niedziela, 22 marca 2009

James - podróżnik w czasie

Przymusowe wolne dobiega powoli końca. Od jutra zaczynają się powroty. W malarskim ogródku może niewiele, ale zawsze do przodu. Skończyłem pierwszy z dwóch dostępnych elementów LH do mojego Bizancjum. Skromne (chyba aż nadto) zdobienia nie oddają do końca ducha tej formacji, którą tworzą przedstawiciele tureckiego plemienia Uzów, najętego do wojaczki przez bizantyjskich generałów. Choć podobno to konie były bardziej zdobione od samych jeźdźców, stąd skromna tarcza i kołczany. Musiałem dorobić z green stuffu stożkowe hełmy, ponieważ w oryginale konny posiada tylko turban.
Generalnie to kolejny udany pomysł Misia w kwestii tego, jak powinna wyglądać ta konkretna armia. Jak pisałem wcześniej, nudzić się nie można, bo co element, to odmiana. Mam jeszcze jeden LH do pomalowania i postanowiłem, że zrobię go w dużo śmielszych i żywszych barwach. Zróżnicuje także konie, bo tu wyszły dość płasko. Jest to jednak wynik stosowania washów GW i niespecjalnie dynamicznego rozjaśniania.
Skąd tytuł? Ano przerazić się można, lepiej konserwy nie otwierać, a już koniecznie nie odpalać TV. James Caviezel - w piątek grał dobrego w filmie SF, w którym mocno mieszano w czasie. W sobotę grał (pewnie dla odmiany) złego w filmie SF, w którym mocno mieszano w czasie. Na deser jeszcze poszedł film wojenny, w którym gra jedną z głównych ról... Jakiś recital miał czy co?

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS