niedziela, 26 grudnia 2010

Long live the king!

Po trzykroć, niech żyje! He, he, a co! Udało się, i to zgodnie z planem. Dwa dni temu bandera powędrowała na maszt i KGV wchodzi do służby. Co prawda do jego głównych zadań należało będzie stanie na półce i obrastanie kurzem, ale to całkiem zaszczytna rola. Tym bardziej, że budzi podziw wśród oglądających, co jest dla mnie niejakim powodem do dumy. Bo, jak wiadomo, ja do końca nigdy zadowolony nie jestem. Oj tam, oj tam, można by powiedzieć. Mój powrót (który to już z kolei?) do modelarstwa okrętowego uważam za bardzo udany. Stara miłość do pancerników nie rdzewieje i już mam niecne plany, że w skali 1:400 pojawią się u mnie kolejne pancerniki. Na pewno z flot Niemiec, Francji, Japonii i USA. Być może w tej kolejności. Mam już nawet wybrane typy.
Wracając do dzisiejszego bohatera przytoczę jeszcze kilka z danych technicznych, za książką Cezarego Szoszkiewicza pod tytułem Pancerniki II Wojny Światowej Cz.2:

- wyporność standard 38.000 t, pełna 44.460 t
- wymiary 227,1 x 31,4 9,9 m
- uzbrojenie 10x356mm, 16x133mm, 48x40mm
- opancerzenie burt 114-381mm, pokładów 25+127+152mm
- prędkość maksymalna 29,2 w
- załoga 1640-1980

Co do historii okrętu odsyłam do Internetu. Od siebie polecam ten film (i kolejne odcinki, ma się rozumieć). KGV jest jednym z uczestników polowania na niemieckiego kolosa (podobnie jak bliźniacza jednostka - Prince of Wales) i zadaje mu ostatnie ciosy. Poniżej kilka ujęć naszego modelu. Mission complete!




niedziela, 19 grudnia 2010

Lifting 02


Ależ miałem dzisiaj ochotę na dorwanie się do figur i farb. Do tego stopnia, że nie potrafiłem podjąć decyzji, co ma trafić na biurko. Spośród trzech opcji wybrałem w końcu HE. Białym lwom podstawki wymieniłem już dość dawno, jednak należała im się jeszcze drobna kosmetyka, czyli poprawienie znoszonych butów oraz domalowanie brzegów podstawek na szaro. Najważniejszym punktem programu okazał się oczywiście Korhil - wzór wydany przy okazji ostatniej odsłony armii z Ulthuanu. Miałem go nigdy nie kupować, śmiałem się kilka lat temu, że futro na plecach wygląda jak wycieraczka. Skoro jednak do pełnej dwudziestki brakowało mi jednej figury, zakupiłem go swego czasu a dzisiaj pomalowałem. Będzie występował jako czempion, no i oczywiście jako Korhil, jeśli zdecyduję się go kiedyś wystawić do gry. O zasadach tego specjalnego bohatera pisał nie będę. Przypomniało mi się jednak coś, do czego się człowiek uśmiecha. Jeszcze dwie edycje HE wcześniej Korhil miał w swojej charakterystyce siły piątkę - S = 5! Pamiętam, jak mnie to ruszało, kiedy stawiałem pierwsze kroki w batlu. Ot, wspomnienie. Dzisiaj pomalowałem go dość szybko i bez fajerwerków. Posłużyłem się kolorystyką całego oddziału, co chyba jest zrozumiałe. Przy okazji użyłem do podstawek po raz pierwszy swój ostatni zakup - listowie firmy GaleForce. Podoba mi się to zestawienie i pozostałe HE dostaną również podobne wykończenie podstawek. Podstawki do HE… jak nic, ciągną się za mną przez całe hobbystyczne życie.

sobota, 18 grudnia 2010

Niech żyje...

… król? Nie, jeszcze troszkę poczekamy na ten okrzyk. Ale dzisiaj na pewno prezentuje przedostatnie zdjęcie brytyjskiego pancernika. Wszystko (na pewno?) co miałem przykleić i pomalować zostało zrobione. Do ukończenia okrętu pozostaje bowiem tylko nałożenie wież artylerii głównej (w sumie 10 dział 356mm) oraz średniej (16 luf kalibru 133mm) - czyli uzbrojenie mojego monarchy. Oczywiście po uprzednim ich pomalowaniu (obym znalazł godzinę przed świętami!). Ostatnim detalem będzie dodanie bander na gafle, które dzisiaj skutecznie łamałem, podczas malarskiej kosmetyki całości. Zdecydowałem się również dzisiaj, czego nie wykonam. Będą to relingi i olinowanie między masztami. Pierwsze przegrało z moim lenistwem. Drugie to kwestia braku umiejętności. Zapraszam tym samym na bliski już finał - podniesienie bandery i wejście do służby.

piątek, 10 grudnia 2010

Prawie brat bliźniak

Dziś prezentuje drugi model, który ostał mi się po pracach nad Nurglowatym. Robali było dwóch, więc i do pary każdemu po jednym ptakopodobnym. Stwór jest prawie, że bratem bliźniakiem tego z poprzedniego mojego wpisu. Różni się tylko kolorem skóry, hm, to chyba wyklucza bycie bliźniakami, a przynajmniej jednojajowymi. No cóż, to w końcu stwory chaosu, więc wszystko jest możliwe. Ogólnie, że tak powiem „odwróciłem” kolory, to jest zamieniłem kolor skóry z piórami oraz zamiast stalowej, pokusiłem się o trochę droższą, taką z wyższych sfer złotą zbroję. Wszystko rzecz jasna NMM, ponieważ takową technikę staram się teraz ćwiczyć. Tym razem model nie jest dedykowany do Warhammera Fantasy, a do Warhammera 40.000. Niewtajemniczonym podpowiem, że rozpoznać to można po okrągłej podstawce. WFB posługuje się podstawkami kwadratowymi, natomiast 40-stka okrągłymi ze względu na skirmishowy rodzaj gry. Tutaj zastosowałem podstawkę o średnicy 40 milimetrów, ponieważ taka jest dedykowana pod tego rodzaju bohaterów. Jest to Tzeentch Champion. W sumie nie znam się za bardzo na 40-stce i mam nadzieję, że w miarę dobrze dostosowałem figurkę do systemu. Pewnie wkrótce się okaże po zakończeniu aukcji. Dołączam link do tej właśnie aukcji na ebayu oraz prezentację z cmona. Do następnego razu.

sobota, 4 grudnia 2010

Karłosz Dy Fyft

Kolega Brutal, całkiem słusznie zresztą, zwrócił mi był uwagę, że nazwę pancernika należy wymawiać: King George The Fifth. The Fifth, nie ‘fajf’. Kolega Brutal dobrze prawi. Kolega Brutal zarobił w ubiegłym tygodniu nową ksywkę - Karłosz. Jak? To zupełnie inna historia. Tymczasem mój pancernik ‘zarobił’ sporo ponad poziom pokładu. Jak widać na zdjęciu (i jak wcześniej pisałem), postęp prac jest teraz widoczny już po jednej operacji klejenia - przykleja się po prostu gotowe podzespoły. I tak odpowiednio pojawiły się nadbudówki dziobowa i rufowa. Ta pierwsza z całym pomostem, druga z szalupami i kominem. Samo klejenie to oczywiście zwykła formalność. Czasochłonne jest za to malowanie owych podzespołów. Przyjąłem taki sposób pracy, że najpierw maluje pierwszą warstwę przed przyklejeniem danej części do pokładu. Drugą nakładam po przyklejeniu. Wszystko idzie mi teraz znacznie wolniej, w dodatku mój syn znacznie mniej ekscytuje się malowaniem, niż sklejaniem właśnie. W ten sposób główny motywator został wyłączony z gry. Na zdjęciu dopatrzyć można się zapewne, że dźwigi do podnoszenia wodnosamolotu nie są jeszcze pomalowane, podobnie jak platformy z dalmierzami. To akurat wynik błagań Jeremiego o sklejenie czegokolwiek. Nie miałem wyjścia, przykleiłem surowe. Na marginesie - dźwigi to akurat lekka porażka - wkleiłem wczesniej trapy w miejsce, gdzie wchodzi ich kolumna nośna. Przez to jest trochę krzywo, trochę niedorobione, trochę się schowa po założeniu 133-ek. Może da się również zauważyć, że detale pokładu w części rufowej mają ciągle kolor desek. Akurat zostawiłem ich poprawienie na szaro na najbliższą sesję z Królem Jerzym. Chciałbym zdążyć z całością do świąt.

RSS FeedRSS