środa, 16 stycznia 2008

Oddaj marchewkę chuliganie!

Głupoty się mnie trzymają, nie ma co. Postanowiłem, że nie będę się rozdrabniał na blogu i wrzucał poszczególnych elementów z armii, nad którą pracuję. Jednak w ramach żartu zrobiłem zdjęcie elementu Hd jeszcze przed przyklejeniem całej siódemki na podstawkę. Centralnym punktem jest miniatura Boromira, przygotowana do malowania już jakiś czas temu (stąd jego nieco mroczna aparycja). Dumny syn namiestnika Gondoru otoczony jest wianuszkiem niewielkich postaci, które bynajmniej nie maja przyjaznych zamiarów. Widły, pałki, siekierki - oj, ktoś się musiał narazić małym ludzikom dewastując ich ukochany kraik. Czyżby grządki z dorodną fasolą zostały zdeptane, krzaki z soczystymi pomidorami zszabrowane? Czy ktoś w akcie bezmyślnego wandalizmu potrzasnął gruszą, zżarł maliny lub wyrwał stokrotki? Nie wiem, ale boje się podejść do tej nerwowej czeredki, która coś gniewnie pokrzykuje. Jak to idzie? Aha… oddaj marchewkę chuliganie jeden!

środa, 9 stycznia 2008

Dwa podboje

Od kilku dni jestem szczęśliwym posiadaczem czwartego numeru magazynu Ancient Warfare. Ten szczególnie mnie ucieszył, bo jego temat przewodni to podbój Hiszpanii, ten zaś świetnie koresponduje z moją, powstającą powolutku armią iberyjska do DBA. Trochę nowych, cennych informacji, trochę tekstów rozszerzających moje spojrzenie na pewne sprawy i od razu człowiek chętniej chwyta za pędzel, bo koniec pracy jeszcze daleki.

Z numeru dowiadujemy się jeszcze o jednym podboju, a mianowicie podboju serc polskich czytelników przez ten, reklamowany już na Bitewnym Zgiełku, magazyn. Od jakiegoś czasu ma on w Polsce swojego dystrybutora w postaci sklepu internetowego Wanax.pl, o czym z podnieceniem informowały tematyczne fora internetowe. Nawet jednak posiadając tę wiedzę, zdziwiłem się mocno, kiedy na szóstej stronie, najnowszego numeru Ancient Warfare, zobaczyłem dużą reklamę Wanaxa. Ha! Tak trzymać pomyślałem, bo nie wiedziałem, co czeka mnie dalej. A dalej było znacznie lepiej, bo oto na stronie dwudziestej drugiej, zamieszczony został artykuł o jeździe Sasanidów, autorstwa naszego rodaka, Patryka Skupniewicza, zilustrowany obrazkami innego naszego rodaka Dariusza Wielca. Brawo panowie! Świetna robota! Mam nadzieję, że za waszym przykładem pójdą kolejni autorzy z naszego kraju, wszak mamy u nas ludzi zdolnych, którzy sporo mogą wnieść do tworzenia tego, naprawdę godnego uwagi, pisma.

Leidang po norwesku...

Słowo się rzekło, praca wre - tak mogę podsumować dalszy ciąg trudzenia się nad szwedzką armią wikińską kolegi Boba. Właśnie zakończyłem malowanie czwartego elementu Bd - jak więc widać, kolejny drakkar zawinął do przystani (prezentowanej w moim poprzednim wpisie blogowym). Ponieważ elementów typu Bd jest najwięcej w przygotowywanej armii, bo aż dziewięć (w tym generalski), postanowiłem, że zajrzę lwu w paszczę i odwalę najbardziej monotonną robotę na początku. Kilka słów o pomyśle. Konwencja podstawek jest banalna - korek, malowany następnie suchym pędzlem. Co za tym stoi? Chciałem oddać charakter krain, z jakich pochodzili owi piraci, szczególnie zaś fiordy. Dlatego prezentowane figurki stoją jakby na skale, bacznie obserwując przeciwnika. Z kolei przyjęta kolorystyka miniatur wzorowana jest na niczym innym, jak wojownikach Rohanu - jestem miłośnikiem tychże, podobnie jak i farby Dark Angels Green. Dlatego prezentowane elementy są wyrazem moich małych miłostek modelarsko-fabularnych. Nadto uznałem, że nic się tak dobrze nie komponuje z głęboką zielenią, jak kolor żółty, stąd dominuje on na przykład w zdobieniach tarcz. Oczywiście pomysł nie jest odkrywczy.
Uspokajam, że dominująca zieleń zostanie złamana przy malowaniu kolejnych elementów. Mniej dostojne od Bd formowane były zapewne z warstwy niewolnej (np. Bw czy Ps), stąd planuje nieco jaśniejsze barwy. Druga czwórka Bd z kolei ma zdecydowanie inny wygląd, znajdą się tam więc i skórzane kurty. Ale to opowieść na inny dzień. Tymczasem zastanawiam się, czy przy dość pospiesznych pracach malarskich nie gubi się gdzieś staranność a przez to cierpi efekt końcowy. Tempo jest bowiem pospieszne i zaczynam dochodzić do wniosku, że oczyszczanie i szlifowanie 15mm miniatur przed nałożeniem podkładu, stanowi spory kawał pracy i w sumie jest spora bolączką - nudne to jak wszyscy diabli. Szlifując prezentowych brodatych koleżków, byłem tak znużony i znudzony tą czynnością, że podczas towarzyszącej temu rozmowie rzuciłem w przypływie złości: Leidang po norwesku znaczy… piep… piłowanie!

niedziela, 6 stycznia 2008

"Morza szum..."

Stara, dobra piosenka…. W tym roku nie próżnuję, jeśli chodzi o malowanie. Bilans całkiem przyzwoity, ale i punkt odniesienia niereprezentatywny - za nami raptem pięć dni stycznia. Idąc nieco pod prąd planom malarskim zabrałem się za Wikingów kolegi Boba, którymi ma on zamiar spróbować własnych sił w DBA podczas najbliżej kampanii. Mam już oczywiście pomysł kolorystyczny dla tej armii, wykonałem próbę na elemencie Bd. Użyta paleta jest stosunkowa ograniczona, barwą dominującą ma być kolor zielony. Nie trudno zgadnąć, skąd czerpałem inspirację. Czy jest to historycznie możliwe? Nie wiem.
Nietypowo, bo zaraz za prototypowym, pierwszym elementem Bd, przygotowałem obóz wspomnianej armii. Obejrzałem nieco rzeźbionych runami głazów wikińskich, widziałem również rysunek poglądowy przystani. Pomysł więc polegać miał na tym, że gdzieś na skalistym wybrzeżu skandynawskim stoi sobie samotny głaz, w jego pobliżu zaś załoga drakkaru rozbiła obóz. Miejsce jest zapewne do tego przeznaczone, skoro przy brzegu wznosi się solidny pomost, przeznaczony do cumowania. Materiały wykorzystane do oczywiście korek i styrodur; całość została następnie pomalowana i okraszona morskiej barwy zielskiem. Ta marna imitacja wody, to mieszanka dwóch kolorów i wikolu. Chyba jednak kleju jest zbyt mało, ponieważ warstwa jest bardzo cienka. Muszę odwiedzić sklep modelarski z prawdziwego zdarzenia i zakupić profesjonalny materiał do wykonania imitacji wody.
Niemniej dzięki opisanym niewielkim wysiłkom kolejne drakkary będą mogły spokojnie przybić do brzegu, a szykująca się do łupieżczego wypadu drużyna urośnie w siłę. Myślę, że nastąpi to stosunkowo szybko, ponieważ kolejne figurki szwedzkich piratów morskich są już gotowe. Całą armię chciałbym pomalować do połowy lutego, żeby mieć czas na skończenie Sasów - przyznam jednak, że zaczynam się do niej przywiązywać i nie jestem pewien, czy oddam ją Bobowi.

piątek, 4 stycznia 2008

Obozu ćwierć...

No i przyszły swięta Bożego Narodzenia roku pańskiego 2007, a wraz z nimi długo oczekiwana chwila przerwy od wszelkiej pracy umysłowej. Czas było zabrać się za pracę – ale i przyjemność – kinetyczno-artystyczną. Jak z taśmy poszły kolejne figurki, uprzednio przygotowane wiele tygodni wcześniej. I tak narodził się element ciurów do bułgarskiego obozu oraz 16 figurek bizantyjskich skutatoi (mam nadzieje, że nie pomysliłem, piszę z pamieci). Niestety samego bułgarskiego obozu nie udało mi się skonstruować z prostego powodu: braku zamówionego w essexie namiotu. Przezwyciężając jednak problemy mieszkaniowe starannie wykończyłem cały element obozowiczów i umiesciłem w pozie jakiejś bliżej nieokreślonej scenki rodzajowej. Worki na podstawce wykonane zostały z zielonego-czegoś (green stuff) i prezentują według mnie znośny poziom, jednak nie wymagały wielkiej biegłości w uzywaniu narzędzi modelarskich. Bizantyjczycy zaś porządnie wykończyli moje siły, ale także podniesli na duchu. Stosunek szybkość malowania/jakość jest naprawdę na bardzo wysokim poziomie. Moje serce modelarza naprawdę urosło przez te parę godzin. Nawet zaczęły krążyć myśli o tym, jakże wspaniale byłoby zagrać takimi figurkami w WHB... brrr, czasem sam się siebie boję.

Kończę i wracam do pędzla... przede mną jeszcze sporo do zrobienia... przede wszystkim zastanowienie się o czym pisać w blogu, bo na razie to wszystkie wpisy są telegraficznym skrótem poczynionych wysiłków... a gdzie wzniosłe wywody, które znaleźć można w blogach kolegów...? ehhh jak ja bardzo czasem potrafię być zazdrosny.

RSS FeedRSS