środa, 21 sierpnia 2019

Bitwa w Klepkach nad Potokiem

W ostatnia sobotę miałem przyjemność zagrać bitwę z Miszczem w formacie Zgrupowanie do naszej lokalnej krakowskiej ligi Ogniem i Mieczem. Poniżej kilka zdjęć oraz komentarzy.

Last Saturday I had a pleasure to play a Task Force level game for our By Fire and Sword local league. Below, there are some photos and some comments. Unfortunately only in Polish, as I do not feel ready to translate this much specific text. I hope images will suffice for all the thousand words. 



Roku Pańskiego nie wiadomo którego, litewski biznesmen Janusz R. po aferze gruntowej na Litwie i Rusi, (w którą nota bene zamieszany był także Karol G. pseudonim "Szwed"), postanowił zmienić nieco profil działalności i zając się eksportem polskich jabłek do Moskwy. W tym celu zawitał w Klepkach nad Potokiem, które słynęły ze swoich sadów. Niestety pech chciał, że zamiast w Klepkach Górnych wylądował po drugiej stronie Potoku, w Klepkach Dolnych, które posiadały pasiekę. Niezrażony pierwszym niepowodzeniem wysłał w kierunku sadów silny podjazd złożony ze słabo opłacanych rajtarów w celu zbadania terenu. Pech chciał, że akurat na przejażdżkę wybrał się niejaki Jan S. rodowity Polak, powergamer i wielki miłośnik jabłek, wraz ze swoja przegiętą rozpiską. Atmosfera stawała się napięta.

Mapka sytuacyjna po wystawieniu zwiadu a przed wykonaniem pierwszych ruchu. 

Po pierwszej turze. Zapomniałem zrobić zdjęcie po turze zwiadu i po wystawieniu wojsk... To nie jest moje ostateczne zapominalstwo. 

Póki co jest ordnung. Ale już niedługo się zacznie...


Jan wystawił swoje wojska głównie na lewym swoim skrzydle, zamierzając bronić sadu do końca. Na miodzie mu właściwie nie zależało, gdyż od dziecka był uczulony na jad pszczeli. Janusz natomiast rozstawił swoje siły dość równomiernie. Ze względu na zaległy i niewykorzystany urlop, roty piechoty polsko-węgierskiej zostały ulokowane w malowniczych lasach na obrzeżach i w miejscach tych pozostały, ciesząc się rześkim, górskim powietrzem o niskiej zawartości pyłów PM2.5. Nieżyczliwi twierdzą jednak, że celem Janusza nie było dogodzenie swoim pracownikom, a jedynie zabezpieczenie własnych tyłów przed atakiem spec-grupy wołoskich komandosów GROM, którzy ponoć czaili się w zasadzce, prowadzeni przez pana Józka, lokalnego przewodnika. Rewelacji tych Januszowi dostarczył brat Józka, Franek, który zazdrościł bratu koncesji przewodnika. Zgodził się on także dołączyć do chorągwi husarskiej, z którą przez pół gry popijał lokalny bimber, uniemożliwiając Januszowi wprowadzenie jakiegokolwiek porządku w jej szeregi. Ale po kolei.

Zdezorganizowanie oddziału muszkieterów (na zdjęciu przed cofnięciem do linii startowej boiska) zostało sfinansowane ze środków Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, oś piąta, poddziałanie 5.1.1. "Wyrównanie szans w grach bitewnych".

Gdy tylko armie ruszyły na siebie, polski napastnik z lekkiego znaku, imć Lewandowski uderzył do sędziego, że przecież Janusz miał przykazany efekt Paniki, który nałożyła Unia Europejska w ramach wyrównywania szans na terenach wiejskich. Janusz coś tam posarkał na biurokrację, ale rzucił kostką i wskazał na skwadron muszkieterów, którzy w nieładzie powlekli się do linii startowej boiska, włażąc pod kopyta nadjeżdżającej chorągwi Andrzeja K. Na szczęście krewkiego dowódcę, który gdzieś się zawieruszył po drodze, zastępował bliżej nie znany z imienia zachodni dowódca. Tak więc zamieszanie obeszło się bez echa i można było przystąpić do dalszej fazy działań.


Po przerwie na udzielenie wywiadu dla lokalnej prasy nastąpiła druga tura, w której Polacy weszli do sadu, a Litwini między ule. Litwini ustrzelili jednego dragona, choć towarzysze twierdzą, że po prostu spadł z konia i pękł ze śmiechu widząc jak Litwini strzelają z działa... Litewscy muszkieterzy natomiast postanowili założyć związek zawodowy i olewać wszelkie próby wprowadzenia porządku w ich szeregach. Janusz posłał po prezesa związkowców, pseudonim "Profos", jednak tego nie można było nigdzie znaleźć, prawdopodobnie wziął kacowe na pierwszą turę.




Na środku stołu pozostał jedynie most, zwykły, drzewniany. Komando-wołochów nadal nie było widać. 

W trzeciej turze znudzony Jan postanowił się trochę rozerwać i pchnął co prędzej swoje chorągwie do frontalnego ataku. Podchmielona husaria po drugiej stronie rzeki postanowiła przyjąć rękawicę, reszta oddziałów Janusza stwierdziła, jednak, że woli się w to wszystko nie mieszać i się wycofała na z góry ustalone pozycje. Wtedy to dały o sobie znać ostatnie wydarzenia w stadninie w Janowie, gdy okazało się że wszystkie konie są 'słabe' (ale była impreza!). Do walki więc weszli tylko doborowi pancerni i starli się z odważną husarią. Po satysfakcjonującym obie strony mordobiciu, pancerni zostali zmuszeni do przetestowania swoich żelaznych... nerwów, co im się powiodło. Husaria natomiast o dziwo postanowiła wstrzymać się od pogoni, nie wiadomo, czy z powodu rozkazu Janusza, czy też może z powodu kolejnej otwartej przez pana Franka butelki.

A jednak to nie wszystko - na prawym skrzydle, w okolicach mostu doszło do jeszcze dwóch starć. Chorągiew pancerna pana Pazdanowskiego starła się pod gradem kul muszkietowych (bo Profos się znalazł!) z Kmicicową watahą. Zdrowa bijatyka zakończyła się zadowalającym remisem, po którym walczące strony wycofały się karnie. Natomiast kozacy nie ugrali nic przeciwko zakutym w pancerze legionistom, podkulili ogon i zwiali (w następnej turze byli już w sąsiednim powiecie). Jan wyciąga z rękawa asa i za wioską pojawiają się wreszcie Wołosi z GROMUu, przebrani za tatarów dla niepoznaki. A wraz z nimi pan Józek. W głowie Jana kiełkuje szalony pomysł.





Cóż było robić. Jan zakasał rękawy i w kolejnej turze pozbierał co mógł (czyli wszystko - ma chłopak talent!). Ponieważ jednak nie miał dzisiaj głowy do strategii postanowił szarżować dalej. Litwini widząc słabnący opór w okolicach mostu postanowili jednak powoli odpuszczać jabłka i skupić się na ochronie mostu. Wszak belki drzewniane chodzą ostatnio całkiem dobrze w skupie w Tykocinie... Kmicicowi dają więc łupnia ocalałym pancernym, a pancerni rajtarzy zaczynają rozbierać tory... znaczy się most. Cichociemni ustawiają się na pozycji...


Piąta tura upływa pod znakiem szalonej łączonej szarży kozaków z patykami i Wołochów z GROMu. Nieoceniony okazuje się pan Józek, który swoimi umiejętnościami pozwala pokonać potok jednym susem. Słabo opłacani praktykanci ze straży przedniej Janusza podają tyły, aby w kolejnej rundzie walki zostać zredukowanymi do jednej podstawki. W zamęcie nikt nie zauważył, że przedstawiciele lokalnej prasy zostali zadeptani przez oddziały GROMu, przez co niestety brakuje zdjęć z ostatniej, szóstej tury.




Z kronikarskiego obowiązku dodam, że w ostatniej turze hiszpańscy/szkoccy muszkieterzy Janusza w brawurowej szarży (tak, szarża muszkieterów) zostali rozbici prawie do nogi przez GROMowców. Natomiast kozacy z patykami roznieśli wczasujących się węgierskich piechociarzy. Husaria miała jeszcze szanse odwrócić los bitwy (oddziały Jana były już na skraju załamania moralnego), jednak pięć tur ostrego chlania z panem Frankiem zrobiły swoje i plan spalił na panewce.

Ostatecznie Litwini wynieśli z tej bójki dwie duże beczki miodu i cztery kubiki dobrych desek dębowych, natomiast Polacy sprzedali pół tony jabłek w skupie po 5 gr za kilo. Te wspaniałe wyniki okupione zostały dużymi stratami po obu stronach.

Janusz do tej pory użera się ze związkiem zawodowym muszkieterów, natomiast Janowi, po zewnętrznym audycie zgrupowania, Unia Europejska cofnęła dotacje na rohatyny.

A na koniec parę fotek zbliżeniowych:

 Wołodyjowski outsource'owany do dowodzenia piechotą łanową. 
Fajny most... przed dekonstrukcją. 

To rzadkie ujęcie przedstawia dziką i majestatyczną husarię przy wodopoju. Czytała Krystyna Czubówna. 

 Grupa Trzymająca Most.

I jeszcze więcej rajtarów nad rzeką.

 Kanikuły w daczy nad jeziorem. 

Pierwsza krew. Jak zwykle - strzelają do dragonów a wypadają Tatarzy. 


Prawe skrzydło pana Jana.

I tu też.

 Salwa. Robisz to źle.
Domek w stylu Norweskim z sadem. Po co jeździć na Lofoty?

11 komentarzy:

szeperd pisze...

Ostro trenujecie, jak widzę. Przede wszystkim gratuluję pióra, bo boki idzie zrywać.

szeperd pisze...

Zapomniałem napisać, że stół prezentuje się elegancko. Czyje to takie ładne tereny?

miszczu pisze...

Ganialny Raport ;)
Ubawiłem się do łez ;)
Oddaje w pelni każdorazowe looźne granie z Robsonem ;)

(Kiedy gramy nastepny raz?)

Brakło mi jedynie szerszej relacji na temat imprezy z Józkiem (nawet jak sam Janusz wbił husaria nie przestała pić, a wręcz zachęciła do picia całą resztę - zbieranie ran jest dla mnie taka samą tajemnicą jak samo strzelanie ;))

robson pisze...

Dzięki :) Tereny są kombinowane: świetna rzeka, kilka domków i płoty autorstwa Miszcza. Drzewka to te prezentowane przeze mnie jakis czas temu. Domek Norweski i reszta terenów to moje ostatnie dzieła, które za jakiś czas pokażę - jestem z nich całkiem zadowolony!

robson pisze...

Miszczu, muszę Turczyna pomalować, to zagramy coś ciekawszego niż bratobójczą młóckę :D ;)

MiSiO pisze...

Świetnie ta bitwa wygląda. O dziwo wcozraj wziąłem sie za malowanie kilku baz nowych wzorów muszkieterów starego typu (zamienią stare wzory w Zgrupowaniu!).

Szkoda, że nie napisaliście nic o składach armii i ich sile.

Jeszcze większa szkoda, że nie zagram Zgrupowania na Polach Chwały w tym roku.

miszczu pisze...

Tereny Twojego autorstwa naprawde ciekawe;) Szczególnie ta miękka forma traw i zbórz przez co podstawki wglębiając się w nie wychodzą bardzo naturalnie ;)

Kawał dobrej roboty.

miszczu pisze...

Przy tej atmosferze i widokach wizualnych. Człowiek w zupełności zapomina o czystej mechanice i walce o zwyciestwo ;)

Duderson pisze...

Opis bardzo malowniczy, ale z tego co pamiętam zdezorganizowana piechota się nie wycofuje, a chłopski przewodnik nie działa na rzekę.

robson pisze...

Na zgrupowaniu jest tak, że przewodnik nie działa na pływanie w rzece, a to był potok - czyli bród.

Piechota się cofnęła, bo miała się zdezorganizować na początku fazy ruchy, czyli przed wykonaniem ruchu, który został malowniczo w raporcie opisany jako wycofanie ;)

brodaty_brutal pisze...

No ładnie się tam bawicie! :D

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS