niedziela, 2 grudnia 2018

Morskie tradycje cz. 3

W czerwcu chwaliłem się modelarskimi dokonaniami moich synów, którzy z powodzeniem złożyli kilka okrętów w skali 1:700. Na fali entuzjazmu ja również postanowiłem, że się symbolicznie przyłączę. Mój wybór padł na okręt, o którym tu już kiedyś pisałem, choć wówczas model powstał w zdecydowanie innej skali. Mowa oczywiście o brytyjskim pancerniku HMS King George V. Poniżej zdjęcie pogromcy Bismarcka w skali 1:700.



Nie od dzisiaj wiadomo, że mam sentyment do tego okrętu, jak i zresztą generalnie do jednostek Royal Navy z pierwszej połowy XX wieku. Dzisiaj opisywany Król Jerzy został poddany podobnym zabiegom malarski, o których pisałem przy poprzednich modelach. Mam na myśli pre-paint wyprasek i drobne malarskie poprawki już po sklejeniu całości. Poniżej jeszcze dwa zdjęcia. Pierwsze przedstawia pancernik w towarzystwie niszczyciela klasy E:


Kolejne zdjęcie to trzy brytyjskie jednostki, na drodze których los postawił legendarnego Bismarcka. Każdy z tych modeli skleił kto inny z naszej ekipy. Od góry, odpowiednio, HMS Hood, HMS King George V i HMS Rodney.






Nie bez powodu wspominam tu kilka razy Bismarcka, bowiem wkrótce pokażę coś nowego w związku z tym okrętem. Zatem stopy wody pod kilem i do zobaczenia. 


4 komentarzy:

Michal DwarfCrypt pisze...

Ah piękności! Mam także duży sentyment z dzieciństwa. W planach miałem nawet skompletować 4 lotniskowce US z okresu Bitwy o Midway. Skończyło się na jednym, ale za to pomalowanym - razem z malutkimi myśliwcami, bombowcami i torpedowcami :)

szeperd pisze...

O! A na którym, jeśli można widzieć?

Michal DwarfCrypt pisze...

USS Hornet :)

szeperd pisze...

CV-8 ;)

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS