czwartek, 11 stycznia 2007

Gajusz Juliusz Cezar

Na krótko przed końcem 2006 roku, wraz z przyjacielem, podsumowywaliśmy różne momenty, jakie stały się naszym udziałem w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Jednym z przedmiotów wspomnień było wyliczanie, w ilu książkach, przeczytanych w ciągu ostatniego roku, występowała postać Juliusza Cezara. I nie ważne czy była to powieść, komiks, opracowanie historyczne czy też jego biografia. A jako że z przyjacielem dzielimy zainteresowanie historią starożytnego Rzymu, podsumowanie mogło być tylko jedno: było ich dużo…

Najprzyjemniejszą z tych lektur była dla mnie książka profesora Aleksandra Krawczuka pod wszystko mówiącym tytułem „Gajusz Juliusz Cezar”. Nieco ponad 200 stron (w moim wydaniu 231 – Ossolineum 1990) wypełnionych barwną opowieścią niemal nie pozwala oderwać się od nich czytelnikowi, czego doświadczyłem osobiście np. przegapiając przystanek, na którym miałem wysiąść z autobusu.

Książka rozpoczyna się w chwili kiedy Cezar, skoligacony z Gajuszem Mariuszem i Lucjuszem Korneliuszem Cynną, zmuszony jest do ucieczki z Rzymu przed represjami Sulli. Szczęściem unikający schwytania młodzian, niczym jeszcze nie przypomina przyszłego dyktatora i wielkiego wodza. Następnie obserwujemy pierwsze stopnie kariery politycznej Cezara, która prowadzi wprost do wojny i wielkiego triumfu nad plemionami galijskimi. Wojna Galijska zajmuje dużą część książki i jest najbardziej szczegółowym jej fragmentem. Charakteryzuje on w sposób ogólny przeciwników Rzymian, dość dokładnie przedstawia losy kampanii i przybliża przebieg decydujących starć, zarówno bitew jak i oblężeń czy rozgrywek politycznych i dyplomatycznych. Po wielkim sukcesie nie następuję jednak upragniony triumf, lecz dochodzi do wojny domowej, w której Cezar pokonuje swojego znakomitego przeciwnika Gnejusza Pompejusza Magnusa i osiąga wreszcie niemal absolutną władzę nad Rzymem. Książka kończy się opisem zamachu na Cezara i podsumowaniem jego dokonań.

Profesor Krawczuk prowadzi czytelnika po wszystkich aspektach życia Juliusza Cezara, przedstawiając jego umiejętności jako polityka, dyplomaty, zarządcy i wodza. Niejednokrotnie surowo ocenia jego postępowanie jako człowieka i męża stanu, przedstawiając wiarygodny obraz osoby targanej wielkimi, często niezdrowymi ambicjami, postępującej bez skrupułów, kiedy zachodzi taka potrzeba, a jednocześnie osobowości wybitnej i niepowtarzalnej.

Pozycję tę mogę bez zastanowienia polecić wszystkim, którzy czerpią radość z obcowania z dobrą książką, nawet jeśli nie interesują się historią starożytnego Rzymu. Niewątpliwą jej zaletą jest możliwość poznania, w sposób łatwy i przyjemny, jednej z najbardziej niezwykłych, w mojej ocenie,  postaci, jaką zrodził rodzaj ludzki.

Aleksander Krawczuk - Gajusz Juliusz Cezar - Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Sławomir Okrzesik

piątek, 22 grudnia 2006

Bitwa o Przełęcz Czaszki


Nowa edycja Warhammera Fantasy Battle jest moim zdaniem bardzo uboga w zmiany w stosunku do swojej poprzedniczki, a jej powstanie wydaje się być podyktowane niemal wyłącznie względami marketingowymi. Zestaw „Bitwa o Przełęcz Czaszki” będący swoistym starterem dla nowo edycyjnego Warhammera, wydaje się potwierdzać tę tezę.

Zestaw „Bitwa o Przełęcz Czaszki” zamknięty jest w sporym pudełku, na pokrywie, którego podziwiać możemy scenę batalistyczną przedstawiającą tytułowe starcie pomiędzy krasnoludami i goblinami. Już na pierwszy rzut oka widać, iż pudełko jest nieco mniejsze i wykonane z cieńszej tektury niż miało to miejsce w przypadku podobnych produktów Games Workshop, znanych z poprzednich edycji gry.

Wewnątrz zestawu znajduje się wszystko, co jest niezbędne do niemal natychmiastowego rozpoczęcia zabawy. Podręczniki, modele, miarki, wzorniki i kości czekają tylko na przeczytanie, wycięcie lub wyłamanie z ramek oraz ewentualne umieszczenie na podstawkach i już można stać się wargamerem.

Kości, miarki i wzorniki są markowymi i znanymi chyba wszystkim graczom elementami, dlatego nie będę nad nimi się tu zbytnio rozwodził. Warto natomiast powiedzieć co nieco na temat podręczników i figurek, jakie znajdziemy w pudełku.

Dwie książeczki, znajdujące się w zestawie mają na celu przybliżyć graczom podstawy Wargamingu i przeprowadzić ich przez cały proces zapoznawania się z zasadami, aż do osiągnięcia kompletnej wiedzy teoretycznej dotyczącej gry. Pierwsza z książeczek zatytułowana „Bitwa o Przełęcz Czaszki” skierowana jest do osób rozpoczynających swoją zabawę z grami bitewnymi. Wewnątrz 32 stronnicowej broszurki znajdziemy informacje na temat samego hobby, wyjaśnienie podstawowych pojęć i zasad obchodzenia się z wszelkimi akcesoriami, jakie zostały wraz z zestawem oddane w ręce gracza. Krok po kroku, zapoznamy się z najbardziej podstawowymi zasadami gry i spróbujemy swoich sił w niewielkiej potyczce. Dowiemy się jak pomalować swoje modele, znaleźć odpowiednie miejsce do zabawy i w jaki sposób je urozmaicić.

Kiedy cała wiedza zawarta w podręczniku dla początkującym zostanie już w sposób praktyczny przećwiczona czas zapoznać się z drugą książeczką zatytułowaną po prostu „Podręcznik”. Ten maleńki podręcznik (formatu zeszytowego) to niemal 130 wyjątek z dużej księgi do Warhammera 7 edycji, zawierający tylko zasady gry. Nie jest to jednak żaden skrót, czy opracowanie zasad, to żywcem wyjęte strony z podręcznika, wraz z ich oryginalnym układem i ilustracjami, zmniejszone do rozmiaru zbliżonego do A5. Tym samym nie ma obawy, iż prócz zakupionego już pudełka z grą, będziemy potrzebowali wydawać jeszcze pieniądze na osobny podręcznik.

Oczywiście najważniejszym elementem zestawu są figurki. Te wzbudziły w naszym gronie sporo kontrowersji i bardzo gorące dysputy. Ale po kolei.

W pudełku znajdziemy łącznie niemal 110 figurek, reprezentujących dwie wrogie sobie strony tytułowego konfliktu, wystarczające do rozegrania niewielkiej bitwy i będące dobrym zaczynam do powstania armii krasnoludów lub goblinów. W skład goblińskiej armii wchodzą dwa regimenty włóczników liczące po 20 wojowników, również złożony z 20 wojowników regiment łuczników, 8 wielkich pająków ujeżdżanych przez leśne gobliny i dziki troll. Całości dopełniają postacie bohatera i szamana nocnych goblinów.
Krasnoludy dowodzone przez bohatera i wzmocnione przez szalonego zabójcę smoków są nieco mniej liczebne, ale bardziej bitne i lepiej wyposażone. W skład armii wchodzą ponadto regimenty 12 wojowników, 8 górników i 10 gromowładnych ze strzelbami, a całości dopełnia krasnoludzie działo z obsługą.

Dodatkowo w zestawie znajdziemy trochę bardzo sympatycznych dodatków, w stylu figurki pojmanego krasnoluda, krasnoludzkiego wózka z ekwipunkiem ciągnionego przez kucyka, czy goblińskiego namiotu, które uatrakcyjnią zarówno stół do gry jak i naszą witrynkę z modelami.

Niemal wszystkie figurki są w jednej całości odlane w plastiku i po wycięciu z ramek są od razu gotowe do wstawienia w podstawki i grania. Kilka wyjątków takich jak jeźdźcy na pająkach czy krasnoludzkie działo, które należy skleić z dwóch elementów, przygotowuje się szybko i bezproblemowo. Taka polityka ma swoje dwa oblicza. Z jednej strony dostajemy tanie modele, które szybko możemy niemal natychmiast wykorzystać w grze. Z drugiej strony, modele te odbiegają jakością od innych, znanych produktów Games Workshop.

Oceniając wartość zestawu „Bitwa o Przełęcz Czaszki” powinniśmy sobie zadać pytanie, w jakim celu i dla kogo został on przygotowany. Słabsza jakość pudełka, w stosunku do wcześniejszych, podobnych produktów Games Workshop, brak pełnego, pięknego i dużego podręcznika do gry w zestawie, gorsza jakość modeli w stosunku do innych dostępnych w ofercie producenta, to wszystko dla mnie przykłady oczywistego cięcia kosztów, mającego na celu zaproponowanie atrakcyjnego cenowo produktu. Dodatkowo łatwe w montażu modele, przewodnik dla początkujących i fakt, że zawarte w zestawie armie składają się z podstawowych regimentów, wprost rewelacyjnie nadających się do dalszego ich wzbogacania i rozwijania poważnej armii, powodują, że wnioski, nasuwają się same.

„Bitwa o Przełęcz” czaszki to produkt dla rozpoczynających zabawę z Warhammerem, z grami bitewnymi. Ma na celu w sposób łatwy, tani i przyjemny umożliwić graczom rozpoczęcie zabawy i zachęcić do dalszego czynnego w niej uczestnictwa. Z wszystkich tych założeń wywiązuje się, moim zdaniem, znakomicie. Obrażanie się na niego przez zaawansowanych graczy, wysmakowanych w pięknych modelach i ekskluzywnych wydaniach ksiąg zasad, jest zupełnie bezcelowe.

Sławomir Okrzesik

Armie świata antycznego - Republika Rzymska i Kartagińczycy

Kiedy w środku lata natrafiłem na stoisko wydawnictwa Bellona w Łazienkach Królewskich w Warszawie, na którym dumnie leżała sobie książka Daniela Gazdy, „Armie świata antycznego – Republika Rzymska i Kartagińczycy”, byłem zachwycony, że taka pozycja pojawiła się w naszych sklepach. Szybki rzut oka w spis treści utrwalił mnie w przekonaniu, że muszę ją mieć, gdyż porusza ona najciekawszy dla mnie okres historii Rzymu – od jego założenia do upadku republiki.

Jak przeczytać możemy we wstępie do książki, ta rozpoczyna pięciotomowy cykl pod wspólnym tytułem „Armie świata antycznego”. Tom pierwszy i drugi stanowią integralną całość i traktować będą o historii Rzymu od jego powstania aż po późne cesarstwo. Tom trzeci poświęcony będzie Grekom, Macedończykom i Persom, czwarty Bliskiemu Wschodowi i dolinie Nilu, zwłaszcza Egiptowi, Nubii, Asyrii, Babilonowi i Izraelowi, zaś tom piąty Indiom i Chinom.

„Armie świata antycznego” to książka formatu A4 z przyciągającą oko, ładnie wykonaną, twardą, błyszczącą oprawą. Po jej pobieżnym przejrzeniu, zauważymy, że prócz tekstu zawiera mnóstwo dużych, kolorowych rysunków, zdjęć i planów. Szkoda tylko, że całość wydrukowana jest na papierze offsetowym, który nieco psuje cały uzyskany w ten sposób efekt. Niestety objętość książki, zaledwie 190 stron, przy dużej czcionce i licznych ilustracjach może budzić pewne, nie bezpodstawne, obawy o dokładność potraktowania tak rozległego tematu.

