niedziela, 22 lipca 2012

Podwójne zaskoczenie


Tej nocy wiatry magii były wyjątkowo niespokojne. Adalbreht von Bohm, czuł je wyraźnie. Wibrowały pierwotną mocą, kiedy próbował z nich zaczerpnąć energii przygotowując się do kolejnego zaklęcia. Morrslieb wisiał nisko nad horyzontem, odsłaniając pełnię swojej poznaczonej kraterami tarczy. Ciężkie, burzowe chmury zasłaniały odległy horyzont, od czasu do czasu rozpalając się błyskiem odległych piorunów. Głuche echo gromu niosło się w powietrzu jak ciche warczenie bestii gotowej do skoku. To była dobra noc na przygotowanie mrocznego rytuału. Adalbreht niegdyś był jednym z najlepszych i najlepiej zapowiadających się adeptów imperialnej szkoły magii. Niegdyś. Teraz pozostała w nim tylko żądza zemsty na swoich dawnych współbraciach. Za co? Tego już nie pamiętał. Jego umysł zmienił się po latach studiów zakazanych grimuarów i poznawania mrocznych rytuałów. Wspomnienia poprzedniego życia wyblakły i zniknęły w jego najciemniejszych zakamarkach. Pozostała tylko zemsta.

Powoli wypowiadał pradawne sentencje, wyraźnie akcentując każde słowo. Nie mógł pozwolić sobie na żadną pomyłkę. Nadchodziła ta wyczekiwana od lat chwila, kiedy to zwróci się przeciwko zdrajcom, którzy odarli go z należnej mu chwały. Zatryumfuje nad nimi i zgniecie pod swymi stopami.

Moc rosła i rosła, aż pozwolił jej ujść w największym zaklęciu jakie kiedykolwiek utkał. Upadł na ziemię dysząc ciężko, pot zrosił jego pomarszczone czoło. Brunatne i fioletowe strzępki magicznej mgły uniosły się wokoło, po czym opadły ku wyschniętej ziemi i wsączyły się w nią poprzez pęknięcia i bruzdy. Przez chwilę wokół Adalbrehta zapanowała całkowita cisza. Nawet odległe gromy wydawały się wstrzymywać swój pierwotny pomruk oczekując na efekt mrocznego rytuału.
W tej ciszy upadająca kropla potu zabrzmiała jak uderzenie taranem. Ziemia zadrżała w tym momencie jak na komendę. „Udało się!” pomyślał mag,
- Naprawdę się UDAŁO! - z dzikim, złowieszczym śmiechem maga z ziemi wystrzeliła pierwsza koścista dłoń, za nią następna i następna... 

- STOP! -

Wysoki głos wyrywał mnie z pisarskiego natchnienia. Uniosłem głowę znad klawiatury i dopiero wtedy dostrzegłem, że niebieska poświata w pokoju nie jest spowodowana jedynie blaskiem ekranu mojego laptopa. Po drugiej stronie, w kącie, wysoka postać siłowała się ze zbyt dużą, okutą runami laską, która nie mieściła się w moim skromnym pokoiku. Wielka kula ze złota i klejnotów wybiła solidną dziurę w suficie, a ostrze wieńczące laskę z drugiej strony rozorało wykładzinę. Postać ubrana była w biały szlafrok udekorowany motywami w serca i jednorożce. „Jasny gwint, pederasta w moim pokoju?!” pomyślałem.
- Khaela Mensha Khaine! - Zaklął (czy to było przekleństwo?) nieznajomy porzucając unieruchomiony kij miejscu. Skonsternowany wygładził biały szlafrok i wykonał nieznaczny gest dłonią wypowiadając kilka nieznanych słów. Następnie omiatając mnie złowrogim spojrzeniem skierował w moją stronę oskarżycielsko palec wskazujący prawej dłoni:
- Tibi prohibere! - wyrzucił z siebie. Musiałem mieć dość dziwny wyraz twarzy, z którego najwyraźniej mój dziwny gość zmiarkował, że go nie rozumiem.
- ahm... Ju duhet të ndalet! - pokręciłem głową. - ahm... Anda perlu berhenti? - dalej nic z tego. - Musíte se zastavit? Wy dolżny ostaowitsja?... - z nadzieją w głosie zapytał.
- Po polsku proszę? – pomogłem gościowi, widząc jego wzrastającą frustrację (w końcu kto by chciał zadzierać z pederastą we własnym pokoju...)
- Aaaaa! Masz z tym skończyć! - Na Twarzy nieznajomego wymalował się wyraz wielkiego ukontentowania i samozadowolenia.
- Skończyć? Ja? Ale z czym? - odpowiedziałem, bo nic innego do głowy mi nie przychodziło, a chciałem zyskać na czasie. Kiedy nieznajomy zastanawiał się nad ułożeniem kolejnego zdania, zacząłem się rozglądać za co cięższym przedmiotem, którym mógłbym gościa zdzielić w łeb...
- No, z tym. Z tym całym złem i mrokiem. - stwierdził po chwili zastanowienia. - Nieprawością, chaosem, rozkładem, czarnym podkładem pod figurki, malowaną krwią i odciętymi głowami na podstawkach! -

