Znalazłem odpowiedni kawałek koniecznie do słuchania podczas czytania tekstu, nadaje odpowiedni
klimat opowiastce.
Obozowisko nieumarlaków to jeden wielki burdel. A właściwie jak powinien wyglądać taki obóz wojskowy pod dowództwem wampira? Czy jesteście sobie w stanie to wyobrazić? Zapada zmierzch… sorry …nastaje świt. Wampi wydaje rozkaz – rozbijamy na dzień obóz. Hm, czy oni śpią? Chyba jednak nie.
Ale załóżmy, że nie mogą maszerować w pełnym słońcu, przynajmniej niektórzy, bo wiadomo – rozpadną się w proch i takie tam bzdury. Opcja zakładania pełnych płaszczy, kasków motocyklowych i okularów słonecznych nie wchodzi w grę, tudzież smarowanie się kremem do opalania z najwyższym filtrem, aby mordercze promienie nie dotarły do skóry wywołując bolesne, a nawet śmiertelne oparzenia. No, może z tym śmiertelnym to przesadziłem, przecież oni martwi są. Chociaż jak mam rozumieć śmierć kogoś kto nie żyje? Niby nie żyje, jednak nazywamy go nieumarłym, ożywieńcem, żywym trupem. To on żyje, czy nie? Załóżmy, że żyje, więc możemy go więc zabić, i to po raz co najmniej drugi, no bo nie wiemy czy ten trupek został ożywiony pierwszy raz czy może drugi czy enty. I tu pojawia się kolejna kwestia. Czy można w nieskończoność ożywiać jedne dane określone zwłoki? Umownie nazwijmy go Zombim Zenkiem. Tak więc Zombie Zenek umiera po raz pierwszy zanim w ogóle został jeszcze zombie. Jako człowiek umiera, rzecz jasna, albo inny humanoid ewentualnie. Przychodzi Wampi i ożywia rozkładającego się biedaka. Zenek, nie wiadomo do końca w jakim stanie, musi wstać i wygrzebać się z tej cholernej ziemi. Pół biedy jak Zenek jest w jednym kawałku, ale przecież mógł zginąć przecięty na pół dwuręcznym mieczem albo rozerwany kulą armatnią. I co wtedy?

Czy podzielony Zenek nadal jest jednym zombie, czy już dwoma, czy też wielokrotnością Zenka? Ciężka sprawa. Wracając do zabijania zabitych nieumarłych. Jak go zabić? Urywamy mu rękę – czy to go zabija? Nie sądzę. Przecież nawet się nie może nasza ofiara wykrwawić. Odcinamy drugą, nadal nic. Przechodzimy do kolejnych kończyn, a koleś dalej jęczy i wyje ciągle te swoje – braaain, braaain… W zasadzie jest już unieszkodliwiony i po upierdliwym odcinaniu wszystkich członków możemy się zabrać za następnego. Trzeba tylko uważać, żeby leżący Zenek nie ugryzł nas w stopę zarażając tym gównem, które z nas też zrobi zenkopodobnego. Najlepiej więc jeszcze wrócić do leżącego na ziemi Zenka, wyjącego ‘brain, brain’ i wybić mu wszystkie zęby. Jak jęczy już tylko ‘błejn, błejn’ znaczy, że nam się powiodło. Nie chcę już wspominać o pełzających we wszystkie strony kończynach, łapiących nas znienacka za kostki. Ale przyjmijmy, że to mała szkodliwość społeczna.

Tak więc unieszkodliwiliśmy Zenka, znaczy się naszego ‘nieumarłego’, którego nie można zabić, ale można właśnie unieszkodliwić. Wniosek – żywego trupa nie da się zabić! Warto zapamiętać. Zapędziłem się trochę za daleko wywodem o mordowaniu. Wróćmy do początku – obóz nieumarłych. To jak? Czy oni rozbijają ten obóz? Przecież Wampek nie jest w stanie zaraz przed bitwą ożywić całej armii żeby stanęła do walki. No bo skąd wziąć tyle trupów? Pole bitwy to przecież nie cmentarz, tak? Zakładam więc, że tworzymy armię ożywieńców, co najmniej na kilka dni przed rozpoczęciem bitwy. No bo musimy iść na cmentarz ożywić to całe dziadostwo, tak? Potem iść na kolejny i ożywić ich jeszcze więcej, no bo chyba nie liczyliście na to, że na jednym cmentarzu znajdziemy całą naszą armię, co? Poza tym wilki. No przecież nie leżą na cmentarzu. Konie? To samo. Musimy jeszcze znaleźć gdzieś ten cholerny Czarny Powóz. No ale powiedzmy, że zwiniemy jeden z najbliższego domu pogrzebowego. Większy problem będzie żeby znaleźć jakieś banshee (ang. z irl. bean-sidhe, w nowoirlandzkim bean sí – "kobieta ze wzgórza") – w mitologii irlandzkiej zjawa w kobiecej postaci, najczęściej zwiastująca śmierć w rodzinie. No to gdzie ich szukać? Po rodzinie? Wiem, że można niektórym „bliskim” życzyć śmierci, no ale bez przesady, prawda? Ale, ale, z ratunkiem przybywa nam wikipedia - „Podobnie jak skrzaty, banshee przywiązują się do jednego ludzkiego domostwa, ale zamiast pomagać w gospodarstwie te dziwne i posępne istoty, płacząc snują się po okolicy i piorą odzież ludzi mających wkrótce umrzeć.” I już wszystko jasne – banshee znajdziemy w okolicy piorące brudne ciuchy. Najgorzej jednak będzie z varghulf’em(i co to, motyla noga, znaczy to słowo???). Gdzie znaleźć takie bydle tuż przed bitwą, do jasnej ciasnej? No ale niech mu będzie, nie w każdej armii musi być takie cholerstwo, więc mu dziś wyjątkowo odpuszczę. Dobra obeszliśmy te zafajdane cmentarze, lasy i okolice, mamy wszystkich. Teraz trzeba tylko znaleźć kogoś kto będzie chciał z nami powalczyć. I tu wraca problem obozowiska. W słońcu się nie będziemy szlajać, bo wiadomo – w proch, więc trzeba się gdzieś wyłożyć i odsapnąć. No to znowu – rozbijamy na dzień obóz! Zombiaki Zenki się zatrzymują razem ze szkielkami.

Ściągają plecaki i wyciągają koce, materace, namioty – stop! Coś chyba pomyliłem. Widzieliście kiedyś zombiaka z plecakiem? Nigdy w życiu! No to ustalone – nie rozbijają namiotów, nie rozkładają koców żeby się położyć i nie dmuchają materaców… aaa… też żeby się położyć. No więc co ci biedni ożywieńcy robią podczas postojów? Sztywno stoją!
Dziś wyjątkowa prezentacja, bo z całym dotychczasowym dorobkiem. Postanowiłem więc napisać też wyjątkowy tekst. Po męczeniu Was upiornymi i krwawymi opowieściami, kończącymi się zawsze śmiercią kilku bohaterów, tym razem coś wesołego. Starałem się napisać coś całkowicie luźnego i trochę bezsensownego dla odprężenia zarówno publiczności jak i siebie. Do dotychczasowych oddziałów, prezentowanych w poprzednich odcinkach, doszły świeżutkie wilczki – 10 Dire Wolves.
Pomalowane: 126 modeli (62,58%)
Ilość punktów: 1045 (31,73%)
Jakub Gowin