wtorek, 29 grudnia 2009

Przeciw Szkocji

John de Warenne, siódmy hrabia Surrey, przyglądał się ze spokojem, jak liczący blisko tysiąc konnych oddział zbierał się do wymarszu. Różnej majętności rycerze sposobili się do drogi, czemu towarzyszył typowy gwar i lekki zamęt. Pomimo sędziwego wieku, Warrene uparł się, by podróżować konno. Obok w kulbace siedział Hugo de Cressingham, skarbnik i zarządca Szkocji z królewskiego nadania. Persona znienawidzona przez północnych nieokrzesańców ale i mało popularna w samej Anglii. Wyraz poirytowania i zniecierpliwienia nie schodził z jego twarzy. Na Północy wrzało, zaczęło się powstanie. De Cressingham odpowiadał zaś za Szkocję bezpośrednio przed królem. De Warrenne był znacznie spokojniejszy. I choć konni wokół sprawiali co najmniej przeróżne wrażenie, obleczeni w pancerze i kropierze na europejską modłę, jak i w kolczugach i hełmach pamiętających jeszcze normańskie najazdy, jednego był pewien: gdy te szkockie pastuchy, ci miłośnicy wołowych kiszek, ośmielą się stanąć w polu, jego armia, a na jej czele pancerne chorągwie zakończą ich plugawy żywot i zgaszą chłopskie ruchawki, niemrawo wspierane przez część tamtejszej, jeszcze nie kupionej szlachty. Hrabia spojrzał na niebieską szachownicę na swej tarczy po czym skinął na rozkaz do wymarszu…

Tak właśnie zaczyna się moja przygoda z angielską armią z końca XIII wieku, którą król Edward I wysłał w celu stłumienie szkockiego powstania. Malowanie zacząłem od elementu generalskiego 3Kn. Inspiracji szukałem oczywiście w sieci, szperając za angielską heraldyką czy wzorując się na malowanych przez innych figurach. Postanowiłem też nieco ‘zaszaleć’ przy podstawkach imitując angielskie błoto. A przy okazji to ostatnia ukończona figurka/i w tym roku. Do przyszłego pewnie nie będzie okazji wziąć pędzelka do ręki. Mijający był modelarsko niezły. Oby kolejny nie był gorszy.

niedziela, 20 grudnia 2009

W szponach nałogu

Tak się czuję. Jak w tytule. Pisałem już wcześniej, że skala 15mm mnie prześladuje. Po Szkotach planowałem dłuższy z nią rozbrat, m.in. dlatego, że mam ‘co’ malować w większej, warhammerowej skali. Dzisiaj jednak po prostu nie wytrzymałem. Tym samym powstawanie kolejnej armii DBD mogę uznać za otwarte. To już trzecia w tym roku (a piąta na bazie Essexa w całym moim ‘dorobku‘), jaką maluję. Na początek element generalski 3Kn - w zasadzie generał we własnej osobie. Lista ta (IV/21) to historyczny przeciwnik szkockich piechurów. Niestety trochę nieopatrznie wybrana i wiem, że z jej ahistoryczności będę się musiał wytłumaczyć. Spokojnie, mam argumenty nawet rozwojowy plan, jak ją uzupełnić. Wybrałem ją też z myślą o pewnym scenariuszowym przedsięwzięciu. Ale na dzisiaj to wszystko. Na wszelki wypadek na ‘ławce oczekujących na malowanie’ umieściłem przedstawicieli obu skali. Zobaczymy, który ma lepsze plecy u trenera.

piątek, 18 grudnia 2009

Pierwszy samuraj

III/54  - Early Samurai - 900-1300 AD

O wiele lepiej wychodzi mi malowanie, czy czytanie cudzych tekstów. Zabrać się za opisanie własnej armii to dla mnie heroizm. Ale przyszedł czas na armię, którą postawiłem na półce kilka miesięcy temu. Od chwili, gdy trafiły do moich rąk figurki Zvezdy z samurajami, wiedziałem, że to jest to. Bardzo udane zestawy, dynamiczne pozy, no i cały ten klimat japońskiego miecza. Zdecydowałem się na zbudowanie armii opartej na liście III/54 Early Samurai. A że samo zrobienie armii to za mało, znalazłem wydarzenie, które dało tym wojskom „ducha”. Na głównodowodzącego tej armii wybrałem Yoshinake Minamoto (W pomarańczowym stroju, element Gen Cv). Był członkiem potężnego rodu Minamoto, żył w latach 1154-1184. Po początkowych sukcesach rodu Taira szala zwycięstwa przechyliła się na stronę rodziny Minamoto. Główne walki między tymi klanami to tzw. wojna Gempei - ???? - Gempei Kassen. Trwała ona w latach 1180 - 1185. Minamoto no Yoshinaka  był generałem, który zgromadził przy sobie zwycięską armię. Wypowiedział w 1180 roku znaczące słowa:
"Yoritomo (kuzyn Yoshinaki) wzniecił rewoltę i już przejął władzę w ośmiu wschodnich prowincjach. Być może wkrótce ruszy szlakiem Tokaido na stolicę. Ja, Yoshinaka, zagarnę wszystkie prowincje, leżące wzdłuż traktów Tusan i Hokuroku. Chcę, by mnie znano jako największego dowódcę w Japonii."

Okazało się to prorocze. Po początkowych klęskach, w 1183 w Shinoharze rozbija armię Tairów. Decydująca była bitwa na przełęczy Kurikara, gdy 2 czerwca 1183 roku, dzięki doskonałym posunięciom strategicznym rozbił 70 tysięczną armię Tairów, prawie doszczętnie ją wybijając. Posunął się dalej, aż do podpalenia pałacu cesarza i uwięzienia go areszcie domowym (faktycznie był to już eks-cesarz, gdyż 3 miesiące wcześniej cesarzem został 3-letni Gotaba). Jednak został zawiązany przeciwko Yoshinace spisek i ród Mianamotów wystąpił przeciwko niemu. Yoshinaka ponosi klęskę w Seto w 1184 roku, w trakcie tej bitwy ginie. Władzę nad rodem przejął Yoritomo (to ten, którego umieściłem w podstawce z obozem), który zresztą chciał później zgładzić nawet swojego brata. Powoli władzę Minamotów rozciągnął na całą Japonię. Ciekawostką jest to, że Minamoto Yoritomo (ten z obozu), w 1192 roku otrzymał od cesarza tytuł seii taishoguna, i od tego roku aż do 1868 realną władzę w Japonii sprawował szogunat. Yoritomo jest więc pierwszym szogunem.

Moja armia, to wojska dowodzone przez Yoshinakę właśnie w czasie wojny Gempei. Szukając oznaczeń rodowych odnalazłem informacje, że godłem Minamoto były trzy kwiaty goryczki na liściach bambusa (ten znak nazywa się Sasarindo). W zapiskach dotyczących bitwy na przełęczy Kurikara, są fragmenty które mówią o pojawieniu się białych sztandarów na przełęczy – pisane były ręką Tairów. Połączyłem biel z Sasarindo, zresztą później znalazłem w necie potwierdzenie takiego wyglądu sztandarów Minamoto.

Całą armię zbudowałem z figurek Zvezdy, zestawy 8017 - Samurai Army – Infantry, 8025 - Samurai Warriors – Cavalry i 8029 - Samurai Army Headquarters. Skala to oczywiście stara sprawdzona 72jka. Ze wszystkimi elementami alternatywnymi liczy ona 16 podstawek. Dzięki ciekawej konfiguracji wyboru elementów, można grać armią o mocnej części konnej: 4x 3Cv, łącznie z generałem, w wersji strzelającej,  3x 3Bw + 4Bw generalski, lub łuki zastąpić podstawkami 3Bd, dopełnieniem wojsk są podstawki 3Ax, wojownicy walczący bronią drzewcową yari, su-yari i naginata. Malowanie tych figurek jest bardzo wdzięczne – barwne stroje wojowników japońskich to okazja do bawienia się różnokolorowymi wzorami. Malując postaci Yoshinaki i Yoritomo wzorowałem się na rycinach pochodzących z ich epoki, tak wyglądające kolorystycznie zbroje nosili na sobie. Flagi nie są malowane ręcznie – nie czułem się na siłach malować takie wzorki – wydrukowałem gotowe sztandary. Oprócz wariacji z Sasarindo wykorzystałem też fragmenty sztandarów z japońskimi modlitwami (faktycznie noszonymi przez wojowników).

Mocnym kopem do malowania tych figurek był oczywiście film „Ostatni samuraj”. Klimat tego filmu na pewno każdemu daje pragnienie zobaczenia na stole powiewających sztandarów i blasku kling katan. Ja patrząc na to zjawisko na mojej półce zatytułowałem tą armię: „Pierwszy samuraj”.

Robert Pawlak











czwartek, 17 grudnia 2009

Świnka doświadczalna

Od ostatniego wpisu oznajmiającego zakończenie malowania szkockiej listy DBA na blogu cisza. Nie oznacza to wcale jednak, że próżnowałem. W międzyczasie bowiem malowałem spory kawał figurki (którą zaprezentuję w ramach nieco szerszego tekstu już w styczniu), przy okazji zmagając się z plagą chorób i nawałem pracy. Dzisiaj za to mały przerywnik, tytułowa świnka doświadczalna. Jest to plastikowy troll z zestawu Mines of Moria (tego samego, który dał mi możliwość blogowej zabawy z Drużyną Pierścienia w zeszłym roku). Oryginalnie zamierzałem poświęcić mu sporo czasu i jakoś potem na dutki zamienić, żeby mieć środki na inne zakupy. Ostatecznie jednak posłużył mi za próbnik doboru kolorów, które potem odtworzyłem na wielkiej, latającej bestii. Cóż, to jaskiniowe bydle będzie mi musiało wybaczyć, ale po prostu posłużyło wyższym celom. Tyle. No może nie do końca, bo trochę jestem zaniepokojony brakiem cierpliwości i dbałości w malowaniu większej skali, niż 15mm. Być może to efekt tego, że przez ostatnie sześć miesięcy 'tłukłem' wyłącznie te maleństwa? Tia...

środa, 25 listopada 2009

Flůr na h-Alba

IV/16  - Scots Common Army  - 1124-1512 AD

Było tylko kwestią czasu to, że w mojej przygodzie z duetem DBA&historia pojawią się Szkoci. Dlaczego? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Najprościej? W poprzednim wcieleniu byłem Szkotem. Chyba. Bo jak inaczej wyjaśnić graniczące z obsesją zamiłowanie do tego, co szkockie (a z tego, co szkockie,  znam niestety niewiele)? Bo komu przyspiesza serce na widok szkockich krajobrazów, kto daje się porwać tonom szkockiej muzyki i instrumentów, kto szpera w Internecie w poszukiwaniu historii tego kraju, kto na przebieraną imprezę ubiera kilt (a raczej jego imitację)? Myślę, że nawet dałbym radę zjeść haggis, nie mówiąc o innym quasi kulinarnym majstersztyku, jakim niewątpliwie jest szkocka whiskey. Tak, to musi być reinkarnacja. Moja żona twierdzi nawet, że musiałem zginąć pod Falkirk od strzały angielskiego łucznika. Śmiałe.

Gdy myślałem o dzisiejszym tekście, to zacząłem oczywiście od interpretacji przyjętego w liście IV/16 okresu czasowego. 1124AD to początek panowania Dawida I, króla reformatora. Rok 1512 to z kolei  przedostatni rok panowania króla Jakuba IV, który poległ rok później w bitwie pod Flodden Field, uznanej za jedną z największych klęsk militarnych w historii Szkocji (a zarazem za zmierzch szkockiego schiltronu). Sednem sprawy jest jednak to, co zdarzyło się w międzyczasie, a konkretnie na przełomie trzynastego i czternastego stulecia. Wówczas wybucha powstanie przeciw Anglikom, zaczynają się szkockie wojny o niepodległość, Szkocja odzyskuje na dwa wieki wolność. Historia ta związana jest oczywiście z licznymi bitwami, że wymienię te chwalebniejsze jak Striling z 1297 czy Bannockburn z 1314 roku oraz głównymi aktorami tamtejszych wydarzeń w osobach Williama Wallac’e i Roberta Bruce’a. Przy tej okazji nie mógłbym pominąć tematu „Braveheart”, filmu z 1995, który w porywający, aczkolwiek nie do końca zgodny z historią (wizja scenarzysty) sposób przybliża nam szkockie zmagania z angielskim najeźdźcą. Co do zgodności filmu odsyłam do sieci w poszukiwaniu listy wszystkich, scenariuszowych ‘uchybień’. Kto nie musi o to dbać, niech sobie daruje. Tym niemniej na poniższych zdjęciach nie znajdziemy kiltów. Kropka.

Chciałem nieco napisać o historii samej armii, ale stwierdziłem, że po prostu wykorzystam istniejące źródło – wszystkich spragnionych poszerzenia wiedzy zapraszam do tekstu autorstwa Roy’a Beers’a, publikowanym na legendarnym Fanaticusie.  Dlatego od siebie tylko kilka zdań około modelarskich.


Przytaczając jeszcze raz to, co napisałem na swoim blogu, użyłem bardzo oszczędnej palety kolorów do pomalowania kolekcji. Dzięki temu, ta złożona niemal wyłącznie z piechoty armia, prezentuje się tak, jak chciałem – buro, brudno, biednie ale zadziornie. Szukając w miarę historycznej kolorystyki wzorowałem się w ostateczności na zdjęciach z rekonstrukcji bitwy pod Bannockburn z 1314 roku, które znalazłem w sieci.  Wyjątkiem jest element generalski 3Kn. Oprócz chorążego (zbliżony w kolorystyce do piechoty), na podstawce znalazł się oczywiście Robert I Bruce (ten żółto-czerwony) w królewskich kolorach heraldycznych oraz Alan Randolph (z czerwonymi zdobieniami na tarczy), obaj uczestniczący we wspomnianej, wygranej przez Szkotów bitwie.  Choć kolekcję zakupiłem z myślą o odtworzeniu na stole bitwy pod Stirling, to na generalskim elemencie nie mogło po prostu zabraknąć szkockiego króla. Wracając do malowanej piechoty, to oczywiście wyzwaniem z serii „nudzę się po drugim, takim samym elemencie” było pomalowanie 10 podstawek 4Pk (łącznie 40 figurek), reprezentujących słynny szkocki schiltron, czyli najeżoną włóczniami formację pieszą, której taktycznym udoskonaleniem z powodzeniem zajął się wspomniany wyżej Robert „Waleczne Serce” Bruce (tak, tak – to jego przydomek). Odpoczynkiem od seryjnej pracy były pozostałe piesze elementy-przerywniki. Łuczników skroiłem na czerwoną modłę, psiloi maksymalnie ubogo zaś szkockie warbandy mają z zamierzenia prezentować tych walecznych ‘highlandersów’, którzy przyłączali się do armii. Ponieważ producent figur (czyli Essex) nie wyposażył mnie w zestawie w jeden element 3Wb, a zależało mi na kompletnej armii, postanowiłem przejrzeć swoje skromne zasoby by wreszcie wykoncypować, że złożę go z walecznych mnichów. Czemuż by nie? Mnich też kawał chłopa, a wściekły, szkocki mnich z wielką maczugą to kawał niebezpiecznego chłopa. Mówiąc poważnie, dzięki temu mam w kolekcji jeden nietypowy element Wb. Wreszcie obóz – usypany wał ziemny plus drewniana palisada, koniecznie nieco ‘niechlujna’ (wszak to nie precyzja rzymskiego legionisty). Poziom całości to oczywiście przyzwoity ‘table top’. Z armią uwinąłem się szybko, bo w miesiąc z kawałkiem (szybciej niż Zwierzak ze Spartą! A co!). Przypomniała mi moją szkocką obsesję, odświeżyłem ulubione płyty z muzyką, marszami, znów zacząłem snuć plany o podróży – krótko mówiąc, sprawiła kolekcjonerską przyjemność i nie tylko. Na pewno będę chciał nią zagrać na najbliższym turnieju DBA w grudniu. Zakupiłem również historycznego, angielskiego przeciwnika, na którym będę się mścił za Falkirk. Nemo me impune lacessit.

Adrian Stolarczyk











RSS FeedRSS