wtorek, 10 lipca 2007

Anded

Chciałbym dziś przedstawić dalszą grupkę moich szkieletów. Kolejna partia rozmaitości z różnych okresów i różnego pochodzenia. Trzy szkielety są ciężkozbrojnymi szkieletami z halabardami GW. Dwóm z nim zmodyfikowałem broń, jeden dostał dwuręczny miecz, a drugi dwuręczny topór. Pierwszy z lewej nie został pomalowany przeze mnie, dokonałem jedynie drobnych poprawek. Jego malowanie spodobało mi się i postanowiłem zostawić takiego jaki jest. Jedyne czego brak w tych figurkach to tarcze. Przymierzam się do zakupu tarcz w postaci wiek trumien w GW. Chcę obdarować taką tarczą każdego z moich szkieletów. Wkrótce kolejna partia zbieraniny kości.

poniedziałek, 9 lipca 2007

Moc sprawcza

Odkrywanie fenomenu DBA to niekończąca się opowieść. Szczerze powiedziawszy nie sądziłem, że coś lub ktoś, a konkretnie – ja sam – potrafi mnie tu jeszcze zaskoczyć. I to w tak krótkim odstępie czasowym, jaki minął od kampanii MU. Choć Tsar niejednokrotnie podkreślał zaletą wspomnianego systemu, jaką jest okazja do poznania historii od nowa, na nowo lub po prostu poszerzenia wiedzy, to dotąd nie odczuwałem tego w podobnych kategoriach (mam na myśli przygotowania do kampanii osadzonej w realiach starożytnych). Czyżby? Kiedy dzisiaj, dokonałem przeglądu materiałów, które pochłonąłem (najwyraźniej niezauważalnie dla samego siebie) z okazji przygotowań do Mściciela, uzbierała się z tego całkiem pokaźna lista książek historycznych, beletrystycznych i stron internetowych. Odkrycia tego dokonałem w zasadzie przed momentem.
Skąd ta refleksja? To proste. W ciągu ostatnich kilku dni bowiem zdążyłem spędzić wiele godzin na buszowaniu w sieci i czytaniu opracowań historycznych, dotyczących naszej części Europy okresu sprzed tysiąca lat. Wszystko za sprawą kolejnej, planowanej na przyszły rok kampanii DBA. Nagle przypominają się pewne nazwy i imiona (np. Powieść Doroczna), pojawiają się nowe (np. Radogoszcz), w pamięci dzwonią gdzieś książki czytane przed laty. Pękają pewne utarte schematy myślenia – takie jak ten, że Polska zaczyna się od chrztu, a wszystko co przed, to ciemnota i gęsty bór. Jest wręcz odwrotnie. Czytając o własnym kraju można (trzeba?) poczuć się dumnym, docenić umysły ówczesnych władców, wpisać to w swoją świadomość narodową. Bez nadęcia, szowinizmu czy przesady oczywiście. Dla zrozumienia i uznania własnego miejsca Europie – jak najbardziej. Możne też poczuć żal, że źródła są jednak skąpe. Można wreszcie uruchomić wyobraźnię i zajrzeć w okres wcześniejszy, nigdzie nie opisany.
Całe od zamieszanie z nową kampanią sprawiło więc, że gładko przypomniałem sobie początki państwowości polskiej, nabrałem wilczego apetytu na znacznie szersze studia nad tamtym okresem dziejów całej Słowiańszczyzny i jej sąsiadów. I nie mam zamiaru ograniczać się wyłącznie do historycznych opracowań. Wiedza i suche fakty to jedno. Wczucie się przynajmniej w minimalnym stopniu w sposób myślenia ówczesnych ludzi, zajrzenia do ich domów, przyjrzeniu się ich pracy – na to wszystko mam na szczęście sporo czasu. Parafrazując więc pewnego palatyna powiem, że nie należy nie doceniać sprawczej mocy DBA (never underestimate dark side of the… i.e. DBA force).

sobota, 7 lipca 2007

Celtiberyjskie kolaże

No i zaczynamy zabawę od nowa. Kolejna armia do DBA powoli powstaje na moim warsztacie. A może powinienem powiedzieć, że zaczyna powstawać, bo wczoraj wieczorem właśnie, z pod mojego pędzla wyszło pierwsze sześć figurek.

Moja nowa armia reprezentować będzie wojownicze ludy starożytnej Hiszpanii (DBA – II/39 Ancient Spanish 240BC-20BC). Jako, że Hiszpanów można było podzielić z grubsza na trzy grupy: Iberów, Celtiberów i Luzytańczyków, armia ta, w podręczniku do DBA, posiada takie właśnie trzy pod listy. To jednak tylko pozorna różnorodność, gdyż wszystkie armie są do siebie dość podobne składami, jeśli nie liczyć warbandów, które na liście celtiberyjskiej, zastępują elementy auxilii. Aby ułatwić sobie sprawę i zebrać jednocześnie wszystkie trzy opcje, postanowiłem pomieszać nieco wojowników, zrobić więcej elementów niż potrzeba na jedną z tych armii i używać ich zamiennie w zależności od potrzeb.

Do czego będę używał armii iberyjskiej? W pierwszej kolejności będzie ona na pewno przydatna w czasie rozgrywania bitew na zasadach Big Battle pomiędzy Rzymianami i Kartaginczykami. Również podbój Hiszpanii podczas drugiej wojny punickiej przez Rzymian będzie dobrym pretekstem do wykorzystania tych modeli. W końcu przydadzą się przy scenariuszach przedstawiających powstania hiszpańskie przeciwko okupantom.

Na pierwszy ogień poszły figurki Celtiberów, te będą najbardziej pracochłonne, ze względu na, widoczny w ich ubiorze i uzbrojeniu, kolaż kulturowych wpływów iberyjskich i celtyckich. Obok lnianych tunik z czerwonym otokiem i ulubionych przez Celtiberów, czarnych płaszczy, znaleźć będzie można u mnie znajome płaszcze w kratę. Prócz tego, niektóre z tarcz będą przyozdobione na modłę celtycką. Kiedy uda mi się wykończyć tę grupę wojowników, z następnymi modelami pójdzie już z pewnością znacznie szybciej.

Przy składaniu armii hiszpańskiej, wykorzystałem fakt, iż większość elementów jest do siebie bardzo podobna i postanowiłem malować figurki taśmowo. W tym celu podzieliłem je według wzorów a dopiero po pomalowaniu będę dzielił je i umieszczał na bazach. Takie podejście do tematu powinno przyspieszyć malowanie w stosunku do tego, kiedy wykańczałbym każdy element z osobna, jak to miało miejsce podczas prac nad Kartaginczykami.

Pierwsze modele, które dziś prezentuję, znalazłem w zestawia firmy HaT (8058 Carthaginian Allies). Malowanie opiera się o wcześniej przytoczone przemyślenia. Wojownicy uzbrojeni są w krótkie włócznie i miecze, na głowach noszą hełmy typowe dla ludów celtyckich. Nie noszą zbroi za to zasłaniają się wielką tarczą typu scutum. W mojej armii, te figurki, znajdą się niemal wyłącznie w elementach przedstawiających warbandy, ale będzie można ich użyć z równym powodzeniem jako elementy auxilii.

Przede mną sporo czasu poświęconego na malowaniu dużej ilości podobnie wyglądającej piechoty. Miejmy nadzieję, że podołam.

piątek, 6 lipca 2007

... a co przed nami?

No właśnie, co przed nami? Kiedy udało mi się w końcu nieco odrobić i odpocząć po poprzedniej kampanii, czas było wziąć się za planowanie kolejnej. Wszyscy zgadzaliśmy się co do tego, aby znów użyć zasad DBA. Głównie dlatego, że system już zyskał spore uznanie w oczach moich znajomych, ale nie bez wpływu na decyzję było również to, że nową armię do DBA skompletować jest łatwo i można to zrobić dość szybko. Jednomyślni byliśmy również w decyzji, aby porzucić starożytność i przesunąć okres na średniowiecze.

Z tymi założeniami przystąpiłem do komponowania listy propozycji okresów, w których toczona miała by być kampania. Po krótkich studiach historii średniowiecznej i podręcznika do DBA udało mi się przedstawić graczom siedem różnych propozycji.


  • I i II krucjata
  • Rekonkwista w Hiszpanii
  • Wczesna Polska X-XIw.
  • Wojna stuletnia
  • Sengoku-jidai
  • Wojny husyckie
  • Imperium Ottomańskie XVw.

Głosowanie było bardzo emocjonujące i niemal do końca nie wiadomo było kto wygra. Wygrał, o łeb, scenariusz “wczesna polska”, pokonując na ostatniej prostej “I i II krucjatę”.

