Nowa edycja Kings of War, do której leci juz do mnie książka (!), zmotywowała mnie do skończenia oddziału, który stał w piwnicy, z pomalowaną podstawka i w czarnym podkładzie, już dobre trzy czy cztery (jak nie pięć!) lata. W armii mam dwa regimenty żywiołaków oraz dwa większe żywiołaki ale mniejszego oddziału nie miałem. Aż do ostatniego tygodnia, gdzie pomalowałem go w niecałe 2 godziny.
Trochę żal, że całość musiałem zabezpieczyć poliuretanowym, błyszczącym lakierem (pewnie psiknę ich satyną żeby zbić połysk) ale to modele metalowe (już zabytek, do od dawna można je kupić w żywicy albo zwyczajnie wydrukować) i ich waga byłaby powodem uszkodzeń farby.
Kiedy kończyłem malowanie, przyszła starsza córa spytać co maluję. Jak powiedziałem, że żywiołaki, to powiedziała, że też chce. A, że miałem kilka właśnie z druku, wzięliśmy się do roboty. Było to trochę jak malowanie z instrukcją ale przyznam, że całość wyszła świetnie a podstawka zainspirowała mnie i pewnie w tym stylu pomaluję kolejną kompanię do Champions.









2 komentarzy:
Fajne rzeczy! Podstawkę super klimat mają!
No to żeś odwalił kawał robotyz tym efektem wody i rybami! Chyle czoła.
Ps. Misio i figurki 5 lat w podkładzie... to chyba jakiś urban legend i teoria spuskowa ;)
Prześlij komentarz