Po trzykroć, niech żyje! He, he, a co! Udało się, i to zgodnie z planem. Dwa dni temu bandera powędrowała na maszt i KGV wchodzi do służby. Co prawda do jego głównych zadań należało będzie stanie na półce i obrastanie kurzem, ale to całkiem zaszczytna rola. Tym bardziej, że budzi podziw wśród oglądających, co jest dla mnie niejakim powodem do dumy. Bo, jak wiadomo, ja do końca nigdy zadowolony nie jestem. Oj tam, oj tam, można by powiedzieć. Mój powrót (który to już z kolei?) do modelarstwa okrętowego uważam za bardzo udany. Stara miłość do pancerników nie rdzewieje i już mam niecne plany, że w skali 1:400 pojawią się u mnie kolejne pancerniki. Na pewno z flot Niemiec, Francji, Japonii i USA. Być może w tej kolejności. Mam już nawet wybrane typy.
Wracając do dzisiejszego bohatera przytoczę jeszcze kilka z danych technicznych, za książką Cezarego Szoszkiewicza pod tytułem Pancerniki II Wojny Światowej Cz.2:
- wyporność standard 38.000 t, pełna 44.460 t
- wymiary 227,1 x 31,4 9,9 m
- uzbrojenie 10x356mm, 16x133mm, 48x40mm
- opancerzenie burt 114-381mm, pokładów 25+127+152mm
- prędkość maksymalna 29,2 w
- załoga 1640-1980
Co do historii okrętu odsyłam do Internetu. Od siebie polecam ten film (i kolejne odcinki, ma się rozumieć). KGV jest jednym z uczestników polowania na niemieckiego kolosa (podobnie jak bliźniacza jednostka - Prince of Wales) i zadaje mu ostatnie ciosy. Poniżej kilka ujęć naszego modelu. Mission complete!



niedziela, 26 grudnia 2010
Long live the king!
Posted by szeperd on 19:51


2 komentarzy:
Moim skromnym zdaniem wyszedł ci wspaniale - ale co tam moje zdanie - nigdy nie odważyłem się skleić żadnego okrętu (chociaż zakupiłem kilka w skali 1/600 i 1/700 do konfliktu o Falklandy)
Pozdrawiam,
rrober
A dziękuję. Już myślę, jak poprawić przy kolejnym te rzeczy, które poszły moim zdaniem słabo.
Prześlij komentarz