na drodze. Na zdjęciu widoczne są trzy elementy typu warband. Wspomnę jeszcze ze kolejnym plusem poz miniatur Old Glory była ich łatwość drobnych konwersji – głownie zadokowanie własnego uzbrojenia. Domyślnie tylko 6 z 30 figurek miało broń odlaną razem z tułowiem – topory. Reszta była przygotowana na założenie dowolnego typu uzbrojenia. Sam, zasięgnąwszy rady wielkiej sieci, postanowiłem wyposażyć moich wojowników w najróżniejsze topory – broń która, obok włóczni, na tamtych terenach była najpowszechniejsza (w końcu wtedy porastały je wielkie lasy). Za to miecze były używane praktycznie tylko przez najdostojniejszych przedstawicieli społeczeństwa. Przyczyny takiego stanu rzeczy wyjaśnię, miejmy nadzieję, przy okazji tekstu opisującego gotową armię. Teraz dodam jeszcze, dla uzupełnienia, ze trzy pozostałe elementy (tylny szereg na jednym ze zdjęć) to elementy lekkiej piechoty – (ang. Auxilares – znów brak dobrego tłumaczenia) i harcowników (ang. Psiloi). Postanowiłem, że podstawki będą reprezentować trudniejszy teren – taki w którym bardzo często taka piechota walczyła i w którym dawała sobie bardzo dobrze radę. Dodatkowo podstawki odróżnią nieco elementy Auxilii od Warbandow – gdyż w armii Prusów w pewnych proporcjach można je stosować zamiennie.

Na zakończenie może jeszcze troszkę o reszcie armii – otóż jej powoływanie pod broń jest już w trakcie od pewnego czasu. W tej chwili na warsztacie znajduje się sześciu konnych wraz z generałem, dwie pozostałe auxile są średnio w 50% gotowe (figurki jednej z nich pomalowali w ramach prezentacji koledzy ze Zgiełku – już niedługo fotorelacja!), a reszta wojów jest oczyszczona i zapodkładowana. Ostatnio także, po wielu przemyśleniach pojawił się pomysł na obóz, który skonfrontowany z kilkoma źródłami w internecie okazuje się w miarę historyczny. Jego plan i przygotowanie zapewne stanie się tematem któregoś blogowego wpisu
I już tak całkiem na koniec: chciałbym zapytać szanownych kolegów, jak też oceniacie moje drzewka na podstawkach? Jest to eksperyment który według mnie prezentuje się raczej pozytywnie. Czekam na komentarze i do usłyszenia wkrótce!

niedziela, 17 sierpnia 2008

Rycerze Jeruzalem

IV/17 Later Crusader 1128-1303

W lipcu roku Pańskiego 1099 rycerze pierwszej krucjaty zdobyli Jerozolimę. „Już przez wywalone wrota wdzierają się ze swoimi Tankred i Robert normandzki. Rąbią bez tchu, bez opamiętania […] Godzina jest trzecia po południu, ta sama, w której Chrystus Pan wyzionął ducha, dnia piętnastego lipca 1099r. […] Pełno już Latyńców w grodzie. Walka zaciekła, wściekła, bezlitosna. Saraceni bronią się jak lwy z ponurym, dzikim, pogardliwym męstwem. Ujrzą dzisiaj raj Proroka. Ujrzą niezawodnie” – tak opisuje ten dzień Zofia Kossak–Szczucka w swoich „Krzyżowcach”. Zwycięstwo krzyżowców zapoczątkowało istnienie Państwa Jerozolimskiego.

Niestety już w 1187 następuje klęska: po zwycięstwie nad chrześcijanami pod Hittin w październiku Saladyn (Salah ad–Din) zdobywa Święte Miasto. W ciągu roku upada większość obronnych twierdz na Bliskim Wschodzie. W tej sytuacji papież Grzegorz VIII wzywa rycerstwo chrześcijańskie na krucjatę (trzecią). Ma ona być odkupieniem grzechów, jakie popełnili chrześcijanie w Ziemi Świętej, a za które tą ziemię utracili. Na to wezwanie królowie Anglii i Francji zawierają pokój i rozpoczynają przygotowania do wyprawy (przygotowania rozpoczęły się od 10% podatku). Na wezwanie papieża odpowiada także cesarz rzymski Fryderyk I Barbarossa (cesarz rzymski czyli niemiecki). W maju 1189 roku jako pierwszy wyrusza na czele rycerstwa niemieckiego w kierunku Palestyny. Jego armia rozrasta się do takich rozmiarów, że niemożliwy jest jej transport szlakiem wodnym przez Morze Śródziemne, tak więc podąża drogą lądową przez Węgry, Bułgarie i Azję Mniejszą. 18 maja 1190 roku armia Fryderyka gromi wojska tureckie pod Ikonium. Jednak po pierwszym zwycięstwie armię niemiecką spotka tragedia – podczas przeprawy przez rzekę Salef (Kalykadnos) ginie w jej wodach sam cesarz. Dowodzenie przejmuje jego syn Fryderyk Szwabski, jednak nie jest w stanie utrzymać dyscypliny i jedności swojej armii. Ostatecznie pech dosięgnie niemieckich krzyżowców w Antiochii gdzie w wyniku zarazy umiera większość rycerstwa.

Trochę inaczej przebiegały drogi drugiej części 3 krucjaty. Flota króla Ryszarda I Lwie Serce (tak, tak, w tym czasie w Anglii szalał niejaki Robin Hood!) po wypłynięciu z Sycylii trafiła na sztorm, kilka statków zatonęło a jeden, z narzeczoną króla i złotem rozbił się na Cyprze. Władca Cypru nie chciał zwrócić złota Ryszardowi (a może narzeczonej?). Wojska angielskie w ciągu kilku dni podbiły całą wyspę. Po przybyciu do brzegów Ziemi Świętej krzyżowcy przez trzy lata oblegają Akkę, udaje się ją zdobyć. Jednocześnie udało się podpisać ugodę z Saladynem, która pozwalała pielgrzymom swobodnie wędrować do Jerozolimy. Krzyżowcy otrzymali także w ramach ugody od Turków pas wybrzeża morskiego od Tyru do Jaffy. Te kiepskie wyniki 3 krucjaty (w porównaniu z następnymi to i tak był największy sukces), doprowadziły już w 1202 roku do zwołania następnej, 4 krucjaty. Wszystkie kolejne krucjaty kończyły się już tylko klęskami.

Tyle historycznego wstępu. Inspiracją, która szczególnie nakierowała mnie by, jako drugą armię do DBA zebrać właśnie krzyżowców była nie tylko historia, choć ta jest bardzo ciekawa, ale sentyment, oczywiście do filmu „Królestwo niebieskie”. Te zakute w blachy szeregi rycerstwa, powiewające sztandary i etos rycerza chrześcijańskiego skierowały moje kolejne kroki po legionie rzymskim właśnie ku krzyżowcom. Patrząc na możliwości figurkowe zdecydowałem się na czas trzeciej krucjaty 1182–1192, w DBA reprezentowanej przez armię IV/17 Later Crusader 1128-1303.



Prezentację moich krzyżowców zacznę od trzonu armii, czyli od ciężkiej jazdy. Można wykorzystać 4 elementy 3Kn. Element generalski to rycerze ze sztandarem „Królestwa niebieskiego”. Obok nich rycerstwo angielskie. Po prawej stronie rycerza w barwach królewskich galopuje Hugues IX de Lisignan (zginął w 1219 roku w egipskiej miejscowości Damietta). Po lewej Hugues Riboul, lord Asse–le–Riboul. W drugim szeregu podąża rycerstwo zakonne, za Jerozolimą templariusze, za Anglią szpitalnicy (Joannici).

Tym figurkom dałem tarcze wykonane z tektury (inny kształt niż firmowe), włócznie (a może lance?) wykonałem z drutu, groty z Green Stufu, sztandary pochodzą z zestawów Rofura. Zeskrobywałem też z końskich płaszczy herby które umieściła tam Italeri.



Jeden z elementów rycerskich można zastąpić lżejszą jazdą 3Cv. W mojej armii są to turkopole. Byli to miejscowi wojownicy walczący na modłę „saracenów”. Jednostki te składały się albo z zasymilowanych z tubylcami Europejczyków (często urodzeni już na Bliskim Wschodzie) lub miejscowi chrześcijanie.

Na tej podstawce w zmianach modelarskich pokusiłem się tylko o zmianę włóczni, te oryginalne są zbyt łamliwe, dałem turkopolom w dłoń pozostałości macedońskich sarris (!).



Obok jazdy wśród krzyżowców nie może zabraknąć piechoty. Jest to 5 elementów 4Sp. W pierwszym szeregu stoi jednostka mieszana, od lewej: Austriacy, Cypr, Niemcy i Francuzi. Drugi szereg to rycerstwo zakonne (też od lewej): szpitalnicy i templariusze. Ostatni szereg to piechota w barwach Jerozolimy oraz Anglicy.

Z tymi figurkami miałem dość dużo zabawy, Italeri nie przewidziała bowiem w swoich pudełkach takiej ilości włóczników. Wszystkim zastąpiłem w dłoniach (często wyginanych) oryginalną broń na włócznie wykonane z drutu i GSu. Tarcze z tektury, proporce to albo Rofur (joannici i templariusze), oraz moja drukarka. Wydrukowane są też herby na tarczach elementu w pierwszym szeregu – nie odważyłem się malować takich wzorów: dwa różne lwy, orzeł i skupisko lilii.



