środa, 16 lipca 2008

Po kolana w błocie

A zaczęło się tak: „Od Generała Brygady
Proszę zaatakować i zdobyć las znajdujący się przed naszą prawą flanką. Huzarzy będą ubezpieczać Pana lewą flankę.”

No i ruszyłem. Dwa bataliony pruskiej landwery miały wspomagać batalion muszkieterów. Całość osłaniały dwie kompanie fizylierów ustawione w pół-tyraliery.  Wszystko pod dowodzeniem jednego pułkownika (czyli mnie), a przed nami był długi marsz przez zaorane, błotniste pole uprawne wprost pod ogień ukrytych w lesie Francuzów.

Cóż mogę powiedzieć, nie spisałem się. Najpierw zmieszałem szyki jednego batalionu landwery, później dałem sobie zaszarżować fizylierów przez kawalerię wroga, a na koniec zaszarżowałem muszkieterami na francuską linię. W efekcie cała nasza flanka poszła w rozsypkę i zbieranie jej zajęło zbyt dużo czasu, aby przeprowadzić drugi atak.

O czym ja do diabła mówię? Mówię o swoich pierwszych próbach dowodzenia armiami epoki napoleońskiej na zasadach „Napoleonic Warfare”. Grze tej przyglądałem się już od bardzo dawna, z daleka oczywiście, bo grający w nią budzili mój respekt swoją wiedzą wojskową, umiejętnościami i zacięciem do wielogodzinnych potyczek. W końcu powiedziałem sobie, raz kozie śmierć i poprosiłem, znanego z naszych łam, Huberta Kłaka, żeby wprowadził mnie w tajniki gry. Dwa szkoleniowe spotkania później dostałem pierwsze poważne zadanie. Jak mi poszło? Napisałem powyżej.

Na koniec, kiedy chowaliśmy tereny i figurki, moi współgracze zapytali mnie, czy już ostatecznie zniechęcili mnie do tej gry. Ależ wręcz przeciwnie! Mimo mizernych efektów mojego dowodzenia uważam tę grę za jedną z najlepszych z jaką kiedykolwiek się spotkałem. Jest bardzo złożona, wiernie oddaje rzeczywistość, bardzo przypadło mi do gustu symultaniczne rozgrywanie ruchów i model łańcuchu dowodzenia w armii.

Pozostało mi teraz tylko dużo ćwiczyć, sporo się uczyć i próbować, próbować, próbować. Może, któregoś dnia odniosę jakieś niewielkie zwycięstwo? Póki co z niecierpliwością czekam na kolejną bitwę. O ile ktoś powierzy mi jeszcze kiedykolwiek jakieś wojsko do dowodzenia.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS