piątek, 28 listopada 2008

Burn the witch

Chciałbym w cyklu kilku postów przedstawić Wam drużynę do systemu Mordheim, którą niedawno stworzyłem. Zacznę od modeli - według mnie – najsłabszych w tej bandzie, w sensie wizualnym oczywiście. Są to z resztą modele, które już mieliście szansę zobaczyć i to na Bitewnym Zgiełku. Przed Wami staje czwórka Flagellantów oraz Halfing Scout. Hm, dziwne połączenie, co? No, wypadałoby jeszcze przedstawić co to za drużyna. A są to Łowcy Czarownic tłumaczenie przełożone przez Gobosa z oryginału, który brzmi Witch Hunters. Co w tej ekipie robi Halfing? Ano, najął się za ciężkie pieniądze żeby walczyć ze złem na tym paskudnym świecie, a właściwie wszystko jedno z czym ważne, że za to płacą.

Modele Flagellantów wyjąłem z mojej armii Imperium, były już gotowe więc sprawę miałem ułatwioną. Jedyne co zmieniłem to podstawki. Zakupiłem specjalne podstawki, które wydaje mi się pasują do miasta Mordheim. Halfing pochodzi z regimentu Dog of War Lumpin Croop's Fighting Cocks, ale dziś nie chciał nam pokazać swojej twarzy, po prostu się na nas wypiął. W tych modelach nie ma nic nadzwyczajnego więc nie będę się rozpisywał.
Wkrótce kolejne modele z tej bandy.

poniedziałek, 24 listopada 2008

Niczym rzep

Niczym rzep do psiego ogona etykietka kiepskich podstawek przylgnęła do mojej armii HE. Nieco mnie ta świadomość uwierała, była swoistym ‘da pejn in da es’, nie na tyle jednakże, bym posłuchaj tej czy owej rady i postanowił taki stan rzeczy zmienić. Przynajmniej nie własnym sumptem. I jak to zwykle bywa, z najmniej oczekiwanej strony, bo z dla żartu rzuconego tekstu, urodził się pomysł wymiany podstawek. Z żartu zrobiła się chwila zastanowienia, z chwili zastanowienia konkretna propozycja, z propozycji konkretne działanie zaś. Modny i konieczny w ciągu ostatniej dekady outsourcing przeniósł się więc na poletko skromnego i minimalistycznego, w moim wykonaniu, przygotowywania podstawek.
Wiem, rzeźbie w przysłowiowej kupie… anielskiego włosia, ale chciałem się koniecznie pozbyć owego tytułowego rzepa. Na razie zleciłem wyskubanie pierwszych kolców. Reszta w rękach Mistrza “Odrzepiacza”. W przyszłym roku, mam nadzieję, pochwale się całością. Do tegoż czasu zatem.

czwartek, 20 listopada 2008

Stepowe diabły

Nad Kislevem  zapadały ciemności. Niewielkie, położone w bezkresnym stepie sioło z wolna szykowało się do snu. Kryte blachą kopuły maleńkiej drewnianej cerkwi odbijały ostatnie promienie zachodzącego jesiennego słońca.
Ciszę nocną gwałtownie rozerwał krótki świst –zapalona strzała trafiła w jedną ze strzech, która natychmiast zajęła się ogniem. Chwilę później drewniane domostwa stały w płomieniach. Przerażone kobiety lamentowały, zaś mężczyźni klnąc biegali po wsi w poszukiwaniu oręża, wiedzieli bowiem, kto złożył im wieczorną wizytę... Wtedy zza pobliskiego wzgórza wyłonili się krępi skośnoocy wojownicy. Spadli na wieś niczym szarańcza, wśród świstu szabel i dzikich wrzasków. Jadąc na szybkich jak stepowy wiatr, kudłatych bestiach, wycinali wieśniaków, nie szczędząc kobiet, dzieci ni starców.
Rzeź skończyła się równie niespodziewanie, co zaczęła. Dogasające słońce świeciło słabym, krwawoczerwonym blaskiem. Na stepie szumiała trawa. Mieszkańcy nieszczęsnej wsi spali snem wiecznym.

No dobra, a ja wyszumiałem się literacko, he, he. Ten oddział to Oglah Khan’s Hobgoblin Wolfboyz i jest jednym z najemnych regimentów Psów Wojny. Skusił mnie niepowtarzalny wschodni styl, więc kupiłem ich bez zastanowienia (w dodatku w zafoliowanym, dziewiczym boksie!). Warto dodać, że GW już tego zestawu nie produkuje, tak więc rozumiecie, skąd ta ekscytacja. Jak zabrałem się za nich w wrześniu, tak skończyłem dopiero kilka dni temu. Bez przerwy coś odrywało mnie od malowania, i za cholerę nie mogłem ich skończyć… Efekt oceńcie sami. Szkoda tylko, że zdjęcia wyszły tak, jak wyszły –bo w rzeczywistości figury wyglądają nieco lepiej. Całość oceniam jako przyzwoity tabletop. Na zdjęciach nie widać, jak napracowałem się nad trawą żeby sterczała zamiast leżeć (jak to zwykle bywa ze statikiem). Sypałem ją z góry, a potem stroszyłem naelektryzowanym długopisem. Wyszło nieźle. Na figurkach gdzieniegdzie pojawia się kolor żółty. To przymiarka. Do czego? Niedługo zobaczycie.

poniedziałek, 17 listopada 2008

Pierwszy raz

Hmmm... jakby tu zacząć po tak długim czasie nieobecności? Może prosto z mostu? Tak będzie chyba najłatwiej? Sam już nie wiem. W każdym razie chciałem się pochwalić. Nie wiem czy jest czym, bo w rzeczywistości już tak metalowo nie wygląda, ale zdjęcie wyszło super. Oto przed Wami dwie pierwsze miniatury skaveńskiego warbandu teoretycznie przygotowywanego na potrzeby takiej jednej kampanii. Właściwie nie wiem czy powinienem się chwalić na blogu, bo gdzieś na boku powstają jakieś inne, skryte plany prezentacji występujących band, ale na razie to chyba tajemnica, wiec ciiicho sza! Jeśli więc nie mogę, to proszę bardzo na niepatrzenie w nieodpowiednie miejsca i zwrócenie uwagi tylko na pewne szczegóły i ocenę. A jakie szczegóły? Tytuł wpisu powinien podpowiedzieć, tym którzy nie zauważyli w figurkach czegoś dziwnego. Bardzo proszę zacne grono zgiełkowiczów ( w tym miejscu office proponuje działkowiczów... ) o komentarze i konstruktywna krytykę.

PS. Tak, wiem łańcuch cepa nie jest skończony ( czyli innymi słowy jest nieskończony, jakby to matematyk określił ). Będzie. Cierpliwości. Dziękuje.

PSS. Za jakość, skład słów, wartość merytoryczną czy też stylistyczną tego wpisu nie odpowiadam z pełną świadomością. Za okoliczności łagodzące proszę przyjąć czas, miejsce i okoliczności pisania tych słów, oraz stan psychofizyczny autora. Po dwakroć dziękuje.

A takie tam gobosowskie gadanie

Games Workshop – największa i najpopularniejsza firma zajmująca się wargame’ingiem fantasy na świecie, przynajmniej tak mi się wydaje. Jak to możliwe, że mają kłopoty finansowe, jak twierdzą? Kryzys gospodarczy na świecie? Chyba nie, GW miało problemy już wcześniej. Poza tym wszyscy wiedzą przecież, że dzieciaków i nastolatków dekoniunktura nie tyka. A może to oni rozpoczęli całą tą recesję, która nas powoli otacza i przygniata do ziemi? Hm, chyba też nie. Czyżby zła gospodarność i wybór produktów spowodował obecne zaciskanie pasa? Chłopaki trochę za bardzo się rozochocili i poszli w produkty, których nikt nigdy nie kupi. Czy zmiana formy strony internetowej jest kolejnym posunięciem próby stawania na nogi? Obok wycofywania starszych, mniej popularnych modeli, co mnie osobiście dosyć zabolało.
Ja w zasadzie chciałem o tej ich stronie. Poprzednia była całkiem ładna, przejrzysta i wygodna. Obecna to tragedia, pomyślałem wchodząc na nią niedawno. Ciężko się połapać w ilości katalogów, zakładek, podzakładek i innych szajsów. Strona chodzi wolniej niż ślimak wygrzewający się od tygodnia na słońcu (nie pytajcie o co mi chodziło – sam nie wiem). Ogólnie szlag mnie trafiał, kiedy usiłowałem popatrzyć sobie na jakąś jedną konkretną figurkę, która mnie interesowała. Po trzykroć set szlag! Tak mnie wkurzają kolejne kroki i działania tej firmy. W końcu wybrałem inną drogę, szukając gdzieś po necie zdjęć. Dzisiaj wchodzę, patrzę:


We are currently moving our web site to its new home on newer, faster servers.
We hope to complete this operation by noon GMT / 7am EST Monday.
We apologize for any inconvenience this may cause.

He, chociaż tyle, że ta beznadziejna strona będzie może chodzić trochę szybciej, ale dzisiaj uczyniła mi pewne „inconveniance„. Szkoda tylko, że nie pomyśleli o tym wcześniej albo po prostu nie zostawili STAREJ STRONY!!! Dla mnie nowa strona to porażka. Dosyć marudzenia i żalów. A Wy co powiecie o nowej stronie GW?

RSS FeedRSS