Zdębiałem. W środku nocy zwalać się z tego ni z owego komuś do domu, w szlafroku z jednorożcami (i serduszkami!), rozwalać sufit jakąś totemiczną rózgą i w końcu zacząć gadać o figurkach.... Co tez się na tym świecie wyprawia, pomyślałem. To wszystko wina MTV...
- Tak dalej być nie może! Kiedy ostatni raz pomalowałeś jakąś dobrą armię? No? Tylko mów prawdę! - nieznajomy wlepił we mnie swoje błękitne jak morze śródziemne oczy.
- Słuchaj kolego, nie mam czasu na takie pier... -
- Odpowiadaj! KIEDY! - Jednym krokiem dopadł do mnie, i nachylił się świdrując spojrzeniem, tak że musiałem głębiej zapaść się w fotel. Myślałem tylko o tym jak najszybciej złapać ciężką lampkę do malowania figurek i zdzielić napastnika w głowę...
- Nooo więc.... eeee... - zacząłem dyplomatycznie, próbując odwrócić jego uwagę od mojej reki pełznącej w kierunku lampki stojącej na biurku - To było, em, … ten tego, chyba nigdy.... - 
 - No właśnie – zrezygnowanym głosem odparł nieznajomy cofając się i stając do mnie plecami. W zadumie lustrował moja kolekcje miniatur stojącą na półce. - No własnie... - powtórzył. Nie próżnowałem w tym czasie tylko chwyciłem mocno w garść wspomnianą już lampkę (waży ze 3 kilo i dobrze leży w ręce). 
- Nie wiem o co Ci chodzi, stary – zacząłem, cicho skradając się w jego stronę.
- Równowaga naszego świata jest zagrożona. Zbyt wiele ciemnych mocy. A Ty jesteś tego przyczyną. Muszę coś na to poradzić. - na końcu zdania westchnął. Odgarnął swoje blond włosy odsłaniając szpiczaste uszy. 
- Nie rozumiem... - zajaknąłem się i zatrzymałem wymierzony cios lampą w pół drogi.
- Musisz zacząć prace nad DOBRĄ armią! Ot co! - odwrócił się i spojrzał na mnie. - Koniec z bestiami, mrocznymi elfami, chaosem, wampirami. Teraz pomalujesz... - jego oczy zwęziły się niebezpiecznie – Armię wysokich elfów. A ta lapka i tak Ci nic nie pomoże, nie możesz mnie zranić. Nie w tym świecie. A teraz do roboty i bez narzekania! Ja muszę wracać do siebie. - Wykonał dłońmi skomplikowany gest i jego postać rozwiała sie w błękitnej poświecie. 
- Pamiętaj! Będę Cię obserwował – dobiegł echem ostatnie ostrzeżenie, kiedy mag i jego kij zniknęli na dobre.


„Świetnie“, pomyślałem, „A kto zapłaci za dziurę w suficie?“. To jednak nie było moje największe zmartwienie... 



cdn.

7 komentarzy:

tsar pisze...

Tytan w pojedynkę... Stara gwardia się wykrusza ?:) Ciekawym ciekawym.

szeperd pisze...

Ha! No proszę, jakich czasów doczekaliśmy. Najpierw, jak zobaczyłem zombiaka, to zacząłem się zastanawiać, co tam Gobos odgrzewa za kotlety. A to taka niespodzianka. I to bardzo miła.

Łucznicy świetni - tacy klasyczni. Mag dobrze wykonany, tylko kolory mi nie pasują, ale to najmniej ważne. To mówisz Rob, że Twoich Dark Elfów już nie doczekamy? No to może ja faktycznie się za nich wezmę, zamiast się niecnie zgrywać pierwszego kwietnia!

MiSiO pisze...

Wyglądają jak z V edycji, kiedy to z zapartym tchem połykałem każde zdjęcie orków w podręczniku głównym... Świetni.

robson pisze...

O malowaniu i planach napiszę coś następnym razem, juz bez żartów ;P A co do maga - to wydawało mi sie że najlepiej wyszedł i że szczególnie dobrze mi sie kolory zgrały (nigdy nie mogę sie zdecydować jakich kolorów uzyc i nigdy nie jestem zadowolony z efektu)... ;)

Wakaty do towarzystwa w malowaniu otwarte - kto chce, może się włączać. Szep? Może DE do pary? ;)

szeperd pisze...

No ja nie mówię, że mag wyszedł źle, tylko, że to nie mój dobór kolorów ale tym masz się zupełnie nie przejmować, dobrze?

Co do podłączenia się to dzięki, ale nie mam ostatnio zbyt specjalnie zacięcia do hobby. Te sporadyczne przypadki, kiedy udaje mi się coś zrobić wolę mieć nieskrępowane żadnym większym planem. Ale dzięki jeszcze raz. No i zawsze możesz trącnąć innych - Inkub kiedyś pisał, że chętnie weźmie udział we wspólnym malowaniu (na blogu wrzuca Imperium). Gobos też tam ma coś w szafce jeszcze!

brodaty_brutal pisze...

Bardzo ładnie, starannie, soczyście i nieco komiksowo! Jednym słowem: bardzo mi się podoba! :) Ni efekt zaskoczenia też dobrze wykorzystałeś! Naprzód Robson!!! :)

Gobos pisze...

pięknie pięknie, nic nikomu nie mówisz tylko tu szalejesz sam. brakuje mi jakiegoś pojedynku. trzeba by co zorganizować bo farby schną. świetna robota tak przy okazji ;)

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS