wtorek, 31 marca 2009

Armenian mix

Nazwa lepsza raczej dla dostępnych na stadionie składanek bliskowschodniego disco…, ale zupełnie nie miałem pomysłu, jak inaczej nazwać te trzy elementy. Zwykle, podczas pracy nad armią dzielę wojska według typu i tak też je maluję. Skończywszy jednak jeden element rycerstwa, nie wziąłem się za kolejny, lecz właśnie za 2xPs. Doszedłem już do takiego momentu, w którym czuję się trochę zmęczony skalą 15mm – to już taki leitmotiv, przy leidangu było to samo. Do zrobienia (po zmianach w liście armii) zostały jeszcze: 1xKn, 4xLh, 2x7Hd i 2x3Bw. W każdym razie pora na odpoczynek – w ramach którego już napocząłem drugą piątkę chopaków. Co do widocznych na zdjęciu figurek, to jestem zadowolony – ten sam zestaw kolorów, a jednak wciąż można odróżnić panów od hołoty… Nie żebym miał coś do Ormian, tak mi się tylko powiedziało. Ormianie, to naturalnie Psiloi, rycerstwo zaś to ludzie Baldwina z Boulogne. Na tego ostatniego też przyjdzie pora, tylko nie wiem kiedy, bo na razie myślami krążę wokół chopaków i jeszcze paru innych rzeczy, które czekają w kolejce…

środa, 25 marca 2009

Beduini

III/53 Dynastic Bedouin  890-1150AD 

Od zarania dziejów, od kiedy człowiek pojawił się na tej ziemi, z jego historią związana jest w sposób nierozerwalny historia wojen. Kain zabił Abla, Dawid walczył z Filistynami, Rzym z… wszystkimi, Polacy z Niemcami, źli z dobrymi… Nie ma społeczeństwa, kultury bez wojny, bez konfliktów. Wojny wybuchają, bo ktoś chce więcej, ktoś ma za mało, bo trzeba poszerzyć strefę wpływów, pokazać innym potęgę, bo ktoś się krzywo spojrzał, złośliwie uśmiechnął. Ludzie walczą ze sobą by pokazać swoją przewagę, by udowodnić sobie lub innym, że nie są słabi. Ale są też wojny, których powód jest diametralnie odmienny… wojny, których powodem jest miłość. I tak rozpoczyna się historia, którą chciałbym wam opowiedzieć. 

„Ali ze złością walnął pięścią w stół.
- Zabiję, poćwiartuję, obedrę ze skóry, psy pustyni będą włóczyły jego ciało stąd po Damaszek! – wykrzykiwał przepełniony złością, która od środka przemieniała jego serce w gniazdo jadowitych żmij.
- Szukajcie go, szukajcie jej! Niech wszystkie plemiona pustyni dowiedzą się o tej zniewadze, rozwieźcie tą wiadomość do wszystkich namiotów, do wszystkich naszych ludzi. Muszę się dowiedzieć, kto ją porwał! Moja… moja słodka, ukochana Szeherezada! Nie ma jej!!!
Namiot rozbrzmiał głośnym krzykiem Alego. Jednocześnie z ogromną siłą wbił swój miecz w stół, blat pod potężnym uderzeniem rozpadł się na pół.”
 

Tutaj, z obowiązku narratora, powrócę, dla ciebie czytelniku, do wydarzeń, które poprzedziły ten wybuch gniewu. Ali ibn Szachrijar ben Babah był poważanym przez wszystkie plemiona koczownicze przywódcą swojego klanu. Za jego rządów wszystkim plemionom beduińskich koczowników powodziło się dużo lepiej niż dostatnio. Stada mnożyły się nadzwyczaj szybko, bogactwa przywożone z wypraw łupieżczych zaspokajały potrzeby wszystkich członków wojowniczych rodów. Było bardzo dobrze. Za dobrze.

Za sławą Alego, szło też jego szczęście – napotkał kobietę swojego życia. Szeherezada była córką potężnego szejka, który oddał jej rękę synowi sławnego Babah. Miłość pomiędzy nimi była gorąca jak piaski Negebu, jak słońce Sahary. Ali i jego plemiona korzystały także z przybyszów zza morza. Krzyżowcy byli z jednej strony nieustannie potrzebującymi zaopatrzenia kontrahentami, a z drugiej strony, małe podjazdy, gubiące się w piaskach pustyni dostarczały dóbr do wymiany z arabskimi kupcami. Jednak obecność krzyżowców, dla ludów pustyni podległym Alemu przyniosły nieoczekiwaną tragedię. Szeherezada, wpatrzona w maniery, obyczaje i bohaterstwo jednego z młodzieńców towarzyszących krzyżowcom, pewnej nocy zniknęła. Alego ogarnął ogień zemsty. Co prawda młodzieniec z Europy zniknął, lecz ogień zemsty zapłonął, spłonęło kilka okolicznych zameczków. Szeherezady nie znaleziono. Ali rozpuścił po wszystkich okolicznych krainach swoich szpiegów. Docierały do niego raporty, że widziano młodego europejczyka z pięknością arabską w Jerozolimie, inni donosili o Damaszku, Akrze czy Edessie. Ale były też raporty mówiące, że młodą żonę Alego widziano na dworach miejscowych władców. Te wiadomości potwierdzałoby rzekome odnalezienie ciała niedoszłego kochanka Szeherezady. Tropów było już tak wiele, że Ali wydał wojnę wszystkim. Żaden szejk, książę czy hrabia nie mógł być pewny swojego losu i murów, jakimi się otaczał, jeśli tylko padł na niego cień oskarżenia, że brał udział w porwaniu Szeherezady. Ogień zemsty płonął.

Jednocześnie z zemstą rozniosła się sława młodego przywódcy beduińskiego. Z pierwszych czterdziestu towarzyszy Alego, którzy wyruszyli z nim na poszukiwanie żony, stworzyła się mała armia. Przyłączali się do niego pomniejsi przywódcy pustynni, islam szukający zemsty na niewiernych wysyłał pod wodzę Alego zastępy gotowych na wszystko wojowników. Na drodze zemsty dołączyli się do tych wojsk nawet zaciężni konni kusznicy z Anglii, którzy za niegodne zachowanie zostali wydaleni z wojsk krzyżowych (lubili się chłopcy zabawić). Ali oferował im płonącą żagiew wojny, oraz wór dukatów za służbę. U boku wojsk młodego „Księcia pustyni”, jak zaczęto nazywać Alego, znalazł się nawet oddział europejskiej piechoty. Dalekie im były wzniosłe hasła wyprawy krzyżowej. Przybyli ze swoimi rodzinami by zasiedlać „Nowe Królestwo”. Początkowo wszystko było zgodne z oczekiwaniami. Ale pewnego dnia, na ziemie ich suwerena wpadła rozpędzona jazda krzyżowców. Wycinali wszystkich, którzy stanęli na ich drodze, spalili też zameczek. Ten oddział przebywał akurat w najbardziej odległych ziemiach tego mini raju. Gdy wrócili do swoich domostw, zastali tylko zgliszcza. Pozostała im tylko zemsta. A tą zaoferował Ali. Wspólnie wyrżnęli w pień morderców ich rodzin. Jako, że nie mieli co sobą począć (krzyżowcy wybili by wszystkich w pień), przyłączyli się do ognistej krucjaty Alego.

Tak to właśnie wygląda krucjata zemsty Ali ibn Szachrijar ben Babah, przez europejczyków w skrócie nazywanym Ali Babą. Tak wygląda prawdziwa historia armii pustynnych Beduinów przewalającej się przez piaski, miasta i zameczki bliskiego wschodu. Historia zemsty trwa, kto stanie na drodze mściwego męża? Na czyich ziemiach zapłoną ogniste kury zwiastujące nadejście Alego i jego 40 towarzyszy… może to będą twoje ziemie? Ja, nadworny kronikarz Księcia Pustyni, nie omieszkam wspomnieć o tym na kartach wydarzeń z życia Alego ben Babah.

Tyle tytułem wstępu i samego opisu mojej armii Beduinów. Postanowiłem ją zakotwiczyć na tych całkowicie wyssanych z palca wydarzeniach. Nie dotarłem do żadnych historycznych źródeł, które mogłyby mi pomóc w rzeczowym osadzeniu w historii tej armii. Niech historycy mi przebaczą.

Armia złożona z wszystkich możliwych elementów lity, wszystkie figurki to Essex. Do armii dołączyłem dwie podstawki najemników (w poprzedniej edycji zgiełkowych rozgrywek też takie się pojawiły). Pierwsza podstawka to 2LH, najemni kusznicy, figurki produkcji Oddziału Ósmego. Druga podstawka to 4Ax, figurki wyprodukowane prze Corvus Belli. Będę miłym dodatkiem cieszącym oko.

Obóz to wykonany z kamyków, wikolu i piachu fragment skalistej jaskini.

Dla tej armii po raz pierwszy w mojej historii modelarskiej zrobiłem podstawki, które mają przypominać pustynię. Na tarczach i sztandarze namalowałem arabskie „szlaczki”, które mają symbolizować przekleństwa Alego na uwodziciela jego żony. Całość cieszy moje oko, i otwiera nową przygodę zatytułowaną „15mm”.

Robert Pawlak







niedziela, 22 marca 2009

James - podróżnik w czasie

Przymusowe wolne dobiega powoli końca. Od jutra zaczynają się powroty. W malarskim ogródku może niewiele, ale zawsze do przodu. Skończyłem pierwszy z dwóch dostępnych elementów LH do mojego Bizancjum. Skromne (chyba aż nadto) zdobienia nie oddają do końca ducha tej formacji, którą tworzą przedstawiciele tureckiego plemienia Uzów, najętego do wojaczki przez bizantyjskich generałów. Choć podobno to konie były bardziej zdobione od samych jeźdźców, stąd skromna tarcza i kołczany. Musiałem dorobić z green stuffu stożkowe hełmy, ponieważ w oryginale konny posiada tylko turban.
Generalnie to kolejny udany pomysł Misia w kwestii tego, jak powinna wyglądać ta konkretna armia. Jak pisałem wcześniej, nudzić się nie można, bo co element, to odmiana. Mam jeszcze jeden LH do pomalowania i postanowiłem, że zrobię go w dużo śmielszych i żywszych barwach. Zróżnicuje także konie, bo tu wyszły dość płasko. Jest to jednak wynik stosowania washów GW i niespecjalnie dynamicznego rozjaśniania.
Skąd tytuł? Ano przerazić się można, lepiej konserwy nie otwierać, a już koniecznie nie odpalać TV. James Caviezel - w piątek grał dobrego w filmie SF, w którym mocno mieszano w czasie. W sobotę grał (pewnie dla odmiany) złego w filmie SF, w którym mocno mieszano w czasie. Na deser jeszcze poszedł film wojenny, w którym gra jedną z głównych ról... Jakiś recital miał czy co?

niedziela, 8 marca 2009

Kawa z mlekiem

Takie mi się nasuwa skojarzenie, kiedy patrzę na zestawienie kolorystyczne podstawek do malowanego właśnie Bizancjum. Dzisiaj przygotowałem element 4Sp, który, wraz z uprzednio skończonymi elementami 8Bw stanowi już całkiem fajny zaczątek mojej nowej armii. Co do figurek, do w zamierzeniu przedstawiać mają wojowników z Armenii, którzy to walczyli dla Cesarstwa. Poszperałem nieco w sieci na temat narodowych strojów Ormian, nawet coś znalazłem. Pierwotnie więc chciałem zrobić jasne tuniki i mocno je udekorować wzorzystymi zdobieniami, jak to zrobił tsar w przypadku armii Madziarów. Jednak tempo, jakie sobie narzucam, oraz przyjęty poziom tabletopu sprawiły, że zdecydowałem się zaledwie na niewielkie obszycie tunik wokół szyi. Przeglądałem dzisiaj pewną, bogato ilustrowaną książkę na temat m.in. Bizancjum i znalazłem w niej określenie: Armeńczycy. Trochę mocno mi to nie pasuje - zwykło się mówić przecież Ormianie. Cóż, poszperam jeszcze nieco, może ma to jakieś historyczne uzasadnienie. Tymczasem małe podsumowanie fotograficzne. Ciekawe, jak tam innym idzie…

poniedziałek, 2 marca 2009

Debiut

Pierwszy raz w życiu postanowiłem nie używać w modelu farb metalicznych. Przyznam, że nie było to takie straszne, jak się obawiałem. Jest to oczywiście o wiele bardziej pracochłonne, ale przy modelu z niewielką ilością elementów metalowych nie zajmuje to tak bardzo dużo czasu. Ogólnie malowałem ten model jakieś 4 wieczory na totalnym luzie. Myślę, że jakbym usiadł raz, a dobrze to zrobiłbym go w jeden dzień. Do pomalowania złota użyłem brązów i żółci, od bestial brown po rozjaśniany bielą sunburst yellow. Żelazo to w zasadzie rozjaśniany codex grey. Przy NMM-ie, czyli non-metalic metal albo też nie-metalicznym metalu, mokra paleta jest obowiązkowym wyposażeniem. Jestem ciekaw czy Wam się podoba i jakie macie uwagi. Mam nadzieję, że nie będziecie zbyt surowi ze względu na to, że to mój debiut w tym temacie! Więcej i lepiej pod tym linkiem. Byłem trochę w szoku jak dziś rano zobaczyłem, że model jest już licytowany, ale to chyba dobrze, co?

RSS FeedRSS