Wróciłem z królewskiej Pragi, gdzie spędziłem dwa dni, intensywnie przemierzając zakamarki Starego Miasta, Małej Strany, Żiżkowa i hradczańskiego wzgórza. Odwiedziłem też kilka z praskich szynków - wszak nie można spacerować bez odpoczynku a nic tak nie krzepi, jak kufel czeskiego pienistego czy coś ze skromnej kuchni naszych południowych sąsiadów. Jakże ja lubię takie wypady! Zwykle ciężko mnie z domu ruszyć, potem jednak może być tylko świetnie. W samej Pradze zaczynam się czuć coraz swobodniej (pewnie dlatego pełniłem rolę przewodnika) i jest to jedno z miast, do którego wrócę jeszcze nie raz.
Dzisiaj też dzień wolny od pracy. Nie mogłem więc zbyt długo opierać się naciskom syna i zasiedliśmy do Króla Jerzego, oczywiście wg wyrobionego już schematu. Najpierw żmudne sklejanie kolejnych podzespołów. Potem gimnastyka z emaliami. Na zdjęciu zobaczyć można sterburtę, która dostała już podwójną warstwę poszczególnych kolorów. Zaczynam mieć wrażenie, że malowanie samego kadłuba okaże się najprostszym zadaniem. Przede mną przygotowanie pokładu i już główkuję, jak sobie z tym poradzić. W każdym razie do desek pokładu użyję farby akrylowej. Doszedłem też to przekonania, że nadbudówki będę na pewno malować przed przyklejeniem do pokładu właśnie. Oceniając postęp prac montażowych, to według instrukcji jesteśmy gotowi w około 80%. Już wkrótce zacznę to pokazywać w moim blogu.
Do wieczora czekam na materiały do kolejnej odsłony Tytanów. Jeśli dotrą, to jeszcze dzisiaj będzie można zobaczyć ostatnie dokonania trójki kolekcjonerów.
poniedziałek, 1 listopada 2010
Kamuflaż
Posted by szeperd on 15:55


0 komentarzy:
Prześlij komentarz