sobota, 6 listopada 2010

Po mojemu

Ja to zawsze muszę być mądrzejszy. W tym wypadku bardziej, niż instrukcja przewiduje. Nakleiłem na pokład detale, które trzeba było najpierw pomalować. A ja na odwrót. Pomalowałem też pokład, można powiedzieć - deski. To 'dokonanie' też jakoś mnie nie przekonuje. Posłużyłem się brązowym akrylem z serii foundation paints. Zrobiłem to dość niecierpliwie i w związku z tym niedbale. W efekcie spędzę teraz sam-nie-wiem-ile czasu, żeby odmalować w miarę przyzwoicie wszystko to, co wystaje ponad owe deski. Oczywiście nie mogę tego zrobić przy użyciu emalii, ponieważ ta nie pokryje brązowych zacieków. W związku z tym skazany jestem na szary akryl. I tu kolejny problem - nie jest to odcień pasujący do podstawowego szarego, jakiego użyłem do burt. Szlag! Wszystko po mojemu. Jeden plus w postaci linii wodnej - taśma maskująca zrobiła swoje i wyszło niemal jak od linijki. Pomalowałem też kotwice a na pokładzie łańcuchy kotwiczne. Przy tych ostatnich zastosowałem nawet szary drajbrasz. Te dodatki to też akryl. Co do montażu pozostałych części, w zasadzie jestem gotowy w 95%. Teraz będę je malował i po kolei przyklejał do pokładu. Tu jednak w ruch pójdą emalie. Mowa bowiem o nadbudówkach, wieżach armatnich czy kominach. Uech - jeszcze daleka droga do skończenia Króla Jerzego. Będzie ciężko. Synowskie popędzanie jakoś zelżało a pokładowa papranina mnie zdemotywowała.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS