Nad
Kislevem zapadały ciemności. Niewielkie, położone w bezkresnym
stepie sioło z wolna szykowało się do snu. Kryte blachą kopuły
maleńkiej drewnianej cerkwi odbijały ostatnie promienie zachodzącego
jesiennego słońca.
Ciszę nocną gwałtownie rozerwał krótki świst
–zapalona strzała trafiła w jedną ze strzech, która natychmiast zajęła
się ogniem. Chwilę później drewniane domostwa stały w płomieniach.
Przerażone kobiety lamentowały, zaś mężczyźni klnąc biegali po wsi w
poszukiwaniu oręża, wiedzieli bowiem, kto złożył im wieczorną wizytę...
Wtedy zza pobliskiego wzgórza wyłonili się krępi skośnoocy wojownicy.
Spadli na wieś niczym szarańcza, wśród świstu szabel i dzikich
wrzasków. Jadąc na szybkich jak stepowy wiatr, kudłatych bestiach,
wycinali wieśniaków, nie szczędząc kobiet, dzieci ni starców.
Rzeź
skończyła się równie niespodziewanie, co zaczęła. Dogasające słońce
świeciło słabym, krwawoczerwonym blaskiem. Na stepie szumiała trawa.
Mieszkańcy nieszczęsnej wsi spali snem wiecznym.
No dobra, a
ja wyszumiałem się literacko, he, he. Ten oddział to Oglah Khan’s
Hobgoblin Wolfboyz i jest jednym z najemnych regimentów Psów Wojny.
Skusił mnie niepowtarzalny wschodni styl, więc kupiłem ich bez
zastanowienia (w dodatku w zafoliowanym, dziewiczym boksie!). Warto
dodać, że GW już tego zestawu nie produkuje, tak więc rozumiecie, skąd
ta ekscytacja. Jak zabrałem się za nich w wrześniu, tak skończyłem
dopiero kilka dni temu. Bez przerwy coś odrywało mnie od malowania, i
za cholerę nie mogłem ich skończyć… Efekt oceńcie sami. Szkoda tylko,
że zdjęcia wyszły tak, jak wyszły –bo w rzeczywistości figury wyglądają
nieco lepiej. Całość oceniam jako przyzwoity tabletop. Na zdjęciach nie
widać, jak napracowałem się nad trawą żeby sterczała zamiast leżeć (jak
to zwykle bywa ze statikiem). Sypałem ją z góry, a potem stroszyłem
naelektryzowanym długopisem. Wyszło nieźle. Na figurkach gdzieniegdzie
pojawia się kolor żółty. To przymiarka. Do czego? Niedługo zobaczycie.
czwartek, 20 listopada 2008
Stepowe diabły
Posted by Johnny on 17:47




0 komentarzy:
Prześlij komentarz