Po domalowaniu klejnotów i kopyt książęcego rumaka (Brutal! Klejnoty specjalnie dla Ciebie!) przyszła pora na samego księcia. Ponieważ ostatnio maluję naprawdę małymi krokami, zdążyłem nałożyć raptem pierwszą warstwę kolorów podstawowych. Na razie nie jestem jeszcze pewien niektórych fragmentów, ale coś się już zaczyna wyłaniać z całości. Powiedźmy, że jakiś mglisty efekt docelowy.
Przy tej okazji nieco się pośmiałem z małego wypadku. Jak to w takich sytuacjach bywa, gdybym celował, to bym nie trafił. Czyli słów kilka o sile przypadku. Kiedy chciałem nałożyć farbę na twarz, wymieszałem dość mocno pojemnik, z którego, przy otwieraniu pokrywki, chlusnęło cielistym kolorem. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby gigakropla nie spadła właśnie centralnie na twarz!
W zamierzeniu miałem dzisiaj po powrocie z pracy kontynuować zmagania z Tyrionem. Ale, ku mojej wielkiej radości, znalazłem w domu paczkę. I to nie byle jaką paczkę - moje pierwsze zakupy do Ogniem i Mieczem! Na początek, jak już pisałem ostatnio, kupiłem dwa zestawy. Na razie zajrzałem do środka, zachwyciłem oczy i duszę, po czym schowałem wszystko do pudełek. Korci mnie, żeby znowu wyjąć i zabrać się za prace nad Moskwą. Ale powoli, powoli. Takimi rarytasami trzeba się delektować. Wkrótce więcej na temat tychże delicji.


4 komentarzy:
Od przybytku głowa ponoć nie boli, machaj też te 15:)
Ciekaw jestem tej Twojej Moskwy, widziałem w sklepie Wargamera figurki na żywo pomalowane, wyglądały bardzo dobrze:)
No to teraz już pozostaje Ci tylko technikę "malowania kroplą" przenieść na 15mm! ;D
I przestań mnie kusić kolorowymi pudełkami! Przecież tych kurdupli to się nawet pomalować nie da! ;P
Bardzo dobry detal twarzy. Jak robisz oczy?
Normalnie się udławiłem ze śmiechu po komentarzu Gobosa...
Prześlij komentarz