Tej nocy wiatry magii były wyjątkowo
niespokojne. Adalbreht von Bohm, czuł je wyraźnie. Wibrowały
pierwotną mocą, kiedy próbował z nich zaczerpnąć energii
przygotowując się do kolejnego zaklęcia. Morrslieb wisiał nisko
nad horyzontem, odsłaniając pełnię swojej poznaczonej kraterami
tarczy. Ciężkie, burzowe chmury zasłaniały odległy horyzont, od
czasu do czasu rozpalając się błyskiem odległych piorunów.
Głuche echo gromu niosło się w powietrzu jak ciche warczenie
bestii gotowej do skoku. To była dobra noc na przygotowanie
mrocznego rytuału. Adalbreht niegdyś był jednym z najlepszych i
najlepiej zapowiadających się adeptów imperialnej szkoły magii.
Niegdyś. Teraz pozostała w nim tylko żądza zemsty na swoich
dawnych współbraciach. Za co? Tego już nie pamiętał. Jego umysł
zmienił się po latach studiów zakazanych grimuarów i poznawania
mrocznych rytuałów. Wspomnienia poprzedniego życia wyblakły i
zniknęły w jego najciemniejszych zakamarkach. Pozostała tylko
zemsta.
Powoli wypowiadał pradawne sentencje,
wyraźnie akcentując każde słowo. Nie mógł pozwolić sobie na
żadną pomyłkę. Nadchodziła ta wyczekiwana od lat chwila, kiedy
to zwróci się przeciwko zdrajcom, którzy odarli go z należnej mu
chwały. Zatryumfuje nad nimi i zgniecie pod swymi stopami.
Moc rosła i rosła, aż pozwolił jej
ujść w największym zaklęciu jakie kiedykolwiek utkał. Upadł na
ziemię dysząc ciężko, pot zrosił jego pomarszczone czoło.
Brunatne i fioletowe strzępki magicznej mgły uniosły się wokoło,
po czym opadły ku wyschniętej ziemi i wsączyły się w nią
poprzez pęknięcia i bruzdy. Przez chwilę wokół Adalbrehta
zapanowała całkowita cisza. Nawet odległe gromy wydawały się
wstrzymywać swój pierwotny pomruk oczekując na efekt mrocznego
rytuału.
W tej ciszy upadająca kropla potu
zabrzmiała jak uderzenie taranem. Ziemia zadrżała w tym momencie
jak na komendę. „Udało się!” pomyślał mag,
- Naprawdę się UDAŁO! - z dzikim, złowieszczym śmiechem maga z ziemi wystrzeliła pierwsza koścista dłoń, za nią następna i następna...
- Naprawdę się UDAŁO! - z dzikim, złowieszczym śmiechem maga z ziemi wystrzeliła pierwsza koścista dłoń, za nią następna i następna...
- STOP! -
Wysoki głos wyrywał mnie z
pisarskiego natchnienia. Uniosłem głowę znad klawiatury i dopiero
wtedy dostrzegłem, że niebieska poświata w pokoju nie jest
spowodowana jedynie blaskiem ekranu mojego laptopa. Po drugiej
stronie, w kącie, wysoka postać siłowała się ze zbyt dużą,
okutą runami laską, która nie mieściła się w moim skromnym
pokoiku. Wielka kula ze złota i klejnotów wybiła solidną dziurę
w suficie, a ostrze wieńczące laskę z drugiej strony rozorało
wykładzinę. Postać ubrana była w biały szlafrok udekorowany
motywami w serca i jednorożce. „Jasny gwint, pederasta w moim
pokoju?!” pomyślałem.
- Khaela Mensha Khaine! - Zaklął
(czy to było przekleństwo?) nieznajomy porzucając unieruchomiony
kij miejscu. Skonsternowany wygładził biały szlafrok i wykonał
nieznaczny gest dłonią wypowiadając kilka nieznanych słów.
Następnie omiatając mnie złowrogim spojrzeniem skierował w moją
stronę oskarżycielsko palec wskazujący prawej dłoni:
- Tibi
prohibere! - wyrzucił z siebie. Musiałem mieć dość
dziwny wyraz twarzy, z którego najwyraźniej mój dziwny gość
zmiarkował, że go nie rozumiem.
- ahm... Ju duhet të ndalet! - pokręciłem
głową. - ahm... Anda perlu berhenti? - dalej nic z
tego. - Musíte se zastavit? Wy dolżny
ostaowitsja?... - z nadzieją w głosie zapytał.
- Po polsku proszę? –
pomogłem gościowi, widząc jego wzrastającą frustrację (w końcu
kto by chciał zadzierać z pederastą we własnym pokoju...)
-
Aaaaa! Masz z tym skończyć! - Na Twarzy nieznajomego wymalował się
wyraz wielkiego ukontentowania i samozadowolenia.
- Skończyć? Ja? Ale z
czym? - odpowiedziałem, bo nic innego do głowy mi nie przychodziło,
a chciałem zyskać na czasie. Kiedy nieznajomy zastanawiał się nad
ułożeniem kolejnego zdania, zacząłem się rozglądać za co
cięższym przedmiotem, którym mógłbym gościa zdzielić w łeb...
- No, z tym. Z tym całym
złem i mrokiem. - stwierdził po chwili zastanowienia. -
Nieprawością, chaosem, rozkładem, czarnym podkładem pod figurki,
malowaną krwią i odciętymi głowami na podstawkach! -
Zdębiałem. W środku
nocy zwalać się z tego ni z owego komuś do domu, w szlafroku z
jednorożcami (i serduszkami!), rozwalać sufit jakąś totemiczną
rózgą i w końcu zacząć gadać o figurkach.... Co tez się na tym świecie wyprawia, pomyślałem. To wszystko wina MTV...
- Tak dalej być nie może!
Kiedy ostatni raz pomalowałeś jakąś dobrą armię? No? Tylko mów
prawdę! - nieznajomy wlepił we mnie swoje błękitne jak morze
śródziemne oczy.
- Słuchaj kolego, nie mam
czasu na takie pier... -
- Odpowiadaj! KIEDY! -
Jednym krokiem dopadł do mnie, i nachylił się świdrując
spojrzeniem, tak że musiałem głębiej zapaść się w fotel.
Myślałem tylko o tym jak najszybciej złapać ciężką lampkę do
malowania figurek i zdzielić napastnika w głowę...
- Nooo więc.... eeee... -
zacząłem dyplomatycznie, próbując odwrócić jego uwagę od mojej
reki pełznącej w kierunku lampki stojącej na biurku - To było, em,
… ten tego, chyba nigdy.... -
- No właśnie –
zrezygnowanym głosem odparł nieznajomy cofając się i stając do
mnie plecami. W zadumie lustrował moja kolekcje miniatur stojącą
na półce. - No własnie... - powtórzył. Nie próżnowałem w tym
czasie tylko chwyciłem mocno w garść wspomnianą już lampkę
(waży ze 3 kilo i dobrze leży w ręce).
- Nie wiem o co Ci
chodzi, stary – zacząłem, cicho skradając się w jego stronę.
-
Równowaga naszego świata jest zagrożona. Zbyt wiele ciemnych mocy.
A Ty jesteś tego przyczyną. Muszę coś na to poradzić. - na końcu
zdania westchnął. Odgarnął swoje blond włosy odsłaniając
szpiczaste uszy.
- Nie rozumiem... - zajaknąłem się i
zatrzymałem wymierzony cios lampą w pół drogi.
- Musisz
zacząć prace nad DOBRĄ armią! Ot co! - odwrócił się i spojrzał
na mnie. - Koniec z bestiami, mrocznymi elfami, chaosem, wampirami.
Teraz pomalujesz... - jego oczy zwęziły się niebezpiecznie –
Armię wysokich elfów. A ta lapka i tak Ci nic nie pomoże, nie
możesz mnie zranić. Nie w tym świecie. A teraz do roboty i bez
narzekania! Ja muszę wracać do siebie. - Wykonał dłońmi
skomplikowany gest i jego postać rozwiała sie w błękitnej
poświecie.
- Pamiętaj! Będę Cię obserwował – dobiegł
echem ostatnie ostrzeżenie, kiedy mag i jego kij zniknęli na dobre.
„Świetnie“, pomyślałem, „A kto zapłaci za dziurę w
suficie?“. To jednak nie było moje największe zmartwienie...
cdn.





7 komentarzy:
Tytan w pojedynkę... Stara gwardia się wykrusza ?:) Ciekawym ciekawym.
Ha! No proszę, jakich czasów doczekaliśmy. Najpierw, jak zobaczyłem zombiaka, to zacząłem się zastanawiać, co tam Gobos odgrzewa za kotlety. A to taka niespodzianka. I to bardzo miła.
Łucznicy świetni - tacy klasyczni. Mag dobrze wykonany, tylko kolory mi nie pasują, ale to najmniej ważne. To mówisz Rob, że Twoich Dark Elfów już nie doczekamy? No to może ja faktycznie się za nich wezmę, zamiast się niecnie zgrywać pierwszego kwietnia!
Wyglądają jak z V edycji, kiedy to z zapartym tchem połykałem każde zdjęcie orków w podręczniku głównym... Świetni.
O malowaniu i planach napiszę coś następnym razem, juz bez żartów ;P A co do maga - to wydawało mi sie że najlepiej wyszedł i że szczególnie dobrze mi sie kolory zgrały (nigdy nie mogę sie zdecydować jakich kolorów uzyc i nigdy nie jestem zadowolony z efektu)... ;)
Wakaty do towarzystwa w malowaniu otwarte - kto chce, może się włączać. Szep? Może DE do pary? ;)
No ja nie mówię, że mag wyszedł źle, tylko, że to nie mój dobór kolorów ale tym masz się zupełnie nie przejmować, dobrze?
Co do podłączenia się to dzięki, ale nie mam ostatnio zbyt specjalnie zacięcia do hobby. Te sporadyczne przypadki, kiedy udaje mi się coś zrobić wolę mieć nieskrępowane żadnym większym planem. Ale dzięki jeszcze raz. No i zawsze możesz trącnąć innych - Inkub kiedyś pisał, że chętnie weźmie udział we wspólnym malowaniu (na blogu wrzuca Imperium). Gobos też tam ma coś w szafce jeszcze!
Bardzo ładnie, starannie, soczyście i nieco komiksowo! Jednym słowem: bardzo mi się podoba! :) Ni efekt zaskoczenia też dobrze wykorzystałeś! Naprzód Robson!!! :)
pięknie pięknie, nic nikomu nie mówisz tylko tu szalejesz sam. brakuje mi jakiegoś pojedynku. trzeba by co zorganizować bo farby schną. świetna robota tak przy okazji ;)
Prześlij komentarz