sobota, 22 grudnia 2012

Nowe szwedzkie działa (6f)

Co jest takiego pociągającego w szwedzkiej dywizji garnizonowej? Odpowiedź wyłania się sama z kłębów dymu prochowego. Muszkiety i działa!

Poniżej prezentuję mniejsze, z tych większych, szwedzkich dział. Pamiętacie? Jakiś czas temu prezentowałem jedno 6f działo. To poniżej to ten sam wzór lufy (już niedostępny) ale na lżejszym, smuklejszym leżu z polskiego falkonetu z nowych zestawów artylerii lekkiej. Dlaczego tak? Otóż dlatego, że na masywnym leżu osadziłem 12f działo, którego autorem jest Skoczek (jeszcze raz wielkie dzięki).

Nowe zestawy lekkiej artylerii, poza załogą i samymi działami, oferuje zestaw narzędzi do obsługi dział. Są wyciory, skrzynie z kulami czy beczki z prochem. Nie żałowałem tych dodatków na podstawki szwedzkie. Użyłem też kilku starych wzorów artylerzystów i dzięki temu żaden się nie powtarza.

Kiedy zacząłem malować, Kadrinazi wrzucił na forum OiM, krótką informację o kolorach szwedzkich artylerzystów z regimentu artylerii. Dzięki niemu mam historycznie pomalowanych załogantów. Dzięki niemu też ominął mnie dylemat jaki schemat kolorystyczny powinienem wybrać. Dzięki za dzielenie się z Nami Twoją wiedzą.

czwartek, 20 grudnia 2012

Szczypta szczęścia

Dzisiaj chciałem podzielić się z Wami szczyptą z ogromnego modelarskiego szczęścia, jakie mnie spotkało w ciągu kilku ostatnich dni. Końcem listopada napisałem do Konrada, właściciela Wargamera i jednego z autorów systemu Ogniem i Mieczem, z pytaniem, co trzeba zrobić, żeby móc pomalować figurki, które potem zostaną umieszczone na obwolucie zestawu. Wymieniliśmy kilka maili i sprawa na krótki czas ucichła. Kiedy się przypomniałem ponad dwa tygodnie temu, trafiłem na moment, kiedy z odlewni zjechały nowe wzory Dzieci Bojarskich z rohatynami. I tak dostałem swoją szansę. Oczywiście zgodziłem się.


Termin, jak na moje skromne możliwości czasowe, był morderczo krótki. Wtorek wieczór start, następna środa wieczór pakowanie do wysyłki. Dlatego rozpisałem w szczegółach plan dla każdego dnia i trzymałem się go z niemal żelazną dyscypliną. Z biurka, na którym maluję, leciały drzazgi a bałagan w warsztacie bił wszelkie rekordy. Potem wysyłka a następnie kilka dni przebierania nogami z niecierpliwości – czy aby dojechały całe? czy się spodobają? Wreszcie informacja od Sosny, że wszystko gra! Muszę tutaj przyznać, że podszedłem do całej sprawy dość emocjonalnie i, koniec końców, cieszę się jak dziecko.



O samym wzorach warto powiedzieć, że maluje się je bardzo wygodnie, w zasadzie łatwej, niż podstawowe dzieci bojarskie. Figury mają może mniej misternych szczegółów, ale nic przez to nie tracą. W każdym razie praca nad nimi dała mi sporo frajdy. Zastosowaną kolorystykę znacie z moich poprzednich propozycji moskiewskich oddziałów. W trakcie prac nad nową jednostką dostałem też szereg wskazówek na temat malowania i wykończenia podstawek od Rafała Szwelickiego. Teraz pozostaje mi czekać na premierę nowego zestawu, który będę musiał pomalować po raz drugi - tym razem dla siebie.



Zaczynam też dojrzewać do kupna nowego aparatu. Ten jest nieco zmęczony, szczególnie po tym, jak moi Synowie zaczęli stawiać pierwsze kroki na niwie fotografii artystycznej. Choć nie wiem, czy większym szokiem dla tego sprzętu nie był transport w torebce mojej Żony…

środa, 19 grudnia 2012

Marszałek

Dziś wpis z dedykacją dla Szeperda, który ujrzawszy szwedzkiego marszałka, zażądał publikacji jego zdjęć.

Wszystko zaczęło się jednak dużo wcześniej. W połowie tegorocznych Pól Chwały zorientowałem się, że moja armia nie ma dowódcy! Dywizją powinien dowodzić marszałek (baza 4x4cm) a dowodził nią pomniejszy pułkownik! Zawstydzony, postanowiłem szybko promować najlepszego człowieka do godności Fältmarskalk.

Do złożenia dowódcy wyższego stopnia użyłem modeli z zestawu dowódców szwedzkich. W blisterze z pułkownikami nie ma wszystkich wzorów dowódców, dlatego polecam zakup pudełka. Najbardziej wyszukane i eleganckie modele pułkowników i marszałków znajdziecie właśnie tam. Po Polach Chwały, jak każdy uczestnik turnieju, wzbogaciłem się o promocyjny model Lubomirskiego, któremu w drodze powrotnej szwedzki podjazd podprowadził konia. Wierzchowiec okazał się tak wyborny, że ofiarowano go marszałkowi. Układ podstawki wynikł już tylko z pozy wierzchowca dowódcy. Szwedzkie konie zwykle dumnie i niespiesznie idą na wroga. Ten koń to ogień. Rwie się, kopytami ryje. Dlatego postawiłem go na niewielkim wzniesieniu. Dzięki temu marszałek może mieć baczenie na najdalsze krańce bitew. Oczywiście bez sztabu nie mogło się obejść. 3 modele uzupełniły dowódczy i podstawka była gotowa.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Sprawny aparat!

W końcu! Mój aparat jest już sprawny. Po długim oczekiwaniu na serwisanta, udało się uruchomić bestię, z którą współpracuję już długie lata. Dziś rano, korzystając ze znośnego nasłonecznienia, wykonałem kilka sesji prac, które nagromadziły się przez długie tygodnie.

Pomyślałem, że zacznę prezentację "nowości" od średniaka. Będą to 2 kompanie rajtarów, częściowo uzbrojonych w arkebuzy. Zabieg ten ma zwiększyć uniwersalność tych kompanii. Mogą występować jako oddziały z arkebuzami lub bez (nawet, gdy cała kompania arkebuzów nie miała, to pojedynczy rajtarzy ekwipowali się w tego typu broń na własną rękę).

Niestety, dla miłośników poprawności historycznej, rajtarzy są po raz kolejny malowani w jednej tonacji. Przyjąłem, że skwadrony/kompanie rajtarów będę rozróżniał po kolorach koletów. Tym razem pomalowałem je na piaskowo. Moim skromnym zdaniem świetnie pasuje on do niebieskiego koloru nogawek spodni. Malowanie koni tez uległo lekkiej zmianie. Teraz używam 3 wariantów kolorystycznych i tradycyjnie już, wszystkie ciemne. Jasne konie zarezerwowane są dla dowódców.

Z ciekawostek, wartych odnotowania, mamy rajtara, wzorowanego na obrazie Józefa Brandta. Jest to jedyny rajtar w morionie, jakiego mam w armii i jest to mój ulubiony rajtar. Oryginalną głowę stracił na rzecz głowy szwedzkiej od QR'a. Drugą nietypową rzeczą jest uzbrojenie. Każdy model trzyma w ręku pistolet lub arkebuz. Zrezygnowałem, poza chyba jednym modelem, który potwierdza regułę, z modeli uzbrojonych w białą broń.

Jak się Wam podobają?

P.S.
Liczę, że najbliższe dni będą bardziej słoneczne i jakość kolejnych zdjęć będzie lepsza.

niedziela, 16 grudnia 2012

De Bellis Cracoviensis V

No i po turnieju... Oj, musiałem trochę odespać ten ostatni tydzień i przygotowania do turnieju. Mam nadzieję, że wszystkim się podobało i za rok spotkamy się w jeszcze liczniejszym gronie. Gdzieniegdzie już słychać głosy żalu tych co nie byli ;)

Mimo, ze nie udało się dotrzeć dwóm graczom z Biłgoraja (kłopoty z transportem), w turnieju wzięło udział w sumie 10 graczy plus animator ligi, czyli Greebo. Dzięki jego nieocenionej pomocy, nasi stawiający dopiero pierwsze kroki gracze z Krakowa (Darek i Wojtek) mogli spokojnie zagłębiać się w meandry systemu pod czujnym okiem stale obecnego sędziego.

Nasz korespondent wojenny Tsar w międzyczasie pichcił na Zgiełku raport na żywo używając dostępnej tylko sobie tajnej technologii łącz satelitarnych.

Warto wspomnieć, ze przy okazji turnieju znalazła się spora część historii naszego małego koła historycznych gier bitewnych, a mianowicie dwa zaginione legiony Zvezdy w skali 1/72. Pamiętacie je jeszcze (1, 2)? I kampanie Mars Ultor? Ach, dość wspomnień, czas pokazać więcej zdjęć!



TIME T-12h, po rozłożeniu i przygotowaniu sali...


TIME T-0:05, pięć minut przed startem, wypełnianie list armii i kart graczy, układanie pierwszych par...


I poszli! Na tym zdjęciu Greebo tłumaczy naszym początkującym graczom zawiłości systemu DBA.


Odwieczni wrogowie (odwieczni od jakiegoś czasu, tzn. odkąd okupują pierwsze miejsca w tabelach ligi ;) )


Moja bitwa z Qr'em, przeszkadzajka w formie średniowiecznej BUA na mojej połowie stołu doprowadziła tylko do remisu. 


Kaja rozpoczyna swój marsz po chwałę... 12:0 w bitwie z Tsarem. 


Michał w ostatniej chwili zdążył się załapać na turniej i zajął miejsce Greebo, który zajął się wprowadzaniem nowych graczy.


Zabawa się rozkręca, pojawiają się nawet postronni obserwatorzy. Ktoś poznaje pana kibicującego Michałowi i Corsariemu? ;)


Druga bitwa - Kaja nie daje żadnych szans naszemu nowemu graczowi z Krakowa... 


Starcie Tytanów - świetne wyniki Kaji w końcu doprowadzają ją do konfrontacji z Generałami z samej czołówki polskiego wargamingu - czy sobie poradzi w starciu z GRZ - Wielkim Wodzem i Wielkim Łupieżcą, najlepszy z młodych i starych wodzów, niedoścignionym mistrzem DBA ostatniego sezonu? ;)


Jak widać ciężar spoczywający na barkach Kai daje o sobie znać. GRZ skupiony, nie chce popełnić błedu Goliata w starciu z Dawidem.


Ostatecznie Kaja ulega sile Persów dowodzonym przez wielkie doświadczenie GRZ. Zachowuje jednak hart ducha. Ciągle ma szanse na miejsce na podium...


... które okazuje się szybko szansą na I miejsce gdy Madziarzy Tsara masakrują armie Grzesia. GRZ chyba nie może uwierzyć w to co się stało...


Teraz mały przerywnik - perturbacje wojenne turnieju doprowadziły do prawdziwie historycznego starcia - wojsk Pyrrusa z Rzymianami. Piękna to była bitwa - przegrana wprawdzie przez rzymian, którzy jednak pomścili klęskę w ostatniej turze zabijając wrogiego generała.


To już prawie koniec. Kaja i Robson w walce na śmierć i życie. Ostatnia tura zdecyduje kto wygra - zarówno po stronie Kai jak i mojej znajduje się jeden element zagrożony natychmiastową śmiercią, a aktualny wynik to 3 do 3. O wygranej decydują dwa rzuty kością - Włócznie Kai pięknie się bronią, natomiast moja kawaleria postanawia umrzeć.

Podliczenie punktów pokazuje ze zarówno Tsar jak i Kaja maja 39 małych punktów, jednak jak wiemy z historii (z pierwszej bitwy) Kai udało się Tsara pokonać. Stąd zostaje ona zwycięzcą tegorocznej edycji De Bellis Cracoviensis w Krakowie! Gratulacje!


pozostaje ostatnia, najmilsza część - wręczenie nagród, których fundatorami są Greebo, QR Miniatures, Wargammer, Fundacja Pola Chwały i Wydawnictwo ERICA

RSS FeedRSS