To będzie krótki wpis, napisany w porywie chwili. Inspiracją do jego napisania była okoliczność zakupienia przeze mnie książki, o dźwięcznym tytule „Renesans Islamu” Adama Meza. Samej książki jeszcze nawet nie zacząłem czytać, więc nie mogę o niej nic opowiedzieć. Mogę jednak streścić moją rozmowę z antykwariuszem, od momentu mojego wejścia do sklepu, aż po jego opuszczenie, nie mogąc przestać się śmiać.

Oto jak się sprawa miała: Z powodów zawodowych znalazłem się dzisiaj około godziny dziesiątej rano w okolicach małego rynku w Krakowie, na ulicy Stolarskiej - z pewnych innych powodów poszukiwałem także pewnej księgi, a mianowicie samej wielkiej Biblii, a najpewniej taką można było zakupić w sklepie z dewocjonaliami, który to na rzeczonym rynku się znajduje. Pech (szczęście?) chciał, że mój wzrok w pewnym momencie natrafił w małym, przystosowanym naprędce jako gablota oknie na okładkę książki o gotyckim malarstwie. Jako, że podobne tematy ostatnio się mnie trzymają, mając nadzieję na znalezienie czegoś ciekawego, co mogłoby pomóc w malowaniu miniatur, postanowiłem do antykwariatu wstąpić (dodam, że uwielbiam stare książki i uwielbiam wizyty w antykwariatach). I tam spotkałem drugiego bohatera opisywanego zdarzenia: antykwariusza.
- Antykwariusz: dzień dobry, czegoś konkretnego pan szuka?
- Ja: właściwie to chciałem zerknąć na tą książkę z wystawy o malarstwie średniowiecznym...
- Antykwariusz: a proszę bardzo.
- Ja: (ogląda, ogląda, ogląda)... nie chyba jednak nie tego szukałem... (w nagłym olśnieniu, że przecież uwielbiam stare książki!): Nie ma pan może jakiejś starej Biblii? Z Nowym i Starym Testamentem?
- Antykwariusz: a, to wie pan, zależy do czego pan potrzebuje: na prezent, dla siebie, do czytania?
- Ja: eeeee... dla siebie...
- Antykwariusz: To wie pan, do czytania to najlepsze są te nowe wydania, jak pan nie jest teologiem, po co się samemu domyślać i wgryzać, jak to co rusz zmieniają interpretację i pracują nad przekładem, choćby tu w Tyńcu, żeby było jak najbliższe oryginałowi, oczywiście mam Biblie, sprzed 50 lat, 4 tomy, w świetnym stanie, ale to chyba nie ma sensu, lepiej jak sobie pan kupi nową, lepiej przetłumaczoną tutaj niedaleko w księgarni...
- Ja: (O kurcze, antykwariusz z prawdziwego zdarzenia... Normalnie kazanie, jak Elijah Price z Niezniszczalnego... ) …. ok... eee... to może ja tylko zobaczę?
- Antykwariusz: nie ma problemu, (prowadzi mnie w głąb sklepu) tu mamy wszystkie książki związane z chrześcijaństwem, tu, tu i jeszcze tu ta półka, ta już nie, ułożone alfabetycznie, według autora, proszę...
- Ja: eee... dziękuje....
Tutaj nastąpiła chwila kiedy antykwariusz zostawił mnie samego, ja natomiast zacząłem wodzić wzrokiem po grzbietach nagromadzonych tomiszczy. Przyznam, że tytuły z półki „chrześcijańskiej” nie przykuły mojej uwagi... Były zbyt nowe, a tytuły do mnie nie przemawiały... Dość szybko zacząłem wodzić wzrokiem po sąsiednich półkach, szukając czegoś z historii wojskowości lub podobnej... I oto jest! Renesans Islamu... intrygujące, pasujące do aktualnej armii... Czytam wstęp... książka opowiada o osiągnięciach Islamu z X w. Genialnie! Są obrazki, reprodukcje, zdjęcia? Biorę w ciemno! Idę do kasy, podaję książkę i... widzę niesamowicie szeroki banan na twarzy antykwariusza!
- Antykwariusz: no ładnie, przychodzi pan pytać o Biblie, a teraz wychodzi z Islamem!...
- Ja: nooo... eeee...
- Antykwariusz: ... no w sumie, to mamy tych samych proroków, świętych mężów, więc czemu nie?
- Ja: (śmieję się razem z nim) no, tak... ale w sumie to tylko moje zainteresowanie... historią... a w ogóle to z zawodu informatyk!...
- Antykwariusz: (śmieje się dalej) no jak informatyk to na pewno lepsza będzie dla pana Biblia w wersji aktualnej!
- Ja: na pewno! Do zobaczenia!
I tak wyszedłem, śmiejąc się pod nosem, a ludzie dziwnie się na mnie patrzyli... Tak oto historia dobiegła końca. Mam nadzieję, że ktoś uśmiechnie się choć troszkę pod nosem czytając te moje wypociny i wyobrażając sobie całą sytuację. Ja ubawiłem się przednio podczas tego zdarzenia! No i zyskałem cenne źródło informacji na najbliższą kampanię! A to chyba najważniejsze...