poniedziałek, 25 lutego 2008

Blastfrom the past

Wreszcie zacząłem sam robić zdjęcia :). Dzisiejszy wpis jest więc efektem moich pierwszych prób fotograficznych, a jednocześnie swego rodzaju podróżą w przeszłość. Dodam, że takich podróży będzie jeszcze kilka i mam nadzieję, że będą lepiej udokumentowane. Tych dwóch wojowników Chaosu kupiłem na allegro i muszę przyznać, że to jedne z moich ulubionych figur. Pochodzą one z końca lat 80 –tych: pierwszy od lewej z roku ‘88 lub ‘89 (druga cyfra na tagu była niewyraźna)  a drugi z ‘87. Wykonani są w zupełnie innym stylu niż dzisiejsze modele, ale to właśnie decyduje o ich klimacie, który moim zdaniem jest wyjątkowy.  Myślałem, by w hołdzie tamtym czasom pomalować ich na czerwono, ale porzuciłem ten zamiar –wolałem po prostu by pasowali do reszty armii.

piątek, 22 lutego 2008

Drang nach Osten - Frankowie Wschodni

III/52 - East Frankish 888AD-1106AD

Przyjąłem pewną zasadę. Mówi ona, że każda armia do DBA, która złożę, winna posiadać historycznego przeciwnika. W razie jakby ktoś postanowił do mnie wpaść i zagrać. Można to też tłumaczyć chęcią posiadania pary historycznych przeciwników do pokazów lub, co będzie najuczciwsze, chęcią posiadania po prostu jeszcze jednej armii.

Parę tygodni temu Zgiełk prezentował moją armię Wczesnej Polski. Kierując się w/w zasadą, wybrałem Wschodnich Franków, jako jej oponentów. Jest to armia wyjątkowo ciekawa, posiadająca kilka możliwości wystawienia. W tym miejscu od razu wyjaśnię, że nie złożyłem wszystkich możliwych opcji. Podarowałem sobie na razie armię złożoną z 12 elementów rycerstwa. Podkreślam: na razie (modele już czekają).

Jako że o Frankach wiedziałem niewiele, postanowiłem zakupić gotowy zestaw Essex’a. Zwykle sam dobieram modele z „blisterków” ale postanowiłem zaryzykować. Otrzymane modele całkiem nieźle pasowały do mojej wizji Franków. Zamieniłem jedynie harcowników na inne modele, dokupiłem spieszone rycerstwo z dwuręcznymi mieczami i kilka modeli do obozu, ale poza tym użyłem tego, co oferował zestaw.

Malowanie zawsze zaczynam od określenia kolorów, które będą typowe dla danej armii. Znalazłszy herb Franków w sieci, postanowiłem użyć podobnych kolorów: czerwieni, złotego (żółtego) i czerni. Jedynie niektóre elementy będą się wyłamywać z tego schematu: śnieżnobiałe szaty elementu generalskiego, przedstawiającego feudalnych panów powiązanych z klerem, kawaleria, będąca najemną jazdą wikingów (wyspiarze) i rycerstwo, którego można spieszyć do mieczy. Tych potraktowałem, jako ekstrawagancką grupę wysoko urodzonych, stąd w ich ubiorze pojawia się dodatkowo zieleń. Również Hordy – stado niezadowolonych chłopów czy nawet mnichów, pomalowałem w szarobure barwy.

O obozie już pisałem w swoim blogu. Tak na prawdę nie miałem dobrego pomysłu, ale patrząc na całość, mogę z ręką na sercu powiedzieć, że w sumie pasuje do armii.

Do opisania pozostały mi tylko podstawki. Są metalowe, a posypka zrobiona jest z piasku. Założyłem, że nie bardzo chce mi się szaleć z wykonaniem baz, więc zaryzykowałem pewien dość leniwy sposób ich malowania. Otóż suchy już piasek „washowałem” bestial brownem. Kiedy ten wysychał, robiłem gęstszy wash umbrą. W ten sposób podstawka sama się cieniowała, gdy ciemniejszy kolor wpływał między drobinki piasku. Potem, tym samym kolorem malowałem krawędzie. Podstawą pomysłu była trawka statyczna, to ona miała dobrze wyglądać. W tym celu wymieszałem żółtą i brązową trawkę tak, by trochę złamać intensywność żółci. Spreparowaną mieszankę nakładałem, kępkami, na podstawki.

Niestety muszę zasmucić miłośników historii, nie jestem jej wielkim znawcą. Choć oczywiście, każda zebrana armia w znacznym stopniu poszerza moją wiedzę, to jednak nie jest ona jeszcze na tyle szeroka, abym mógł swobodnie prowadzić wątki i przeplatać je ciekawostkami. Jestem jednak malarzem i graczem, i mam nadzieję, że zaprezentowana armia zachęci Was do tego, jakże pasjonującego hobby.

Michał Ciemniewski











wtorek, 19 lutego 2008

Diabeł tkwi w szczegółach

Wbrew swojemu, najlepiej pojętemu interesowi, nabawiłem się pewnej modelarskiej przypadłości, która utrudnia mi pracę i wydłuża ją poważnie. Aby ożywić figurki, dodać im niepowtarzalnego charakteru i dzięki temu wyróżnić spośród innych, staram się ozdobić je, zgodnie z duchem epoki, do której przynależą. Czasami chodzi o dobór kolorów, innym razem o specyficzne ozdoby na ciele lub strojach czy o specyficzną symbolikę na pancerzach i tarczach. Malując figurki starożytnych wojowników, miałem dostęp do ciekawych opracowań archeologicznych i teorii historyków na temat wyglądu takich szczegółów. Od kiedy przesiadłem się na wczesno-średniowieczną armię Madziarów, pojawiło się w tym zakresie więcej problemów.

Na szczęście udało mi się znaleźć w sieci skany z ciekawej, węgierskiej książki, poruszającej temat strojów epoki średniowiecza. Dwa podstawowe wnioski po przestudiowaniu rysunków były następujące. Po pierwsze przeprosić się będzie trzeba z jaskrawymi kolorami, zieleniami, czerwieniami, błękitami, w które poubierać będzie trzeba moich jeźdźców. Po drugie, Madziarowie nie stronili od niezwykle bogatych, kwietnych wzorów, pokrywających ich stroje, kołczany, siodła. Większość z tych wzorów niemal niemożliwa jest do przeniesienia na figurki o rozmiarze 15mm, ale postanowiłem nie poddawać się i spróbować swoich sił.

Jeszcze nim mój pędzel dotknie pierwszego wierzchowca i jego jeźdźca pomalowana zostanie  cała, potrzebna, słowiańska piechota. To ona właśnie posłużyła mi za poligon doświadczalny, dla pierwszych prób z ozdabianiem strojów. Na dołączonych do mojej notki zdjęciach, możecie ocenić jak mi poszło.

Niestety znacznie trudniej było ze zdobieniami tarcz, te musiałem wymyślać sam, bazując w sporej mierze na klasycznych wzorach, kojarzonych z ludami zachodniej i północnej Europy. Mam nadzieję, że znawcy tematu wybaczą mi tę nieścisłość i podeślą jakieś informacje, jak poprawić ewentualne błedy.

Bez przekonania

Po normańskich szaleństwach stycznia postanowiłem nieco odsapnąć, stąd blog przykurzył się nieznacznie. Wznowienie działań zaczepnych w kwestii malowania oznaczało powrót do saksońskiej armii. Kilka minut dziennie - to wszystko, co z siebie wykrzesałem w ciągu ostatnich dwóch tygodni. W myśl zasady, że na początek brać się należy za bary z najtrudniejszymi zadaniami, na biurko trafiło tym razem pięć elementów 3Kn. Nie wiem, co to za zasada i czy zasadna... Wygląda na to, że pomysł z wyborem wspomnianych elementów traci nieco masochizmem - poprzednie cztery elementy z tej armii, które ukończyłem jeszcze w ubiegłym roku, to też Kn. Dlatego męczę się nieco z delikwentami. W dodatku ciągle brak mi przekonania: na poziomie ogólnym, czy to armia, którą szczerze chciałbym mieć w swoich zbiorach, na poziomie szczegółowym zaś - skąd te kropierze w X wieku?! A kiedy nie mam do czegoś przekonania, to męczę się niemiłosiernie, stąd mierne tempo prac. Na szczęście po zakończeniu tego etapu prac będę mógł się poświęcić pieszym elementom i to właśnie światełko w tunelu trzyma ma jakoś przy realizacji zamiarów. Konnych elementów zostanie już później do skompletowania całości niewiele - będę żył.
Mam pewien dyskomfort odnośnie malowanych wzorów i nie pojmuję, dlaczego Essex proponuje w swoim zestawie do Wczesnych Franków konie z kropierzami. Jest to absolutnie ahistoryczne, szczególnie dla potrzeb kampanii rozgrywanej w X wieku, ponieważ kropierz pojawił się dopiero w XII wieku, w związku z krucjatami (nie doczytałem jeszcze dlaczego, ale zakładam, że chodzi o znak krzyża). Dużo lepsze wrażenie robią wzory bez kropierza, których na szczęście kilka zestaw zawierał.
Na dzisiaj wystarczy - nie ma się co przemęczać a czasu jeszcze sporo. Rozważam nawet opcję, żeby jeźdźcy trafili na warsztat po pieszym przerywniku, ale po co robić tak odległe plany?

piątek, 15 lutego 2008

Cisza jak makiem zasiał

Nie dość, że mój blog zarósł pajęczynami, to jeszcze od bardzo dawna nie było na nim nic o tym, co też dzieje się na moim warsztacie. Ci, którzy zaglądają do mojego bloga mogą jednak zobaczyć w swoistym podglądzie, że coś się cały czas rusza, choć nie w takim tempie jakbym sobie tego życzył.

Moje iberyjskie wycieczki nabrały tempa ledwo dobudzonej dżdżownicy i pełzają ku przodowi z typowo angielską flegmą. W pudełeczku wylądowało swego czasu kilku nowych wojowników, zasilając podlistę II/39a i częściowo zapewne II/39c. Tymczasem czekają mnie z dawna odkładane zakupy w postaci metalowych figur Celtyberów w kolczugach i z włóczniami (dziękuję za namiary na sprzedawców Pablo!), których już zamówiłem i dodatkowego pudełka plastikowych wojaków firmy HaT. Nim jednak wrócę do malowania Hiszpanów czeka mnie jeszcze obowiązek (wcale nie przykry) dokończenia mojej armii do zbliżającej się wielkimi krokami kampanii. O tych pracach napiszę już jednak następnym razem.

Prócz komponowania kolejnych armii do DBA, wziąłem również udział w kolejnej naszej „zgiełkowej” zabawie, której efekty zobaczycie na naszych łamach już w przyszłym tygodniu. Uchylając jednak rąbka tajemnicy, mogę powiedzieć, że tym razem będziecie mieli okazję zobaczyć, w jaki sposób poradziliśmy sobie z zadaniem kompozycyjnym przewyższającym stworzenie fikuśnej podstawki pod figurkę. Praca zajęła mi nieco czasy, ale z efektów jestem dość zadowolony i wprost umieram z ciekawości waszych komentarzy.

No dobrze, na dziś wystarczy. Blog nieco odkurzony i nawet podłoga umyta. Mam nadzieję, że będzie mi się wchodziło tu przyjemniej i częściej będę miał coś do napisania. Do zobaczenia więc!

RSS FeedRSS