Książka, jak sugeruje już sam tytuł, skupia się niemal wyłącznie na wojennej części historii Rzymu. Od wojen z Etruskami, przez podbój ludów italskich, wojny z Pyrrusem, wojny punickie, macedońskie, aż po wojny domowe i podbój Galii przez Juliusza Cezara. Autor, niejako przy okazji, charakteryzuje również przeciwników Rzymian, podając jednak tylko te informacje, które niezbędne są do zrozumienia całości tekstu, lub, dzięki którym, wykazuje wpływ prowadzonych wojen na ewolucję rzymskiej wojskowości.

W nieco lepszy sposób potraktowano tylko Kartaginę, skrótowo opisując historię powstania i rozwoju miasta, a także prowadzonych przez nią wojen. Znajdziemy również niewielki rozdział dotyczący organizacji armii kartagińskiej, jej uzbrojenia i zachodzących w niej zmian. Niestety zaledwie 18 stron, które przeznaczono na opis jednego z największych wrogów Rzymu, który niemal zniszczył powstające dopiero Imperium, wydaje się być zbyt małą ilością, zwłaszcza, że „Kartagińczycy” figurują w podtytule książki jako jedni z głównych jej bohaterów.

Ciekawym zabiegiem jest wyróżnianie w specjalnych ramkach najważniejszych bitew prowadzonych kampanii. Kiedy w tekście głównym, zazwyczaj dostajemy zaledwie skrótową informację o miejscu i czasie bitwy, a także jej wyniku i wpływie na dalsze działania wojenne, we wspomnianych tabelkach, mamy możliwość zapoznania się z dokładniejszym opisem przebiegu starcia. Każdy taki opis wzbogacony jest dodatkowo o wyszczególnienie liczebności obu walczących stron (jak dla mnie zbyt uproszczone i przez to mało przydatne) i mapy mające na celu ułatwienie jego wizualizowania.

Książkę „Armie świata antycznego – Republika Rzymska i Kartagińczycy” należy zakwalifikować do kategorii popularnonaukowych i traktować jako wprowadzenie do tematyki historycznej i batalistycznej. Ludzie szukający podstawowych i skrótowych informacji z tych dziedzin nie powinni się czuć zawiedzeni. Duża ilość rysunków ilustrujących różne rodzaje uzbrojenia i formacje wojskowe jak również liczne mapy pozwalają wyrobić sobie pojęcie o zagadnieniach poruszanych w tekście, choć co do ich wartości artystycznej można by się spierać. Denerwująca może być niekonsekwencja w nazewnictwie, bowiem w wielu przypadkach, nazwy (n.p. miast czy plemion) użyte w tekście różnią się od tych, które znajdziemy na mapach.

Niestety dużym minusem pozycji jest jej cena (około 70 złotych), nieco zbyt wysoka do tego, co w zamian otrzymujemy. Nie jest również tajemnicą, iż w planach wydawniczych Bellony, książka Daniela Gazdy zastąpiła wznowienie, cieszącej się ogromną popularnością, książki „Armie świata antycznego” Johna Warry’ego. Nasz rodzimy produkt, nie jest niestety tak dobry jak ten, w miejsce, którego się pojawił. Tym bardziej, dużym zdziwieniem było dla mnie odkrycie, że niektóre z ilustracji w książce Gazdy, są żywcem przeniesione z książki Warry’ego, bez żadnej informacji na ten temat. Te ilustracje, jak twierdzą osoby bardziej ode mnie zaznajomione z tematem, nie są wyjątkiem. Podobno niewielkie fragmenty książki jak i niektóre mapa są skopiowane z innych podobnych pozycji.

Podsumowując wydaje mi się, że o ile cena nie odstraszy od zakupu, to warto z tą pozycją się zapoznać. Może ona zainteresować zwłaszcza te osoby, których wiedza w temacie historii wojen republikańskiego Rzymu nie jest zbyt duża, lub, którzy chcieliby ją nieco sobie odświeżyć. Osobiście przeczytałem książkę ze sporym zainteresowaniem, jednak ciężko ocenić mi jednoznacznie jej prawdziwą wartość. Oczekuję z zaciekawieniem drugiego tomu, poświęconego cesarstwu rzymskiemu, mając nadzieję, że zostaną wyciągnięte wnioski z zauważonych, w pierwszej części cyklu, niedociągnięć. Niestety póki co, zapowiedziany na czwarty kwartał roku 2006, drugi tom, nie ujrzał jeszcze światła dziennego, a z rozmowy z miłą panią z wydawnictwa Bellona, dowiedziałem się, że nie ma go również w planach na styczeń. Co to znaczy dla czytelników? Ciężko dziś jeszcze jednoznacznie odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Sławomir Okrzesik

poniedziałek, 18 grudnia 2006

Postanowienia przednoworoczne?

Zbliża się koniec roku, czas na podsumowania i nowe postanowienia. Ciężko jednak tak z biegu postawić przed sobą nowe wyzwania i ocenić osiągnięcia, dlatego potrzebna jest rozgrzewka. Obiecuję więc sobie, że w końcu zabiorę się za malowanie!

Za każdym razem, kiedy przechodzę obok półki z moimi modelami, zerka na mnie z wyrzutem, wiele par plastikowych oczu. To kartagińscy wojownicy przygotowywani do kampanii wiosennej, o której już niedługo napiszemy zapewne coś więcej. Myślą sobie pewnie „obiecanki, cacanki, mówiłeś, że nas pomalujesz i jak my wyglądamy?”. No wyglądają kiepsko, albo jak piekarze (ci z już nałożonym podkładem), albo jak plastikowe kawałki nieszczęścia. Ci już pomalowani puszę się przed nimi swoimi barwami, ale i oni nie dają mi spać, domagając się o wykończenie podstawek.. Żeby nie było, że jestem kompletnie nieczuły, w końcu zabrałem się za swoje obowiązki, czego wynikiem jest zakończony nareszcie drugi element włóczników i napoczęty warband galijski.

O samych włócznikach ciężko powiedzieć coś więcej niż o poprzednim elemencie. Powstał w wyniku wybrania z zestawu HaT (#8020 Carthaginian African Infantry) czterech figurek. Tym razem jeden z wojowników nie jest uzbrojony we włócznię, lecz w miecz. Symuluje to normalną na polu bitwy sytuację, kiedy włócznia pękała w wyniku prowadzonej potyczki. Wtedy wojownicy sięgali swoją broń boczną i kontynuowali walkę. Niezadowolony z tarcz w poprzednim elemencie, tym razem pozostawiłem je prawie nieozdobione. Jedynym wyróżniającym się elementem jest symbol konia na jednej z tarcz. Jest to kolejny częsty symbol, który można było znaleźć w ikonografii ludów afrykańskich. Ech oby na Gallów nie trzeba było czekać tak długo…

niedziela, 3 grudnia 2006

Jesienne uniesienia

Listopad dobiegł końca a u mnie brak jakichkolwiek postępów ,malarskich,. Bo i czym się chwalić - jedna miniatura do DBA wiosny nie czyni. Rozgrzebany Bolt Thrower też nie. A propos wiosny, to ta ponoć sprzyja afektom i uniesieniom (choć kiedyś zwiastowała zrywy narodowe – ech, dobrze, że żyjemy w spokojniejszych czasach). Niestety do tej pięknej pory roku jeszcze daleko. Tym bardziej dziwi mnie osobliwe uczucie, jakim zapałałem do systemu WH40K. A tak się kiedyś zapierałem, że nigdy, wcale, nie ten klimat, za żadne skarby. A tu proszę – czekam właśnie na pierwszy w życiu kodeks i pudełko Nekronów. Systemu nie znam absolutnie, więc przy wyborze armii kierowałem się subiektywnymi odczuciami. Po pierwsze chęć kompletnej odmiany od elfów, po drugie coś jest w tych zielonych i zimnych oczach metalicznych śmierciożerców – ciężko wyartykułować co, poza oczywistym skojarzeniem z moim ulubionym kolorem: zielonym butelkowym. A właśnie! Czemu w palecie GW nie ma koloru Bottle Green? Wracając do Nekronów, to miałem na dodatek nieco skojarzeń z filmem Matrix i pewnie stąd ta decyzja. Od stycznia więc czeka mnie ciężka praca – przyswojenie zasad, zorganizowanie pierwszych potyczek, nowe doświadczenia malarskie. Ot, wyszło mi noworoczne postanowienie.

RSS FeedRSS