niedziela, 23 sierpnia 2009

Pod pokładem

Trójpokładowiec, któremu poświęcam od paru dni nieco czasu, nosił na swoich pokładach, wg stanu uzbrojenia z 1765 roku, 100 dział. Trzy główne pokłady działowe - dolny, średni i górny, to właśnie główna bateria, bo osiemdziesiąt osiem dział od 42 do 12 funtowych. Kartonowe modele to oczywiście dość sporo uproszczeń. Niemniej, w porównaniu do na przykład okrętów z okresu II wojny światowej, które posiadały jedną, dwie płaszczyzny, mój liniowiec oferuje nie lada atrakcję, bo można zajrzeć w głąb do średniego pokładu działowego, inaczej zwanego śródpokładem (choć w instrukcji widnieje on jako pokład dolny, jak mniemam, błędnie). Na zdjęciu śródpokład to ten biały, gdyby jednak spojrzeć przez otwór w gretingu na górnym pokładzie artyleryjskim (to brązowe), zobaczyć można deski śródpokładu. Szaleństwo, prawda? Przy okazji gretingów przypomniałem sobie po raz kolejny dziecięce czasy modelarskie: pośpiech, niedbalstwo i przemożną chęć skończenia modelu w krótkim czasie owocował bardzo luźnym podejściem do wskazówek i rysunków pomocniczych z instrukcji. Kiedyś po prostu wycinałem tylko górną część gretingu i przyklejałem ją bezpośrednio do pokładu - mowy nie było o wklejaniu tam schodni, robieniu kratek czy dziur. Tym razem jednak obiecałem sobie solennie trzymać się wytycznych autora i nie pomijać żadnej (no prawie) części. Stąd też moje zdumienie, kiedy spojrzałem na zegarek po dwóch wykonanych gretingach - dwie godziny! W tym czasie można przecież pomalować na przykład maga do Imperium. No cóż… Kolejny etap to poszycie dna. Sprawa trudna, bo błędy mają spore przełożenie na estetykę całego modelu. Muszę się dobrze to tego zadania przygotować.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS