wtorek, 5 czerwca 2007

Chapiberdej Myster Naczelny

Dzisiaj krótko ale treściwie. Chciałem złożyć najserdeczniejsze życzenia Naszemu Kochanemu Redaktorowi Naczelnemu, który obchodzi dzisiaj mały i okrągły jubileusz. Zdrowia, bo jest absolutnie najważniejsze, szczęścia, bo bez niego życie jest szarawe, dużo wolnego czasu, aby mieć co marnotrawić na bitewne hobby, dużo kasy, bo się z nią łatwiej żyje. Słowem – Wszystkiego, Wszystkiego, po trzykroć Wszystkiego Najlepszego! No i oczywiście zadowolenia i satysfakcji z Bitewnego Zgiełku.
Nie mam aktualnie aparatu, nie udało mi się zdążyć z pewnym pomysłem z okazji życzeń – mam jednak nadzieję, że i tak będziesz zadowolony z prezentu, który już czeka na Ciebie.

Upadek

Na mojej półce od dłuższego czasu leżało pudło z gigantem, na które osiadał kurz. Nie wiedziałem za bardzo co z nim zrobić. Była opcja zrobienia po prostu zwykłego giganta, jak GW przykazał, i dołączenia go do mojej armii Imperium jako Najemnika. Alternatywą było skonwertowanie go na giganta chaosu – dużo głów, dużo nóg i jeszcze więcej rąk. Oba pomysły upadły, przynajmniej tym razem, gdyż kilka dni temu wpadł mi do głowy nowy pomysł – pojedynek.

Postanowiłem stworzyć scenkę, w której zabójca gigantów dusi łańcuchem straszliwego wielkoluda. Powiem, że pomysł ewoluował i zmieniał się z dnia na dzień. Różne elementy odchodziły, a jeszcze więcej doszło. To co widzicie jest tylko namiastką całości, której na razie nie zdradzam. Kiedyś po skończeniu modelu dokładniej to opiszę (a propos mam jeszcze zaległy artykuł o zombie gigancie). Póki co ujawniam tylko tyle ile widać na zdjęciu.

Jednak piszę to będąc w potrzebie. Mam drobny problem, którego nie wiem za bardzo jak rozwiązać. Mianowicie, muszę jakoś zamocować łańcuch do rąk zabójcy. Muszę to zrobić tak żeby wyglądał naturalnie, musi być naprężony i trzymany dwoma rękami. Dłonie krasnoluda są za małe żeby przewlec przez nie podwójny łańcuch, chyba nawet pojedynczy się nie zmieści, więc muszę go jakoś przylepić od dołu. Nie wiem jeszcze jak to zrobić i chętnie skorzystam z jakiejś porady jeśli ktoś ma jakiś sposób lub na takowy znienacka wpadnie. Co Wy na to?

poniedziałek, 4 czerwca 2007

Kości zostały wrzucone


Kiedyś założyłem sobie, że będę malował jeden model dziennie, 30 modeli miesięcznie, 365 rocznie, o tak, po roku wszystkie figurki gotowe. Oczywiście nic z tego nie wyszło. I tak ostatnimi czasy maluję więcej, właściwie - maluję cokolwiek. Ostatnio spod mojej ręki wychodzą przeróżne rzeczy, dziś są to szkielety.

Sztandarowy był pomalowany już wcześniej, dokończyłem muzyka i pomalowałem w całości jednego szkielecika. Tu bardziej chciałbym napisać o tymże ostatnim osobniku. Jest to najstarsza figurka w mojej kolekcji (obok starego rangera krasnoludzkiego) i powstała w roku 1984. Nie wiem dokładnie, co to za model, skąd pochodzi, z jakiego systemu i od jakiego producenta. Zakupiłem go na aukcji internetowej do mojej kolekcji szkieletów. Aukcja była podpisana z tego co pamiętam „Pressolota”, mogłem popełnić błąd literowy. Nie wiem czy to nazwa firmy, jednak w internecie nic na ten temat nie znalazłem. Szkielet jest bardzo mały w porównaniu z obecnymi z GW. Może jest to model z przed wymiany figurek na większe? Tego nie wiem.

