czwartek, 6 grudnia 2007

Wiecie choć gdzie Chiny leżą?

Dyskusję na temat naszego bycia, lub niebycia w Europie słychać tu i ówdzie cały czas, głównie w kontekście sporów politycznych. Od nich jednak ważniejsze są nasze prywatne odczucia, te całkiem codzienne i zwyczajne. Tutaj oczywiście najbardziej istotne są porównania dotycząc spraw dla nas kluczowych, jak zarobki i ceny produktów niezbędnych do przeżycia, ale przecież i hobby też musi się gdzieś tam zmieścić. Co prawda nigdy zbyt dokładnie nie przyglądałem się temu jak to się u nas zmienia, ale mam wrażenie, że obecnie gry wojenne w Polsce mają się znacznie lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, może właśnie dzięki większemu otwarciu na świat?

Dzięki Internetowi mamy stały podgląd w oferty najprzeróżniejszych producentów związanych z rynkiem gier. Zamówienia indywidualne u źródła są coraz bardziej popularne i decyduje się na nie coraz to większa liczba ludzi. Jednocześnie dystrybutorzy, często ludzie młodzi, zakładający swój pierwszy duży biznes, dostarczają wprost na sklepowe półki produkty, jeszcze niedawno niewidywane w naszym kraju. AT-43, Infinity, Starship Troopers, Dungeons and Dragons, Hordes, Warmachine? Proszę bardzo! Gry fantasy u nas to już nie tylko Warhammer. Coś historycznego? Znudził się Mein Panzer? Już podaję: Warmaster Ancients, Principle of War, Grande Armee, American Battlelines, Flames of War, Cold War Commander? Co podać?

Kolega zwiedzający ostatnio Nową Zelandię podesłał kilka zdjęć ze spotkania ichniego, mającego już przeszło trzydziestoletnią tradycję, klubu graczy gier wojennych. Prócz prasy właściwie nic mnie nie zaskoczyło, wszystko mamy i u nas. A z prasą też robi się u nas coraz lepiej. Tu i ówdzie widuję kupowane pisma branżowe, a jeden z internetowych sklepów internetowych został niedawno dystrybutorem magazynu Ancient Warfare, który recenzowałem ledwo dwa miesiące wstecz na łamach Bitewnego Zgiełku.

Z planszówkami też jest całkiem dobrze, gry wydawane przez najbardziej znane wydawnictwa pojawiają się na naszych stołach niemal tak szybko jak u Amerykanów. Świat staje się mniejszy. Również sami próbujemy naśladować zachodnie produkcje i wydawać podobne gry w Polsce. Wystarczy wspomnieć choćby o Bonaparte czy ostatnio Hannibalu Barkasie, jako przykładach nowego spojrzenia na produkowanie gier planszowych.

Mamy też coraz więcej konwentów dla strategów. Wojenny Młot zamienił się z turnieju w klasyczny Games Day, mamy Armageddon i Lubelskie Manewry Strategów dla planszówkowców, Grenadiera i Pola Chwały dla fanów gier historycznych i nieco osamotnionego Bazyliszka dla fantastów.

Nawet strona internetowa web komiksu o Larrym Leadheadzie podnosi na duchu. Jesteśmy w pierwszej dziesiątce krajów, ludzi odwiedzających tę witrynę! A z całą pewnością nie wchodzą na nią ludzie, którzy o wargamingu nie mają pojęcia, co to, to nie.

Jeśli do tego wszystkiego dodamy, że Funt leci na łeb na szyję i spadł poniżej pięciu złotych ku uciesze wszystkich tych, którzy na wyspach, w skarbnicy dla wargamerów, kupują swoje zabawki, to obraz zrobi się coraz bardziej różowy. Jesteśmy w Europie! Może dopiero jedną nogą, ale za to postawioną pewnie i całą stopą dotykającą ziemi! Macie podobne wrażenie, a może inne?

Wiecie już gdzie Chiny leżą? Ja wiem, tutaj!

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS