czwartek, 20 listopada 2008

Stepowe diabły

Nad Kislevem  zapadały ciemności. Niewielkie, położone w bezkresnym stepie sioło z wolna szykowało się do snu. Kryte blachą kopuły maleńkiej drewnianej cerkwi odbijały ostatnie promienie zachodzącego jesiennego słońca.
Ciszę nocną gwałtownie rozerwał krótki świst –zapalona strzała trafiła w jedną ze strzech, która natychmiast zajęła się ogniem. Chwilę później drewniane domostwa stały w płomieniach. Przerażone kobiety lamentowały, zaś mężczyźni klnąc biegali po wsi w poszukiwaniu oręża, wiedzieli bowiem, kto złożył im wieczorną wizytę... Wtedy zza pobliskiego wzgórza wyłonili się krępi skośnoocy wojownicy. Spadli na wieś niczym szarańcza, wśród świstu szabel i dzikich wrzasków. Jadąc na szybkich jak stepowy wiatr, kudłatych bestiach, wycinali wieśniaków, nie szczędząc kobiet, dzieci ni starców.
Rzeź skończyła się równie niespodziewanie, co zaczęła. Dogasające słońce świeciło słabym, krwawoczerwonym blaskiem. Na stepie szumiała trawa. Mieszkańcy nieszczęsnej wsi spali snem wiecznym.

No dobra, a ja wyszumiałem się literacko, he, he. Ten oddział to Oglah Khan’s Hobgoblin Wolfboyz i jest jednym z najemnych regimentów Psów Wojny. Skusił mnie niepowtarzalny wschodni styl, więc kupiłem ich bez zastanowienia (w dodatku w zafoliowanym, dziewiczym boksie!). Warto dodać, że GW już tego zestawu nie produkuje, tak więc rozumiecie, skąd ta ekscytacja. Jak zabrałem się za nich w wrześniu, tak skończyłem dopiero kilka dni temu. Bez przerwy coś odrywało mnie od malowania, i za cholerę nie mogłem ich skończyć… Efekt oceńcie sami. Szkoda tylko, że zdjęcia wyszły tak, jak wyszły –bo w rzeczywistości figury wyglądają nieco lepiej. Całość oceniam jako przyzwoity tabletop. Na zdjęciach nie widać, jak napracowałem się nad trawą żeby sterczała zamiast leżeć (jak to zwykle bywa ze statikiem). Sypałem ją z góry, a potem stroszyłem naelektryzowanym długopisem. Wyszło nieźle. Na figurkach gdzieniegdzie pojawia się kolor żółty. To przymiarka. Do czego? Niedługo zobaczycie.


0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS