"Sam nie wiem lepiej. W imię Boże zróbmy tak" te słowa wyrzekł Hindenburg do Luderdorfa w specjalnym pociągu zmierzającym do Malborka, po przedstawieniu mu planów nadchodzącej operacji. Operacji, o której mowa w książce Piotra Szlanty "Tannenberg 1914 r.", wydanej w popularnej serii Historyczne Bitwy, wydawnictwa Bellona.
Tytułem wstępu wyjaśnię, że ten okres i ta konkretna bitwa (lub operacja w zasadzie), jest mi szczególnie bliska, ponieważ urodziłem się w Olsztynie i jestem rdzennym Warmianinem. Czytając opracowania dotyczące tej ważnej dla przebiegu I WŚ operacji, dowiaduję się często o zdarzeniach pełnych dramatyzmu, które działy się w miejscowościach, które dobrze znam, w których bywałem, przez które przejeżdżałem. Co ważniejsze, zdarzenia te wciąż żyją we wspomnieniach ludzi starszych, rodzin autochtonów warmińskich i mazurskich, które to burzliwa historia naznaczyła śmiercią kogoś bliskiego, zniszczeniem gospodarstwa. Wiecie jak niesamowicie czuje się chłopak (czyli ja) zbierający z dziadkami grzyby w lasach pod Olsztynkiem, w których konała 2. Armia? Albo myszkujący po pozostałościach twierdzy Boyen, które można do dziś zobaczyć odwiedzając Mazury?
Książka jest popularnonaukowym opracowaniem ilustrującym przebieg jednej z bitew I WŚ. Sprawnie napisana, z dużą ilością smaczków, okraszona jest fantastycznymi czarno-białymi fotografiami, mapami oraz Orde de bataille, które powodują, że czyta się ją z dużą przyjemnością i zaciekawieniem. Bardzo przejrzysta kompozycja opracowania pozwala zrozumieć cały przebieg skomplikowanego manewru Niemców, którego śmiałość i sposób wykonania, przypominają w stylu samego Napoleona Bonaparte. Niemcom udało się z położenia środkowego wymanewrować i pobić w osobnych bitwach 2 armie rosyjskie, korzystając, mimo przewagi sił przeciwnika, z wolnej przestrzeni operacyjnej na własnych, wewnętrznych liniach komunikacyjnych!
Wstęp do książki warto przeczytać uważnie, ponieważ autor pokrótce przedstawia tam sytuację geopolityczną oraz charakteryzuje siły zbrojne obu adwersarzy, wskazując na istotne zmiany i reformy armii niemieckiej i rosyjskiej. Dowiedzieć się można sporo na temat uzbrojenia, organizacji i doktryn obu armii oraz szczegółowo już zapoznać się z charakterystyką 1. i 2. Armii rosyjskiej oraz 8. Armii niemieckiej, ich składem oraz celami działania. Ciekawe są krótkie notki biograficzne gen. Samsonowa (2. Armia rosyjska) oraz gen. Rennenkampfa (1. Armia rosyjska).
Kolejna cześć książki, daje obraz bałaganu i niesnasek między oficerami, będących potem jedną z przyczyn klęski Rosjan w nadchodzącej operacji. Jak zajadle można nie kłócić się ze swoim szefem sztabu...? Znajdziecie tu również zwięzły opis topografii terenu przyszłych działań i problemów z nią związanych. Pierwsze starcia rozpoczynają się od utarczek z rosyjskimi oddziałami kawalerii, których cześć weszła do walki już 12 sierpnia 1914 r.
Wraz z wkroczeniem na teren Prus sił 1. Armii Rennenkampfa rozpoczyna się seria rozdziałów, stanowiących trzon książki, opisujących sam przebieg operacji. Mamy więc pierwsze boje pod Stołupianami i Gąbinem, bardzo ważne bitwy, będące preludium do nadchodzącej katastrofy. Samodzielną decyzja rzutkiego i odważnego dowódcy I Korpusu, gen. Francoisa, o marszu na nieprzyjaciela, która spowodowała pobicie jednego z rosyjskich korpusów i praktycznie wyłączenie z walki 27 DP rosyjskiej. Piszę o tych zdarzeniach, nie po to żeby przedstawiać wam treść książki (musicie sami ją przeczytać), ale żeby wskazać na charakterystyczną dla tej operacji postawę dowódców niemieckich, bijących na głowę kompetencjami, odwagą i śmiałością swoich rosyjskich przeciwników. Był to jeden z czynników decydujących o świetnej niemieckiej wiktorii, a wyczyny gen. Francoisa polecam śledzić przez całą operację. Postać tego oficera wyjątkowo silnie przebija się z kart całej książki i prezentuje go, mimo hugenockiego pochodzenia, jako wybitnego pruskiego oficera polowego. Niezrozumiała decyzja Prittwitza o generalnym odwrocie 8. Armii na linię Wisły, doprowadza do jego dymisji i powołania przez szefa Sztabu Generalnego na stanowisko dowodzącego 8. Armią Hindenburga; doświadczonego oficera, będącego już w stanie spoczynku. To też bardzo charakterystyczna sprawa, ponieważ w przeciwieństwie do niekompetentnego i tchórzliwego często korpusu oficerskiego Rosjan, niemieccy oficerowie niższego szczebla, rzetelnie oceniając szanse 8. Armii, potrafili doprowadzić do dymisji niekompetentnego defetystycznego przełożonego. Świadczy to zarówno o kompetencji, jak i odwadze cywilnej oraz duchu walki panującym wśród niemieckich oficerów. Zaiste w porównaniu z opisanymi w następnych rozdziałach krętactwami Artmanowa, który kłamał w meldunkach na temat swojego położenia, żeby nie brać udziału w walkach, samowolą Samsonowa i niekompetencją niejakiego Żylińskiego, jest co podziwiać...