Kiedy mieliśmy już okres, czas było skomponować dla niego listę armii, którymi mogliby dowodzić gracze. Żeby zyskać nieco na czasie, zajęliśmy się również dyskusją na temat skali modeli. Tym razem, przyznam, że zgodnie z moimi zamiarami, jeszcze z przed Marsa, wygrała skala 15mm. Po raz kolejny zasiadłem do podręczników, map i historycznych ściąg, aby w miarę ciekawie skomponować listę możliwych do wyboru stron. W końcu udało się, a gracze bez awantur podzielili się armiami. W ten sposób wiemy już, że w następnej kampanii zobaczymy:


  • Obodrytów i Wieletów
  • Czechów
  • Madziarów
  • Duńczyków
  • Szwedów
  • Pieczyngów
  • Rusinów
  • Niemców
  • Polaków

Ciekawy zestaw muszę przyznać, udało nam się stworzyć. W najbliższej przyszłości przyjdzie nam zamówić modele, a później wyznaczyć limit czasowy na przygotowania. Ten sprawdził się ostatnio, tym razem powinien zadziałać w taki sam sposób.

W kampanii “Mars Ultor” wzięło udział sześć osób, do obecnie przygotowywanej mamy chętnych dziesięciu, to optymistycznie nastrajający postęp. Dodając do tego presję, z jaką spotkałem się po zakończeniu tegorocznej kampanii, na jak najszybsze przygotowanie następnej, muszę przyznać, że wszelkie niedociągnięcia, o których pisałem poniżej, odchodzą w cień. Będziemy z nich wyciągać wnioski, to pewne, jednak czymże one są przy dobrej zabawie jaka była naszym udziałem i rewelacyjnych wspomnieniach, jakie po niej pozostały? Zamykając raz na zawsze temat kampanii “Mars Ultor” muszę powiedzieć. Udało nam się panowie!

poniedziałek, 2 lipca 2007

Mars za nami...

Kampanię “Marsu Ultor” skończyliśmy już jakiś czas temu. Ogólna ocena jaką graczy wystawili rozgrywkom była bardzo pozytywna. Najlepszym zaś dowodem na to, były pojawiające się pytania, kiedy następna tego typu impreza i w co tym razem będziemy się bawić? Moja odpowiedź była zawsze taka sama. Następna impreza będzie, ale dajcie troszkę odetchnąć.

Oddech i dystans był zdecydowanie potrzebny. Warto było odreagować jeszcze emocje i w myślach prześledzić to wszystko jeszcze raz, znaleźć plusy i minusy tego całego zamieszania, któremu nadaliśmy imię Marsa Mściciela.

Do kampanii przygotowywaliśmy się około 8 miesięcy, to bardzo dobrze, dało to czas wszystkim graczom na spokojne przygotowanie swoich armii i zapoznanie się z regułami gry, gdyż ta dla większości była nowością. Mieliśmy czas również na przygotowanie zasad i makiet. Warunek wystąpienia w turnieju, pomalowana w 100% armia, został spełniony w całej rozciągłości. Żaden z graczy nie wyłamał się z szeregu, to naprawdę bardzo budujące. Gorzej było z makietami i zasadami. Ich przygotowanie, pozostawione na ostatnią chwilę, spowodowało, że te elementy nie były do końca zadowalające. To się musi w przyszłości zmienić.

Zorganizowaliśmy dwa spotkania zajazdowe w dwóch miastach Polski, w czasie których głównie graliśmy, choć traktowaliśmy je również jako towarzyskie spędy starych znajomych. To również sprawdziło się świetnie, choć przy pierwszym zjeździe, trochę zbyt słabo pilnowaliśmy aby się nie rozpraszać, w wyniku czego rozegraliśmy znacznie mniej bitew niż moglibyśmy. Na drugim zjeździe było już jednak znacznie lepiej.

Moją osobistą porażką były zasady gry, które nie do końca sprawdziły się w tego typu kampanii. Duży wpływ na ich formę miało moje zamiłowanie do symulacyjnych gier planszowych i moje pomysły pasowały bardziej do takiej właśnie formy zabawy. Wprowadzanie ich do bitewniaków było błędem, który naprawiłem dopiero przy drugim zjeździe kiedy to stare zasady wylądowały w koszu, za to pojawiły się nowe, które bez chwili zastanowienia mogę nazwać turniejowymi.

Pierwotne plany przygotowania akcesoriów do gry również nie do końca się powiodły, a szkoda. W tym zakresie jedynym sukcesem były oddziały najemnicze, które przy ogromnej pomocy moich przyjaciół stały się faktem i poważnie urozmaiciły zabawę.

Podsumowując całość moich przemyśleń trzeba powiedzieć, że zdarzały się jeszcze błędy, i to zbyt dużo jak na tego typu przedsięwzięcie, ale rokowania na przyszłość są obiecujące. Również nabyte doświadczenia na pewno zaprocentują. Całą imprezę ocenić należałoby na mocną czwórkę, ze wskazaniem na poprawienie oceny w następnym terminie. A co z następnym razem? O tym napiszę w kolejnej notce...

RSS FeedRSS