piątek, 27 czerwca 2008

Sesja trwa

Sesja trwa w najlepsze, nierówna walka rebelii studenckiej z potężnym imperium polskiego związku wykładowców szkół wyższych, krew leje się strumieniami, pot i łzy wciskają się do oczu... ale ja musiałem w końcu znaleźć chwilę czasu aby od tego wszystkiego oderwać. Choć na moment przypomnieć sobie jak leży pędzel w dłoni i jaki zapach ma ink firmy Games Workshop. Ach, cóż za cudowne doznania zmysłowe! Przyznam się, ze do zabrania się do odstawionego hobby pociągnęły mnie (jak zwykle zresztą) działania naszego zacnego kolegi MiSiA. Tak więc po wielu, wielu dniach w końcu możecie oglądać moje kolejne małe dziełko. To że jest stworzone po jakże wielu, wielu dniach widać na pierwszy rzut oka.... jakość nie jest przytłaczająca. Potrzebuje czasu żeby wrócić do wprawy, ehhhh. No i do tego nie mogłem umieścić dwóch ciekawszych okazów, które powoli staja sie ukończone - oba okazy na kolejne edycje Figur w wielu odsłonach. Na nie będziecie musieli poczekać jeszcze co najmniej do czasu kolejnej odsłony kampanii Opus Europa.

PS. Na zdjęciu widać także moje pierwsze dość poważne użycie zielonego-czegoś (Greenstuff). Trójka Prusinów w skórach dzikich zwierząt od razu straciła na pro-eurpejskim wyglądzie (figurki średniowiecznych żołdaków firmy Essex - bez skór wyglądali jak z jarmarku). Mnie efekt zadowala, mimo że zwierzątka nie wyglądają na realnie istniejących przedstawicieli fauny. A co Wy o tym sądzicie?

wtorek, 17 czerwca 2008

Nuts!


Przypadło mi w udziale napisanie recenzji historycznego systemu bitewnego Nuts!. Jest to chyba moja pierwsza w życiu recenzja czegokolwiek, więc od razu zaapeluję o wyrozumiałość. Dla ułatwienia Wam i sobie, podzielę całość na kilka części.

Czym jest NUTS!? Czyli podstawowe fakty

Nuts! to gra wydana przez Two Hour Wargames, a napisana przed Ed’a Teixeire’a, której akcja rozgrywa się do 1944 roku w Europie i obejmuje działania na froncie wschodnim i zachodnim. Graczom przychodzi dowodzić relatywnie niewielką grupą żołnierzy, od drużyny do plutonu włącznie. Gra w swoich założeniach ma oddawać ducha „man to man combat”, czyli potyczek, w których występują nie anonimowi żołnierze, a towarzysze broni, których znamy z imienia i nazwiska. Tutaj ciekawa sprawa: podział na Stars and Grunts, poza szeregowymi żołnierzami, wprowadza również Nas, graczy, w sam środek konfliktu. Jedna postać w drużynie to MY. Mamy z tego powodu kilka dodatkowych zasad, pozwalających nam pożyć trochę dłużej ale i w pełni decydować o swoich reakcjach. O tym jednak za chwilę.

Nuts! kładzie silny nacisk na elementy RPG i ciągłość rozgrywanych potyczek, dlatego dostępny jest system rozgrywania kampanii, w których to uzupełniane są poniesione we wcześniejszych starciach straty. Nasza drużyna otrzymuje uzupełnienia (od kolejnej drużyny z bronią przeciwpancerną, po czołgi i działa samobieżne), żołnierze podnoszą swoją Reputację, która jest główną cechą determinującą postawę na polu walki, czy uzyskują nowe umiejętności (w ich określaniu używa się klasycznej talii kart! – w końcu karty coś, co każdy żołnierz powinien przy sobie mieć), nie zawsze ułatwiające życie – w końcu kto nie chciałby mieć w drużynie byłego skazańca albo pechowca?!

Czym to się je? Czyli słów kilka o mechanice i przyjętych rozwiązaniach

Założeniem gry jest stworzenie takiej mechaniki, która oddawać będzie sposób reagowania żołnierzy na polu walki. Na to położony jest główny nacisk. Jeśli ktoś preferuje systemy, gdzie ma pełną kontrolę nad zachowaniem żołnierzy, to Nuts! nie jest grą dla niego. W tej grze żołnierz po prostu może nie zechcieć szarżować środkiem ulicy na karabin maszynowy. I trudno mu się dziwić! Cechą, która determinuje takie reakcje jest Reputacja (Rep). Reprezentuje ona ogół wyszkolenia żołnierza, od jego umiejętności posługiwania się bronią, po wytrzymałość psychiczną. Jej wartość dla żołnierzy sięga od 3 do 6. Cywile mają reputację między 1 a 2. Gra opiera się na testach, które wykonuje się używając głównie Reputacji i kości sześciościennych. Tak więc, aby trafić przeciwnika, rzucamy K6 i dodajemy Reputację, aby wykonać Szybki Ruch, zdajemy „2D6 vs Rep” i w zależności czy zdamy jedną, dwoma czy nie zdamy testu żadną kością, zależy reakcja żołnierza (aby zdać test należy rzucić na kości mniej lub równo niż wynosi nasza Reputacja). Ta sama mechanika, choć nie zawsze z użyciem reputacji, dotyczy wszystkich elementów gry (strzelając z działa czołgowego używamy Reputacji dowódcy czołgu ale już przy rozliczaniu trafienia w inny czołg pod uwagę bierzemy siłę działa czy wartość pancerza). Tym, co oddaje w pełni realizm rozgrywki są tabele, które dokładnie opisują skutki zdania lub nie zdania jakiegoś testu. Uwzględniają one takie elementy jak reakcja na ostrzał, wpływ terenu na np. zadane obrażenia itp.

Drugim elementem, który determinuje czym jest Nuts!, są zasady kampanii. Są one przeznaczone dla rozgrywek większych niż drużyna i pozwalają na angażowanie w walkę coraz to większych sił. Kampania ustawiona jest tak, że często następna misja wynika bezpośrednio z poprzedniej. Przykładem może być tutaj scenariusz z ostrzałem moździerzowym, który może być rozegrany, gdy jedna ze stron uzyska w poprzedniej bitwie ten rodzaj wsparcia. Zresztą Nuts! nie przewiduje, tak dobrze nam znanych z innych systemów, scenariuszy „Zabij jak najwięcej  przeciwników, a wygrasz”. Wygrana zależy zwykle od tego, czy wypełnimy odpowiednie zadanie np. zbadamy dany obszar.

Gdzie te punkty?! Czyli nóż w plecy „równym szansom”

Dlaczego scenariusze oparte na konkretnych zadaniach są tak ważne w Nuts!? Dlatego, że w grze nie ma w ogóle systemu punktowego! Jak pisze sam autor „Sorry, but in real life no battles were “equal points”. Więc co określa czy gra będzie uczciwa? To proste. Sami gracze wybierają jaka dysproporcja sił im odpowiada i jak przebiegać ma ich kampania. Wspomnieć wystarczy finałową potyczkę w „Szeregowcu Ryan’ie”. Jaki by ona miała sens, gdyby obie strony dysponowały „równymi punktami?”. Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że unikając systemu punktowego, autor wyeliminował element, który w wielu grach jest powodem większości konfliktów między graczami… a dla tych, którzy bez punktów żyć nie potrafią, dostępny jest darmowy dodatek, podający wartość punktową modeli i ich uzbrojenia.

Dlaczego Nuts!? Czyli kilka subiektywnych uwag

Co takiego spowodowało, ze zainteresował mnie ten system, skoro obok tak wielu, przechodzę obojętnie? Po pierwsze jest to system prosty. Po drugie to typowy skirmish, których jestem zwolennikiem. Po trzecie nie ma w nim, moim zdaniem zupełnie niepotrzebnych, drobiazgowych analiz uzbrojenia (mnie nie interesuje szerokość otworu wylotowego spowodowanego każdym kalibrem pocisków). Nacisk położony jest na zachowania walczących na stole. Liczy się fakt ognia kryjącego wylot uliczki, a nie dokładny kaliber broni, z której strzelam. Kolejnym istotnym „za”, są zasady kampanii, które zawsze wynoszą rozgrywkę na wyższy poziom frajdy.

Modele, których znaczny wybór w skali 1:72, pozwala właściwie dowolnie składać oddziały. Pojazdy – spory wybór wzorów i producentów, do tego świetne i tanie figurki (2 czołgi za 20 złotych to czysta zachęta do grania). Dla miłośników 15mm miniatur są odstępne zasady, dopasowujące zasięgi broni i ruch modeli do skali.

Podsumowując, Nuts! to szybki, tani, grywany i czysto towarzyski system. Do tego napisany z jajem o czym świadczy sam jego tytuł! i wplecione w zasady zdania, które powodują pojawienie się uśmiechu na twarzy czytającego:

„Example – Sgt Slag is being charged by 50 German soldiers. He is a Star and decides to exercise his Free Will. He decides to Run Away”

Jeśli ktoś lubi systemy, w których nad wszystkim panuje, wie dokładnie jak zachowają się jego żołnierze, jakie i kiedy uzyska wsparcie... to Nuts! nie jest dla niego!

Co, gdzie, jak?! Czyli o tym, skąd wziąć zasady i gdzie znaleźć darmowe dodatki

Nuts! jest grą, którą można kupić w wersji elektronicznej albo drukowanej. Wersji drukowanej nie miałem w ręku ale z relacji osób trzecich wynika, że jest to solidna robota drukarska. Zasady tej gry dostępne są na stronie producenta (http://www.angelfire.com/az3/twohourwargames/nuts.htm ). Niezależnie jednak od tego w jakiej formie kupimy podręcznik, znajdziemy w nim czytelny podział na działy (część poświęcona piechocie, pojazdom, kampanii, listom armii itp.). Na końcu każdego działu znajduje się tabelka dla początkujących z minimum tego, co gracz powinien zapamiętać. W podręczniku znajduje się również przykładowa rozgrywka, wyjaśniająca rozgrywkę w praktyce oraz zbiór tabel, umieszczonych na końcu, ułatwiając rozgrywkę.

Dla tych, którym system się spodoba, polecam grupę tematyczną na Yahoo, gdzie znajdują się poprawione tabelki do wersji Nuts!2.0 oraz wiele dodatków jak kampania wrześniowa ’39, znaczniki pomocne w rozgrywce i dużo więcej.

Michał Ciemniewski

sobota, 14 czerwca 2008

Półrocze

Kupiłem dzisiaj smoka z ostatniej edycji HE. Oczywiście był to impuls, ponieważ swego czasu stwierdziłem, że miniatury z Ulthuanu to już historia. A tu proszę - znowu przyszły mi do głowy tego typu pomysły. Jak zwykle również, w najmniej spodziewanym momencie. Nie dalej, jak dwa tygodnie temu poszliśmy obejrzeć wystawę poświęconą dinozaurom. Poziom tejże, mówiąc elegancko, był mierny. Co prawda dzieci miały frajdę na zjeżdżalni, ja miałem frajdę z emitowanego filmu, natomiast eksponaty w postaci ogromnych styropianowych gadów, rozbawiły nas do łez. Przyznam, że pęknąłem lekko z dumy (jak małe dziecko!), kiedy żona powiedziała, że ja bym takie pomalował sto razy lepiej. I wtedy właśnie stwierdziłem, że pora na ostatni wzór smoka. Z drugiej strony jednak, może nie ma nic nadzwyczajnego w fakcie, że smok przyszedł mi do głowy, kiedy ‘ziałem’ na widok cętkowanego brontozaura o paszczy pieska preriowego. Koniec końców oba to gady po fachu. Na marginesie mówiąc, niektórym z naszych rodzinnych wypraw towarzyszą od czasu do czasu pełne politowania komentarze - w głębokim lesie stwierdzam, że w poniedziałek kupuje armię Leśnych Elfów, w zimie najczęściej już prawie nabywam kolegów z Naggarond…

Przyniesiona gadzina sprawiła, że zaraz wyjąłem z kilku ciemnych kątów pewne niedokończone pomysły z warhammerowej skali - a to lwi rydwan, a to dwóch pieszych bohaterów, a to zbudowany z plastikowych części bohater konny. Przy okazji dokonałem pewnego podsumowania - całe ostatnie półrocze poświęciłem wyłącznie skali 15mm. Troche chaotycznie, nieco niedbale, pomalowałem (lub wkrótce pomaluję) w sumie 37 elementów dwóch różnych armii. Myślę, że na ten rok to zupełnie wystarczy. Drugie półrocze rezerwują dla większej skali. Na rozgrzewkę planuję pieszych szpiczastouchych, po to, by płynnie przejść w malowanie smoka. Tak więc kurs obrany. Teraz czekam na wiatr.

Co do samego smoka, to jeszcze kilka zdań na temat własnego zamiłowania tymi stworzeniami. Fascynacją bym tego nie nazwał, bo przecież nie studiowałem arkanów drakologii i ziać ogniem nie potrafię, niemniej gadziny te są bliskie moim modelarskim preferencjom. Dobre kilkanaście lat temu miałem kupić pierwszego (oczywiście do HE) - ów metalowy wzór z księciem Imrikiem na grzbiecie. Przeznaczyłem na ten zakup nawet całe stypendium. Szkopuł w tym, że pieniędzy nie dostałem więc i nabycia nie było. Dopiero dobre dziesięć lat później dostałem już nowszą wersję (można ją znaleźć w mojej galerii HE na BZ). Potem była jeszcze przygoda z Galrauchem (również do obejrzenia na BZ). No i warto przytoczyć moje własne słowa sprzed bodaj roku: raczej nie zanosi się na nową kolekcję (armię) warhammerową - chciałbym za to zebrać i pomalować smoki z każdej armii, która je posiada. W takim razie muszę się spieszyć, bo wg wieści z ostatniej chwili, nie będzie już wznowień smoczych wzorów do innych armii. Ponoć wszystko bazować ma na nowym smoku do HE - różnicą będzie jeździec. Ciekawe, ile w tym prawdy?

czwartek, 5 czerwca 2008

Pierwsze symptomy wilgoci

No i zaczęło się. Przyznam, że nie stało by się to jeszcze długo gdyby nie kolega do grania, który sterczy nade mną od dwóch tygodni i dopytuje się, kiedy w końca zaczniemy? A o co chodzi? O nowe wyzwania, zarówno w temacie gier bitewnych jak i malowania figur. Już tłumaczę dokładniej.

Jakiś rok temu, może dawniej, stałem się szczęśliwym posiadaczem figur w skali 6mm, firmy GHQ, przedstawiających żołnierzy osławionego Viet Congu. W domyśle figury miały posłużyć do złożenia armii do gry Cold War Commander, którą mógłbym pograć z chłopakami z Wargammera. Tyle, że wylądowały one w moich przepastnych pudłach z ,modelami i tam zostały. W międzyczasie jeden z moich potencjalnych przeciwników sprzedał swoją armię amerykańską, drugi nie mógł się jakoś zdecydować na kupno. Rzecz cała zmieniła się kilka tygodni temu, kiedy kolega z pracy, w ciągu 30 minut zdecydował się na zakup figurek i kupił od razu wszystko, co mu było potrzebne, aby pohasać sobie w dżunglach Wietnamu z panami ubranymi w czarne piżamy. Układ był następujący – to ja miałem pomalować mu figurki.

Tak czy inaczej zaczęliśmy wczoraj od próbnej podstawki, którą zobaczyć możecie powyżej, a na której znalazło się pięciu Marines, chłopaczków z poboru wysłanych na drugi koniec świata walczyć z podstępnym wrogiem. Muszę przyznać, że figurynki maluje się znakomicie, a modelowanie podstawki to już jak zwykle sama przyjemność. Zobaczymy, jakie uda się utrzymać tempo, ale z pewnością już niedługo będziemy mogli się pochwalić na zgiełku kolejnym ciekawym projektem.

sobota, 31 maja 2008

Nieco ruszyło

Zdecydowałem się, że to ostatni wpis blogowy na temat Saksonów - nie ma po prostu sensu w kółko o nich pisać i robić im zdjęcia. Ostatnio pomalowane dwa elementy w pewnym jednak sensie zadebiutowały w armii, stąd zasłużą na publikację. Horda to absolutna nowość - w armii są takie dwie, prezentowana gotowa jest pierwszą z nich, stąd właśnie miejsce we wpisie. Figurki niezwykle wdzięczne, malowanie przyjemne no i sam element w sobie ma coś osobliwego. Smaczku dodaje stwierdzenie Misia, że tylko prawdziwi faceci grają hordami. Drugi (i zarazem ostatni) prezentowany element to Kn - nic zaskakującego, prawda? A jednak przede wszystkim chciałem go pokazać ze względu na niepowtarzalny wzór jezdnego w środku - nie mam drugiego takiego w całej kolekcji. Ten ostatni jest prezentem od Misia. Dodatkowo, przeczytawszy co nieco o wojownikach saksońskich z okresu X w n.e. natrafiłem na opis ichniejszej mody, a konkretnie wzorzystych nogawic. Nieco późno (14 innych elementów zostało już pomalowane) ale lepiej niż wcale, postanowiłem zbliżyć moich wojów w kierunku rzekomej prawdy historycznej. Stąd jeden z jezdnych ma żółte gatki z czerwonymi wzorami. Niczego sobie - tak myślę o nim. Z innych spostrzeżeń: chyba mi nowy podkład w spray nawala. Po nałożeniu na figurki otrzymałem dziwny ziarnisty efekt. Być może to kwestia zbyt słabego wymieszania puszki tuż przed użyciem.

RSS FeedRSS