Przygotowania do wielkiej operacji zaczepnej, zaczynają się wraz przybyciem, pociągiem specjalnym do Malborka, Hindenburga i jego szefa sztabu Ludendorfa. W tymże pociągu padły podobno zacytowane na początku tekstu słowa. Ciekawe, że panowie nie znali się wcześniej, co w moim mniemaniu również dobitnie świadczy o jakości niemieckich oficerów. Oto znający się na swojej pracy zawodowcy konferują w pociągu i dzięki kompetencji i doświadczeniu obmyślą jedną z najśmielszych operacji I WŚ.
Kolejne rozdziały książki rozpisujące dzień po dniu walki 26 - 31 sierpnia 1914 roku są dokładnym opisem działań wymierzonych przeciwko armii Samsonowa. Przeczytać w nich możemy o błędach Samsonowa, takich jak samowolne poszerzenie kierunku natarcia, bierności Rennenkampfa i niekompetencji ich przełożonych. Dokładny opis działań 8. Armii, pokazuje jak udaje się manewr oderwania od przeciwnika, przegrupowania się, a potem zastawienia gigantycznych sideł na idącą w sierpniowym upale Armię Warszawską.
Skala pomyłek i błędów popełnianych przez Rosjan jest porażająca; zaczynając od ogromnych problemy z aklimatyzacją, powodujących umęczenie wojska, poprzez tchórzostwo dowódców, aż po problemy z łącznością. Jedną z przyczyn klęski Rosjan jest karygodne zignorowanie środków bezpieczeństwa objawiające się nadawaniem meldunków i rozkazów otwartym tekstem przez radio, co niemiecki sztab wykorzystał w iście morderczy sposób. Następuje jakby efekt domina: na śmiałe działania strony niemieckiej, na zaciskającą się na ofierze pętlę, Rosjanie z kompletną nieświadomością nakładają lawinę bledów, kompromitacji i pomyłek. Kończy się to rzezią umęczonej 2. Armii, wziętej w kocioł w okolicach Olsztynka i samobójstwem jej nieszczęsnego dowódcy. Dramat tysięcy dzielnych i odważnych żołnierzy (przykłady odwagi których widać w porównaniu z „wyczynami” dowódców), kończy się śmiercią, niewolą, kalectwem. Mimo dzielności swoich żołnierzy, "zamaszerowana na śmierć" 2. Armia przestaje istnieć. Wczytajcie się uważnie w te dramatyczne wydarzenia. W sumie można je ująć zbiorczą nazwą "jak przegrywa się bitwy".
Ostatnim rozdziałem, kończącym opis całej operacji, jest opis jesiennej bitwy nad jeziorami mazurskimi, którą wygrała 8. Armia. Po przegrupowaniu się i uzupełnieniu sił, Niemcy uderzyli na zachowującego się do tej pory dość biernie Rennenkampfa i zepchnęli jego armię, po zadaniu jej sporych strat, na jej pozycje wyjściowe.
I to już koniec działań niemieckich przeciwko 1. i 2. Armii rosyjskiej. Cała operacja skończyła się straszliwą klęską Rosjan i kompromitacją ich dowództwa. Pokazała ona, że wojna nie jest zabawą dla niekompetentnych amatorów, i że żeby, wygrać wszystkie elementy, takie jak morale, dowodzenie, łączność, bojowość, muszą być zgrane i dopracowane. No, i że bitwy wygrywa sprawny sztab i dzielni żołnierze, a nie same działa i karabiny. Podsumowanie bitwy i dalsze losy jej uczestników poznacie w epilogu kończącym zasadniczą część książki. Potem już tylko mapy, bibliografia, Orde de battalie i poczucie niedosytu... które powinno zniknąć po przeczytaniu drugiego tekstu ściśle powiązanego z powyższą recenzją.
Piotr Szlanta, Tannenberg 1914, wydawnictwo Bellona
Cezary Opaliński



0 komentarzy:
Prześlij komentarz