Wracając do mojej armii, ta trójka jest początkiem moich regimentów szkieletów, które będą się składać tylko i wyłącznie z figurek metalowych, starych z GW tudzież nowszych z innych systemów. Chcę, aby oddziały te były wyjątkowe i prezentowały się ciekawie na stole. Ile ich będzie - nie wiem. Może dwa, trzy, a może będę je zbierał bardzo, bardzo długo.

sobota, 2 czerwca 2007

Zabójca Trolli odhaczony

Na mojej liście “rzeczy do pomalowania” pojawia się coraz więcej “ptaszków” oznaczających zakończenie prac. Spadły gobliny, spadły prawie wszystkie mini-makietki do Mordheim, spadł w końcu też dzisiaj zabójca trolli do Warhammera. Co prawda trochę nowych rzeczy w międzyczasie przybyło, ale to temat na całkiem inny wpis.

Zawsze straszliwie lubiłem krasnoludy, a zwłaszcza zabójców trolli. Ta tajemnicza kasta prezentowała sobą całą odmienność krasnoludów w najczystszej i doskonałej formie. Pomarańczowo włosi wojownicy, szukający śmierci w walce aby zmyć swoje przewiny, działają chyba na wyobraźnię każdego człowieka, który zetknął się w ten czy w inny sposób, ze światem Warhammera. Żeby było jeszcze lepiej, to figurki prezentujące tych straceńców, należą do najciekawiej, moim zdaniem, wykonanych w całej grze.

Malowanie zabójcy to czysta przyjemność. Zazwyczaj nagi, lub półnagi, z wyeksponowaną muskulaturą, włosami wyciętymi w irokeza, stanowi raj dla każdego kto trzymał nad nim pędzel umaczany w farbie. Zaledwie kilka barw przeplata się w mojej figurce, starając się nadać jej jednocześnie stonowanej i krzykliwej kolorystyki.

Trochę żałuję, że nie dane mi było zrobić dla tej figurki podstawki (ostatnio moja specjalność), no ale figura należy do mojego brata i lepiej, żeby pasowała kompozycyjnie do pozostałych kolegów zabójców w regimencie.

Co teraz? Na następny ogień pójdą prawdopodobnie Iberowie i tak się już naczekali. Mocno działa też na mnie opowieść o Wiriatusie, luzytańskim przywódcy powstania przeciw Rzymianom. Tak, zdecydowanie następny mój wpis poświęcony figurkom będzie miał iberyjski klimat. Do zobaczenia więc!

piątek, 1 czerwca 2007

Trochę funu w szaleństwie

Zupełnie nieoczekiwanie nawiedził mnie pomysł zbierania czysto goblińskiej armii. Było to jakiś czas temu, a moja walizka z figurkami zaczęła puchnąć od modeli. Myśl o tym, że pewnego pięknego dnia będę musiał zasiąść do malowania tej hordy, spychana była z dużymi sukcesami, na samo dno podświadomości. Kiedyś jednak musiał nadejść ten dzień, a było to, jak już pisałem, niecały tydzień temu.

W międzyczasie udało mi się rozegrać nawet dwie próbne potyczki i dojść do wniosku, że czysto goblińską armią w siódmej edycji Warhammera gra się strasznie ciężko. Ale co mi tam, w końcu nie po to się kupuje figurki żeby nimi grać! Prawda?

Plan jest taki. Potrzebuję cztery duże klocki goblińskich włóczników, dwie lub trzy formacje strzelców, jazdę na pająkach i na wilkach, do tego jeszcze snotlingi, squigi, jakiś rydwan, balistę i katapultę. Na dodatek kilka trolli i nieodłączni fanatycy. Fajna byłaby taka armia! Jej problemem byłaby wartość dowodzenia, ale mam w planach coś specjalnego, czym pochwalę się przy okazji.

Armia goblinów kojarzyła mi się zawsze z okrucieństwem pomieszanym z obłąkańczą zabawą. Idąc tym tropem postanowiłem oddać ten charakter w wyglądzie regimentów. Czy mi się udało? Zobaczcie sami.

RSS FeedRSS