piątek, 12 września 2008

Meriadok

Zaryzykuję stwierdzeniem, że Merry to mój ulubiony hobbit z Trylogii. Powodów znalazłbym kilka. Fakt, że z całego Shire najbardziej lubiłem wątek wschodniego Bucklandu, Zielonego Muru pewnie za tym przemawia. Kuzyn Brandybuck pokazał się nadto jako jeden z najbardziej obeznanych z zewnętrznym światem hobbitów, prowadził Drużynę przez Stary Las i rzadko trącił rezon w trudnych sytuacjach. O mojej sympatii decydują zapewne jego dalsze przygody i dokonania - np. podróż z Jeźdźcami Marchii czy pojedynek z Czarnoksiężnikiem. Nie bez znaczenia jest jego ogólnie znana wesołość (stąd skrócona forma imienia) oraz dyskretna opieka, jaką otaczał postrzelonego Pippina wyciągając go bezpiecznie z różnych przygód
MiSiO, Merry jest dla Ciebie. Często wyciągasz mnie ze zgiełkowych tarapatów a twoja pogoda ducha, entuzjazm i wesołość zawsze wprawiają mnie w świetne samopoczucie. Tak trzymaj!

czwartek, 11 września 2008

Boromir

Pochorowałem się, nie ma co. Szkoda strzępić języka na podłe samopoczucie i ogólne zdenerwowanie, w jakie mnie mój obecny stan wprowadził. Leżąc sobie spojrzałem na półkę, na pudełko do zestawu Kopalni Morii, które recenzowałem nie dalej jak w marcu. Wydałem na nie sporo kasy i jak dotąd zakup ten marnował się bezproduktywnie na szafce. Wstałem, wyjąłem farby i pomalowałem jednego z kompanów Drużyny Pierścienia.
Boromira, bo o nim mowa, nie trzeba nikomu przedstawiać. Wielki wojownik Gondoru, syn namiestnika i postrach Mordoru. Jego czyny i losy opisano aż nadto dobrze w innym miejscu. W ekranizacji epickiej powieści odtworzył go Sean Bean. Właśnie na jego kreacji oparto wzór prezentowanej tutaj figurki. Nie będę dyskutował z twórcami filmu, a do samego aktora nie mam większych zastrzeżeń. Jednak czytając setki razy Trylogię miałem o nim zupełnie inne wyobrażenie. W każdym bądź razie malowanie jest w znacznej mierze oparte na propozycji filmowej. W przypadku podstawki zdecydowałem się na oszczędny, skromny pomysł, ubarwiony nieco czerwonym krzakiem, który mógł w jakiś sposób przecież zadomowić się w ciemnych zakamarkach krasnoludzkiej stolicy.
Przy okazji przypomniał mi się jeden z komentarzy Czarka, dotyczący wspomnianej na początku recenzji: Szeperd pewnie pomaluje te figurki super jak zwykle, już nie mogę się doczekać. Czarku, w związku z wiarą w moje umiejętności dedykuję Ci dzisiaj Boromira. Przy okazji chciałem też podziękować za wkład z Bitewny Zgiełk, wszystkie pomysły, teksty i zdjęcia. Również za pozytywny przekaz, jaki zawsze kierujesz pod moim adresem. I pomyśleć, że nigdy się nie spotkaliśmy.

środa, 10 września 2008

Mroczny kontynent strajksbek


Czyżby powrót?

Wypadłem na dobre z warhammerowj praktyki - to już prawie rok od ostatniej bitwy. Ogólnie rzecz biorąc słabo śledzę też ostatnie poczynania firmy Games Workshop. Była jakaś premiera nowego kodeksu Wampirów, coś tam jeszcze grzebali w Chaosie. No i nie dalej jak w sierpniu koledzy z Wysp wypuścili na rynek wznowioną edycję armii Dark Elves - odświeżyli kodeks, rzucili do sklepów kilka nowych wzorów. A niech to, pomyślałem, i zakupiłem księgę. Przyznam, że z całkiem sporym apetytem na reaktywację własnych pasji. Czy do niej dojdzie, trudno powiedzieć. W tzw. międzyczasie postanowiłem się podzielić spostrzeżeniami na temat kodeksu mrocznych mieszkańców jeszcze mroczniejszej Północy.

Piszę ’spostrzeżeń’, bo, jak na wstępie zaznaczyłem, przesunąłem się sam do kategorii batlowych teoretyków. Nadto wcześniej nie miałem specjalnie dużej wiedzy o Naggaroth i jego mieszkańcach. Wszystko to sprawia, że nie podejmę się ryzyka napisania soczystej i rzeczowej recenzji, a zaledwie spiszę luźne spostrzeżenia właśnie. No i co tu owijać w bawełnę - bez tego wstępu krytyka zjadła by mnie na śniadanie (myślę głównie o miłośnikach DE oraz wielkich, stołowych mistrzach wszelkich kalkulacji - przy okazji serdecznie pozdrawiam obie grupy).

Klimat surowy, mroźny - bezbarwny?

Autorem podręcznika (oczywiście wydrukowanego w Chińskiej Republice Ludowej) jest nie kto inny, jak sam Gavin Thorpe - długowłosy, szczupły młodzieniec (przynajmniej kilka dobrych lat temu tak wyglądał), którego znawcom tematu nie muszę chyba przedstawiać.

Część kodeksu poświęcona tzw. fluffowi robi wrażenie - przynajmniej w kategoriach rozmiaru. Aż 62 strony (łącznie z tzw. Bestiariuszem) to opis historii elfiej rasy, początków wielkiej schizmy, tysięcy lat konfliktów, zagrożeń, najazdów, budowania i niszczenia. Dla złaknionych wiedzy jest to więc sporych rozmiarów kąsek. Objętość objętością, treść - to inna sprawa. Po prostu tego nie kupuję. Infantylny i czarno biały przekaz może, co najwyżej, wzbudzić uśmiech politowania. Skąd taki wniosek? Stąd, że ogrom opisanego fluffu, miejscami wcale znośnego, ba, ciekawego, zalany został morzem krwi, zasypany turlającymi się ze świątynnych schodów i obijającymi się o zaułki miast głowami nieszczęsnych straconych. Jak do tego dołożymy opowiastki o jakiś tam postaciach efliej społeczności, których imiona przywodzą na myśl tępy generator nazw, z których to postaci każda ścina głowę przed śniadaniem, po śniadaniu, w wieku dziecięcym, w wieku średnim, w wieku starczym, przed kolacją, po kolacji, w trakcie spaceru, w trakcie snu, to najzwyczajniej w świecie chce się ziewać. Anetki Helbejny i cała, równie oryginalnie nazwana, śmietanka północnej rasy jawi się tu jak brutalne, okrutne i nieskomplikowane stado zdeprawowanych hedonistów, żywiących się krwią i mordem. Nie kupuje również całego motywu z wiekowym piernikiem Malektihem - gość przypalił się kilka tysięcy lat temu, jakoś nie chce rozstać się z życiem; opętany wizją rodzinnej zemsty i ugodzonej dumy skazuje miliony (?) swoich poddanych na podłą egzystencję, wśród gnijących trupów, śliskich posadzek i przejmującego zimna (geografii tutaj tez nie rozumiem - na tej samej szerokości, w Starym Świecie, całkiem dobrze radzi sobie Imperium, a zimy są srogie ponoć dopiero w Kislevie). O ile nie znajduję nic dziwnego w polityce najazdów, niewolnictwa czy eksploracji (np. Podziemny Świat), o tyle nie mogę zrozumieć czemu tkwi uparcie w tych niegościnnych rejonach świata. Wiem - jestem jednostronny, zgorzkniały a nadto warhammerowskie hobby paruje ze mnie z dnia na dzień, jak owies z dzikiego konia. Zajrzałem jednak na polskie forum Border Princess - opinie na temat nowego fluffu można cytować - tu, ze względu na sporą oglądalność dzieci, pozwolę sobie nie przytoczyć. Zacytuję natomiast fragment jednej z historyjek: … was but a young Elf when first great sacrifice of Har Ganeth took place. As he looked up the bloody steps of the great temple, watching the heads of  the High Elvess bounce to him … [i dalej] … next day leapt up to sacrificial dais, tore the blade a guard’s hand and slew first captive, showering himself in his victim’s blood [… ] koniec cytatu.  Hghmm …proszę was!!!

Czy warto napisać coś o grafikach? Nie, nie warto. Na palach jednej ręki policzę te, które wnoszą coś wartościowego. Reszta jest odgrzewaniem starej zupki lub szóstym przedrukiem szmuglowanej w dwunastym poziomie kazamat czarnej arki bibuły. Czy chce mi się pisać o skromnej części ze zdjęciami miniatur? “Sądzę, że wątpię”.

Bestiariusz

Oczywiście mroczna nowość nie mogła obejść się bez zmian w sekcjach takich jak dostępne czary czy przedmioty magiczne. Ledwo kupiłem księgę a już zdążyłem usłyszeć o kilku ‘super combosach”. Zwykle głuchnę w takich chwilach. Napiszę tylko, że magia jest wciąż ofensywna, lista tzz. Giftów Khaina spora a w przedmiotach jest z czego wybierać… To było głębokie, prawda?

Nieco więcej o oddziałach. Oprócz znanej już wszystkim tendencji do zmniejszenia kosztu punktowego (np. podstawowa piechota), doszło do kilku przetasowań w poszczególnych sekcjach. Patrząc od końca, w sekcji Rare dwa wybory - bolec i hydra (pozostawiono zasadę dwóch maszyn za jeden slot). Nie ma więc wzmianki o najemnikach (ostatni trend), wypadł również wielki Kocioł (jest teraz upgradem do bohatera). W przedziale Special miejscówkę straciły Harpie. Można za to nająć nieco tańsze, rozwrzeszczane i półnagie, dzikie wiedźmy czy nieco tańszych rycerzy na jaszczurach. Bez wchodzenia w szczegóły przyznam, że szczególnie spodobały mi się zasady do oddziału Shades - można wyekwipować ich teraz w dwuręczną broń, co z pewnością doda im przewagi w pierwszym starciu. Z jednostek Core (Harpie, jak pisałem, zostały tu przeniesione, jednak nie są liczone do minimum tych jednostek), Korsarze dostali dwie nowości - zasadę, którą pozwoliłem sobie przetłumaczyć jako ‘łowcy niewolników’ oraz krótką, elegancką, podręczną kuszę repetującą. Bohaterowie, obok znanych już postaci, powiększyli się o Lokhira w obślizgłym, mackowatym hełmie. Cały mroczny zastęp dostał również zasadę Hatred, która na paniska z Ulthuanu działa w każdej rundzie. Kropka.

Miniatury

O zdanie na temat miniatur poprosiłem starego wygę, strażnika mrocznych kazamat, powiernika wielkiej łychy z khainowskiego kotła juchy, czyli samego Robsona. Wieloletnie zamiłowanie do DE i spora ich kolekcja predestynują naszego Znakomitego Kolegę to wypowiedzenia się szerzej w tej kwestii.
Od siebie dodam, że podoba mi się wzór nowej hydry. Stara wyglądała, jak … stara, w dodatku wyleniała i otyła. Ekspresja głów hydry w tamtej wersji wskazywała co najwyżej, że straszliwa ta bestia osuszyła właśnie wszystkie hektotranki z pobliskiego browaru. W przypadku ostatniego wzoru jest znacznie lepiej, całość godna polecenia i pomalowania. Równie pochlebne zdanie mam o nowych, plastikowych Korsarzach - fantastyczne, drapieżne kształty i dowolność konfiguracji sprawiają, że produkt ten niezwykle punktuje. No, może w jednym przypadku rozmiar buta oscyluje gdzieś ok. 56 (czyli między stopą karłowatego olbrzyma a nartą włochatej kreatury, która ponoć widywana jest w Himalajach). Z pewnością i nowy oddział Cold One zbierze pozytywne oceny, szczególnie w kategoriach opłacalności zakupu. Na dłużej zatrzymałem się na nowych wzorach Assasinów (łysy z chustką niczego sobie).  Shades, jeszcze z poprzedniej edycji, mimo to trzymają fason. Reszta mniej lub bardziej znana - więcej w tekscie Roba.

Khainie zachowaj?

No właśnie - tylko kogo, od czego i przed czym? Mnie, od dalszego pisania, młodzież, od brania na serio klimatycznych opowiastek, miłośników armii Dark Elves przed rozczarowaniem z nowej edycji. Trudno postawić mi na koniec jednoznaczną ocenę opisywanego kodeksu - dlatego jej nie wystawię. O ile mroczne widmo, z jakim utożsamiam zamiary zbudowania niewielkiej kolekcji wokół ostatniego pomysłu brytyjskich mistrzów marketingu zmaterializuje się w nieodległej przyszłości, może wówczas podsumuje to i owo. Tym samym pora kończyć - idę łyknąć świeżej juchy, zagrać w nogę zasuszoną głową, poćwiartować paru niewolników i przeliczyć zabójczą, mroczną kombinację jakiś tam błyskotek.

Adrian Stolarczyk

Jednooki sukcesor

II/16a - Antigonos 320-301BC

Dlaczego wybrałem właśnie tego generała spośród spadkobierców Aleksandra?

Nie będę ukrywał, że był mi obcy, więc musiałem się sporo douczyć. Cóż, nie było łatwo dotrzeć do sensownych materiałów. Przyczyną tego na pewno jest odległy czas wydarzeń związanych z wojnami Diadochów oraz fakt, że Aleksander na tyle skutecznie skupił na sobie uwagę dziejopisów, którzy nie znaleźli już nic godnego opisania po jego śmierci. Udało mi się jednak zebrać trochę informacji z żywotów opisanych przez Plutarcha z Cheronei, Diodora Sycylijskiego oraz ze stron, forów i serwisów historycznych. Spodobał mi się Antygon. 

Antygon I Jednooki (Antygonos Monophthalmos lub Kyklops)
(ur. ok. 382 p.n.e., zm. 301 p.n.e.)

Znany nam od roku 334 p.n.e. jako generał w armii Aleksandra. W roku 333 p.n.e. otrzymał od Aleksandra stanowisko satrapy Frygii. Cieszył się szacunkiem Antypatra, który nie tylko powierzył mu dowództwo nad wojskiem Aleksandra po jego śmierci, ale także wydał swoją córkę Filę za syna Antygona, Demetriosa. Po śmierci Perdikassa i Antypatra Antygon próbował  zjednoczyć imperium przejmując ich ziemie i armie. Inni Diadochowie nie podzielali jego zapędów. Lizymach w Tracji, Kasander w Macedonii, Ptolemeusz w Egipcie, połączywszy siły w latach 315-311p.n.e. próbowali zbrojnie rozprawić się z Antygonem.  Jednak Antygon nie uległ im od razu, lecz dopiero gdy do przymierza diadochów dołączył Seleukos, który 312p.n.e. odzyskał Babilon, a niebawem Medię i Suzianę. Walki zawieszono po ogłoszeniu rozejmu w 311p.n.e. Trwał on tylko rok. Jest to doskonały dowód na to, że Diadochowie to niestrudzeni wojownicy, którzy swoją wartość i charakter ujawnili już podczas kampanii Aleksandra.

Demetriusz, syn Antygona, również dał dowód charakteru, gdy po przegranej z Ptolemeuszem bitwie pod Gazą w 312 p.n.e. odbił z jego rąk Cypr w 307p.n.e. i odnowił Związek Koryncki powołany przez Filipa Macedońskiego w 337p.n.e. Plutarch w Żywocie Demetriosa pisał o Antygonie i Demetriuszu „…płonęli pragnieniem wyzwolenia Grecji, ujarzmionej przez Kasandra i Ptolemeusza”.

W roku 306p.n.e Antygon I Jednooki przyjął tytuł królewski.

Wyspa Rodos na wieść o planach militarnych Antygonidów względem Egiptu odmówiła pomocy w działaniach przeciw zaprzyjaźnionemu z nimi Ptolemeuszowi. Nie bez znaczenia były tu przyczyny ekonomiczno-handlowe. Odpowiedź Antygona była natychmiastowa i 305r p.n.e. wysłał przeciw Rodos swojego syna na czele potężnej armii. Demetriusz wykazał się niezwykłą pomysłowością i talentem strategicznym. Do zdobycia miasta kazał zbudować ogromną wieżę oblężniczą Helepolis (niszczyciel miast), uważaną za największą w historii. Jednak i to zdało się na nic. Podobno płyty z machiny po przetopieniu wykorzystano do zbudowania jednego z siedmiu cudów starożytnego świata, Kolosa Rodyjskiego.

Antygon I Jednooki ginie w bitwie pod Ipsos, we Frygii 301 p.n.e.

Dziejopis Diodor podaje, że ciało Antygona „…zabrano z pola bitwy i pogrzebano z królewskimi honorami”.

Bitwa pod Ipsos zniszczyła imperium Antygona w Azji, jednak jego dynastia, zwana Antygonidami, będzie nadal jeszcze przez około 150lat odgrywać znaczącą rolę w dziejach starożytnego świata.

To te właśnie dzieje zrobiły na mnie wrażenie i bez dogłębnej analizy taktycznych możliwości tej armii uznałem, że ten władca mi się podoba i będę zaszczycony prowadząc jego armie. Prace nad armią Antygona Jednookiego zacząłem pod koniec marca a etap ze zdjęć osiągnąłem na początku sierpnia. Nie jestem, jak widać zbyt szybki.

Skład armii opisuje szczegółowo lista nr II/16a z oficjalnego podręcznika systemu DBA. Postanowiłem skorzystać z figur ZVEZDY w skali 1/72 a dokładniej 8007 - Macedonian Cavalry, 8019 - Macedonian Phalanx, 8011 - War Elephants. Koszt armii to (18,4+18,4+29,8) 66,6PLN + przesyłka. Porównując to do moich poprzednich inwestycji (armie do WFB) koszt armii DBA jest śmiesznie niski.

Miałem pewną wizję modelarsko-malarską co do tych „Antygonidów”. Podczas zeszłorocznej wyprawy byliśmy z żoną na terenach Frygii i Licji, których władcą był swego czasu Antygon. Zaskoczył nas przede wszystkim zróżnicowany pejzaż. Pasmo gór Taurus, na którym stoki południowe pokryte są roślinnością śródziemnomorską, a w części północnej - półpustynie i stepy sprawiają piorunujące wrażenie. Właśnie te wapienne skały postanowiłem wykorzystać, jako część kluczową podstawek. Kolory - od jasnego beżu po ceglasty. Do wykonania skałek wykorzystałem kamienie. Zbieram je tak, jak masę innych rzeczy, które to zawsze mogą się przydać. Po pomalowaniu ich udało mi się uzyskać oczekiwany efekt. 

Podstawową jednostką w armii Antygona, tak jak w przypadku armii Aleksandra, pozostaje falanga macedońska i jej postanowiłem poświęcić więcej uwagi. Uznałem, że załączone do zestawu plastikowe sarisy, chodź wyglądają ładnie i posiadają wiele szczegółów, nie sprawdzą się w trudnych warunkach jakim jest transport figurek. Na materiał wybrałem hartowany drut stalowy 0,8mm. Właśnie hartowanie okazało się niezbędne, ponieważ podczas prób ostrzenia zwykły drut wyginał się i przez to był bezużyteczny. Kolejna rzecz, która nie dawała mi spokoju to informacja o specjalnych oddziałach doborowych falangitów, którzy wyposażeni byli w jednakowe tarcze. Oryginalne tarcze postanowiłem wykorzystać wyłącznie w dwóch elementach z tzw. „luźnego poboru”. Tarcze złote z białą gwiazdą, to nic innego jak pomalowane łby pinezek (średnica 8mm). W przypadku złoto-czarnych tarcz użyłem łbów gwoździ tapicerskich. Teraz, gdy w końcu domyślam się, jak wyglądała struktura falangi żałuje, że Antygona nie ustawiłem w elemencie jako pierwszego z prawej, bo właśnie tam znajdowało się miejsce dowodzącego. Jednak postanowiłem już tego nie zmieniać, gdyż za dużo mnie kosztowała praca nad komponowaniem tego elementu. Każdy falangista w tym elemencie został rozczłonkowany i sklejony na nowo tak, aby razem nie wyglądali na „atak klonów”.

Specjalne miejsce na skale postanowiłem przeznaczyć dla dowodzącego odziałem 3Kn Demetriusza I Poliorketesa. Podczas wspólnych z ojcem kampanii stał na czele ich doborowej jazdy. Było tak także w dniu tragicznej śmierci Antygona, gdy rozgromił pod Ipsos jazdę Antiocha, syna Seleukosa, lecz przez to nie zdążył z odsieczą do ojca. Zmieniłem mu xyston plastikowy, który się wyginał we wszystkie strony ale nigdy w tą właściwą, na xyston z tego samego drutu, o którym już pisałem. Co zaś się tyczy samego malowania jestem leniuchem więc moje motto brzmi „przy minimum pracy uzyskać maksimum efektu”. Skupiam się więc tylko na elementach wpadających w oko takich jak tarcze, twarze, itp. Osiągam tym sposobem efekt który mnie zadowala.

Jest to moja pierwsza ukończona armia do systemu DBA i na pewno nie ostatnia. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Mirosław Zbigniew Socha




DBA vs WFB

Wstęp
DBA oraz WFB są to całkowicie różne systemy, jednak pomimo tego dla mnie mają bardzo ważną wspólną cechę - są to jedyne figurkowe gry wojenne w które gram, żadna inna nie wciągnęła mnie na dłużej. Postanowiłem więc czysto subiektywnie porównać je ze sobą. Nikt nie lubi przydługawych wstępów więc zaczynamy! 

Klimat (po polsku zwany fluffem)

"Faith, steel and gunpowder! For Sigmar, for Empire!" Najbardziej w Warhammerze cenię sobie jego mroczny klimat - świat zalewany falą zepsucia, świat, w którym ludzie codziennie stawiają czoła odwiecznemu wrogowi. To dzięki niemu najpierw na sesjach rpg przemierzałem ziemie Imperium, by ratować je przed sługami chaosu, a teraz, jako dowódca, mam szanse poprowadzić imperialne wojska do bitwy. Dla mnie jest to najmocniejsza strona WFB i główny powód, dla którego dalej gram w ten system.
 DBA jest systemem czysto historycznym więc sprawa jest prosta - jeśli lubisz poznawać wojskowe dzieje naszej cywilizacji, to będziesz usatysfakcjonowany. Samo szukanie informacji dotyczących konkretnych bitew, które ma się zamiar rozegrać na stole, jest bardzo ciekawe i wciągające.

Armie

Oficjalnych armii w WFB jest kilkanaście, ale w sieci można znaleźć także kilka dodatkowych (jak chociażby Kislev lub najemnicy). Liczba ta, w porównaniu do kilkuset armii w DBA, nie robi dużego wrażenia, ale trzeba przyznać, że są one dużo bardziej zróżnicowane. Poza tym w WFB mamy znacznie większą swobodę w tworzeniu rozpiski, czasem nawet aż za dużą, bo dobieranie poszczególnym postaciom magicznej biżuterii, która da im kolejne +2 do siły jest dla mnie już po prostu nudne. W ogóle cały pomysł z bohaterami w Warhammerze jest dla mnie chybiony, bo taki na przykład Imperialny Kapitan powinien być dowódcą swoich wojsk, wydającym rozkazy i zwiększającym morale żołnierzy autorytetem, a nie obwieszoną magicznymi przedmiotami maszynką do zabijania.

Zasady

Zasady to główna przewaga DBA - są one proste i przejrzyste (zakładając, że poznaje się je czytając TUGtDBA a nie rulebooka), a jedna rozgrywka doświadczonym graczom zajmuje mniej więcej godzinę. Dodatkowo są one wszystkie w jednym miejscu, nie trzeba czytać osobno rulebooka, osobno armybooka (do każdej armii innego!), ściągać errat z sieci itd. Pomimo prostoty zasad mamy bardzo szerokie możliwości manewru, wygranie bitwy wymaga od nas sporego wysiłku intelektualnego, a do całej gry idealnie pasuje stwierdzenie "easy to learn, hard to master".

Zasady do WFB natomiast najlepiej opisuje powiedzenie "W Warhammerze dwudziestu chłopa prędzej zabije smoka niż okrąży kamień na środku pola bitwy". Są one, moim zdaniem zbyt zawiłe i szczegółowe. Niestety to uszczegółowienie nie zwiększa realizmu rozgrywki, a jedynie frustrację wśród graczy. Kiedyś miałem okazję przeczytać wywiad z autorem armybooka do Imperium - przyznał on, że testowanie nowych imperialnych zasad odbywało się jedynie podczas poniedziałkowych partyjek ze znajomymi!

Figurki i podręczniki

Ze zdobyciem figurek i podręczników do WFB nie ma żadnego problemu, istnieje mnóstwo sklepów sprzedających produkty firmy Games Workshop. Z alternatywnymi figurkami, jak chociażby Gamezone, też nie ma większych kłopotów. Tutaj DBA, będąc mniej popularnym systemem, wyraźnie odstaje od konkurenta. Figurki w 15mm skali najczęściej trzeba zamawiać u zagranicznych producentów, niestety szybkość dostawy oraz cena przesyłki są niezbyt zachęcające. Podobna sytuacja jest na Allegro, tutaj także królują produkty firmy z Nottingham. Można jedynie mieć nadzieję, że wraz z popularyzacją DBA w Polsce sytuacja ta ulegnie zmianie.

Cena

Tutaj starczy podać dwa przykłady - oryginalna taśma calowa produkcji GW kosztuje tyle co jedna plastikowa armia w skali 1/72 do DBA. W przypadku metalowych figurek 15mm jest już trochę drożej, tutaj za jedną armię można już kupić cały jeden oddział do WFB. Z podręcznikami oraz wszelkimi akcesoriami dodatkowymi jest podobnie, te oryginalne GW są najczęściej nieprzeciętnie drogie.

Modelarstwo

DBA to głównie skala 15mm, jest ona zdecydowanie najpopularniejsza. Jako, że nie jestem zbytnio uzdolnionym malarzem, malowanie w tej skali oznacza to dla mnie po prostu w miarę równe położenie farby, bez zabawy w szczegóły. Warhammer to skala mniej więcej 28mm, więc tutaj jest już większe pole do popisu. Takie figurki staram się wycieniować, domalować im oczy, zrobić jakąś mini konwersje itp. Z drugiej strony do DBA muszę własnoręcznie zrobić tereny, miarki, znaczniki, obozy. Jako, że teren do gry jest ograniczony, można nawet wymodelować całe pole bitwy! Poza tym skala 15mm jest dużo wygodniejsza, tak podczas gry jak i podczas transportu.

Gracze

Zdecydowanie łatwiej jest znaleźć kogoś grającego w WFB. Praktycznie w każdym większym mieście nie powinno być z tym problemu. Z drugiej jednak strony z graczami bywa różnie; nietrudno znaleźć osoby zwane powszechnie "powergamerami" (dla których Imperium bez czołgu to nie Imperium, nawet podczas gry na 1000pkt), lub ludzi którzy zwyczajnie lubią kłócić się przy stole. Poniekąd sam system jest temu winien: zbytnia dowolność w tworzeniu rozpisek i zawiłe zasady tworzą właśnie takie chore sytuacje. Nie mam takich doświadczeń jeśli chodzi o DBA. Zwykle w ten system grają osoby, z którymi rozgrywka to relaks i czysta przyjemność.

Podsumowanie

Wiele osób nie ma na tyle czasu, żeby grac w kilka różnych systemów. Moim zdaniem najlepiej poświęcić się jednemu, zamiast poznawać kilka ‘po łebkach‘. Gdybym miał teraz wybierać, zdecydowałbym się na DBA. Jednak przy Warhammerze trzyma mnie niesamowity klimat Starego Świata oraz to, że szkoda byłoby mi teraz sprzedać zakupione kiedyś figurki. A tak naprawdę to najchętniej (na koniec artykułu pozwolę sobie trochę pofantazjować...) zagrałbym w grę wojenną łączącą najlepsze cechy obu tych systemów. Na tym kończę mój pierwszy wargame'owy artykuł. Do zobaczenia na polu bitwy!

Paweł Murawski

RSS FeedRSS