Kolejne jednostki to Kusznicy, 2x 4Cb. Dalekosiężna, zakonna broń. Tutaj miałem problem z odpowiednią ilością figurek, w zestawie Italeri 6009 - The Knights, są tylko dwie figurki. Musiałem kupić takie dwa zestawy, a także zestaw Zvezdy  8016  Livonian Knights, tu na szczęście były 4 figurki kuszników w postawie stojącej. Ci ostatni wyglądają co prawda na ciepło ubranych, ale może to za okrągła figura?



Ostatni element, jaki mogę wykorzystać w mojej armii, to jeden oddział łuczników 3Bw. Pomimo tego, że na stole może znaleźć się tylko jeden, ja zrobiłem sobie trzy! Pierwszy z nich to łucznicy maroniccy. Krótko o maronitach: jeden z kościołów chrześcijańskich powstałych w VII wieku na terenie Syrii i Libanu. Wyodrębnił się wskutek przyjęcia herezji monoteletyzmu - utracił przez to jedność z Rzymem. Gdy krzyżowcy w 1099 weszli na teren Libanu, ku swojemu zdziwieniu napotkali w libańskich górach chrześcijan. Bardzo szybko maronici stali się sprzymierzeńcami krzyżowców. Wstępowali do zakonów rycerskich czy wspierali militarnie wyprawy do Ziemi Świętej. W 1181 roku patriarcha maronicki złożył przysięgę wierności papieżowi. Po klęsce wypraw krzyżowych kościół maronicki stał się obiektem wyjątkowych prześladowań ze strony muzułmanów. Obecnie na terenie Syrii i Libanu mieszka ok. 2 milionów maronitów, zgromadzonych w 16 diecezjach, liturgia sprawowana jest w języku aramejskim. Moich łuczników pomalowałem na podstawie jedynego zdjęcia jakie znalazłem w necie (http://img99.imageshack.us/img99/7992/szpitalnikpoowaxiiwzx3.gif ). Taka góralska odmiana krzyżowców.



W drugim szeregu po naszej lewej stoją łucznicy angielscy (ach ten długi łuk Robin Hooda). Obok nich łucznicy syryjscy – obywatele powstałego w 1098 Księstwa Antiochii. Antiochia, dzięki pomocy floty z włoskich miast przetrwała najazd Saladyna na Królestwo Jerozolimskie. W czasie trzeciej krucjaty Księstwem Antiochii rządził Boemund III (lata panowania 1163-1201).

Najwięcej pracy włożyłem w figurki maronitów, przerobiłem ich z figurek saracenów, trochę wycinania, lepienia GSem, szczegóły konwersji pokazałem na moim blogu (kryptoreklama!). Z dwóch różnych figurek złożyłem łuczników stojących z napiętym łukiem. Musiałem przecinać figurki na pół, później kleić w całość.  Natomiast dużym sentymentem będę darzył łuczników angielskich. Są to pierwsze figurki w skali 1/72 którym pomalowałem oczy. Początkowo wydawało mi się to niemożliwe, zresztą na początku mojej kariery malarskiej nawet w 1/35 było to wyzwanie. Dzisiaj oczka maluję już nawet 15 milimetrowcom.



I ostatni „kwiatek” mojej armii, to miejsce gdzie znużeni krzyżowcy mogą złożyć swoje zmęczone głowy do snu – obóz. Namiot wykonany z tektury, wg własnych planów. Obok strażnik w barwach Jeruzalem.

Na koniec całość mojej wyprawy krzyżowej - Użyłem do skompletowania tej armii figurek z następujących zestawów:

Italeri 6019 - Teutonic Knights
Italeri 6009 - The Knights
Italeri 6010 - Saracen Warriors
Italeri 6027 - English Knights and Archers
Zvezda 8016 - Livonian Knights

Wykorzystałem też do zrobienia sztandarów i proporców:
Rofur-Flags - Templariusze 1120-1307, Joannici 12th-14th cent.
Rofur-Flags - 3.Krucjata 1189-1191.

Przypomnę tylko, że krzyżowcy są w barwach 3 krucjaty, z lat 1189-1191.

„Bądź bez lęku w obliczu nieprzyjaciela. Bądź dzielny i prawy, by podobać się Bogu.  Mów prawdę, choćbyś miał za nią zginąć. Chroń bezbronnych. „
Przysięga rycerza – krzyżowca z filmu „Królestwo niebieskie”

Robert Pawlak

Ruś Wikingów

W 2007 roku ukazała się nakładem wydawnictwa TRIO książka Władysława Duczki pt. "Ruś Wikingów. Historia obecności Skandynawów we wczesnośredniowiecznej Europie Wschodniej" (oryg. Viking Rus. Studies on the Presence of Scandinavians in Eastern Europe). Autor, archeolog, przez długie lata pracujący na uniwersytecie w Uppsali, w dziele tym podjął się zadania podsumowania prac archeologicznych dotyczących obecności Skandynawów w Europie Wschodniej we wczesnym średniowieczu, początków dynastii Rurykowiczów i powstania państwa kijowskiego.

Zagadnienia obecności wikingów na wschodzie i ich roli w powstaniu państwa ruskiego od dawna budziły szczególnie ostre spory wśród historyków. Nietrudno się domyśleć dlaczego - temat zawsze napiętnowany był politycznie. Chodziło krótko mówiąc o to, czy to wschodni Słowianie sami stworzyli swoje państwo, czy państwo to było ich dziełem, czy też było dziełem obcych - przybyszów z północy. Powstały w związku z tym dwie teorie czy grupy teorii: normanistyczne i antynormanistyczne.

 Początkowa dominacja na zachodzie, począwszy od końca XVIII wieku, teorii normanistycznych, i to często w skrajnej postaci, wywoływała ostre reakcje badaczy słowiańskich. Oliwy do ognia dodała w XX wieku ideologia nazizmu, która wykorzystywała teorie normanistyczne do wykazywania wyższości rasowej ludów nordyckich nad słowiańskimi. Tytułem przykładu można tu przytoczyć za autorem słowa Adolfa Hitlera: "Gdyby inne ludy, chociażby Wikingowie, nie wniosły do życia Rosjan nieco ładu, nadal żyliby jak króliki." Rodziło to z kolei reakcje z drugiej strony - w ZSRR jeszcze długo po wojnie zabraniano prowadzenia badań archeologicznych badaczom opowiadającym się za teorią normanistyczną. Dziś się to zmieniło i poglądy bliższe teorii normanistycznej można spotkać i wśród badaczy rosyjskich i ukraińskich. Autor przytacza przykładowo opinię młodego ukraińskiego historyka Oleksego Tołoczko: "Państwo kijowskie było niczym rodzinna firma, miało własną administrację, siły zbrojne, prawa oraz dzikich do wyzyskiwania. Natychmiast przychodzi na myśl podobna zasada działania europejskich kompanii kolonialnych czasów nowożytnych (O. Tolocko, Kievan Rus around the year 1000, [w Urbańczyk P. red., 2001, s. 131). Oczywiście, jak nietrudno zgadnąć, w oparciu choćby o samą biografię autora, reprezentuje on teorię normanistyczną.

Autor, rozpoczynając od źródeł pisanych, łagodnie wprowadza nas w tematykę książki. Dalej następują obszerne i znacznie głębsze wywody na temat znalezisk archeologicznych, przy czym nie ograniczają się one do suchych opisów poszczególnych stanowisk. Części książki poświęcone rozważaniom archeologicznym stanowią większość jej zawartości (ogółem 213 stron, nie licząc przypisów i indeksów zamieszczonych na końcu). Bez sięgnięcia po dane uzyskane archeologicznie trudno rzetelnie przedstawić ten okres historii, bo źródeł pisanych jest bardzo mało. Nowością w stosunku do wcześniejszych publikacji na ten temat jest zwrócenie większej uwagi na rolę kobiet i pozostałości materialne związane z ich obecnością na wschodzie oraz na niektóre rodzaje znalezionych przedmiotów, jak pieczęcie czy monety. Przede wszystkim jednak autor dokonał w wielu miejscach reinterpretacji dotychczasowych znalezisk, przeprowadzając również ich analizę porównawczą w stosunku do tego co z kultury Wikingów znajdywane było na zachodzie.

Książkę czyta się dobrze, jedynie fragmenty zawierające rozważania ściśle archeologiczne mogą być dla czytelników niezbyt tą dziedziną nauki zainteresowanych nieco nużące. Na koniec warto dodać, że książka zawiera w środku kilkadziesiąt stron rysunków, zdjęć, mapek, szkiców itp. głównie ukazujących przedmioty ze znalezisk omawianych w książce (gwoli ścisłości co do objętości książki, strony z obrazkami nie są numerowane i nie wliczają się do wspomnianych wcześniej 213 stron tekstu). Podsumowując, polecam książkę wszystkim osobom interesującym się średniowieczem, a w szczególności historią średniowiecznej Rusi.

Ruś Wikingów (Władysław Duczko, TRIO)


Ryszard Kita

RSS FeedRSS