niedziela, 24 października 2010

Co tam w stoczni?

Ano prace trwają. Powoli, ale systematycznie, powstają kolejne części brytyjskiego pancernika. Postęp prac nadzoruje mój starszy syn, domagając się codziennie kolejnych efektów. Początkowy etap, jak pisałem poprzednio, nie pokazuje specjalnie nakładu pracy, gdyż sklejać należy poszczególne elementy, typu artyleria, nadbudówki, kominy czy inne drobiazgi. Dopiero pod koniec instrukcji wszystko to trafi w większych ‘podzespołach’ na przygotowany odpowiednio kadłub. Skoro o tym ostatnim mowa, dostał pierwszą warstwę emalii na burty. Tym pochwalę się innym razem.
Wczoraj też, niemal zupełnie spontanicznie, zamieniliśmy kuchnię w pole bitewne, gdyż wieczorem w moje skromne progi zawitali Prezes z Robsonem, jak się łatwo domyślić można, w celu stoczenia śmiertelnego boju w realiach wfb. Najpierw byłem widzem. Oj, było na co popatrzeć. Prezes poprowadził swoją słynną Bretonnię, po raz pierwszy wg zasad 8 edycji. Z kolei Rob wyprowadził do walki swoich beastmenów, których poznajemy z okazji Starcia Tytanów. Bitwa była wyśmienitym widowiskiem. Bestie bez kompleksów ruszyły do zwarcia, Prezes jakby mniej brawurowo (przynajmniej w stosunku do potyczek ze mną), przyczaił się po swojej stronie stołu. Starcie skończyło się co prawda jego przewagą punktową, ale patrząc na stół, nie było to do końca pewne. Przy okazji odpowiedzialny byłem za sędziowanie, sprawdzając sporo zasad w nowym rulebooku. I przyznam, że ostatnia edycja punktuje u mnie coraz bardziej. Zasady bowiem są opisane w bardziej precyzyjny sposób, niż ostatnio - przynajmniej wczoraj w każdym razie, znajdywaliśmy po kolei odpowiedź na pojawiające się wątpliwości.
O drugiej bitwie wypadałoby zmilczeć. Zagrałem inauguracyjnie swoimi Wood Elves. Przyszło mi zmierzyć się z zakutym po zęby Chaosem Prezesa. Cóż… święta lasu nie było, trzykrotna przewaga punktowa Preza na końcu bitwy mówi sama za siebie. Zabiłem dwie paczki wilków i… lorda generała. I to strzałem z łuku! Tyle. Bo nie chcę pisać o wszystkich komentarzach, jakimi okrasiłem swoją nową kolekcję. Na kości też nie ma co narzekać. No nic, następnym razem będzie lepiej. I tego się trzymajmy.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS