sobota, 4 grudnia 2010

Karłosz Dy Fyft

Kolega Brutal, całkiem słusznie zresztą, zwrócił mi był uwagę, że nazwę pancernika należy wymawiać: King George The Fifth. The Fifth, nie ‘fajf’. Kolega Brutal dobrze prawi. Kolega Brutal zarobił w ubiegłym tygodniu nową ksywkę - Karłosz. Jak? To zupełnie inna historia. Tymczasem mój pancernik ‘zarobił’ sporo ponad poziom pokładu. Jak widać na zdjęciu (i jak wcześniej pisałem), postęp prac jest teraz widoczny już po jednej operacji klejenia - przykleja się po prostu gotowe podzespoły. I tak odpowiednio pojawiły się nadbudówki dziobowa i rufowa. Ta pierwsza z całym pomostem, druga z szalupami i kominem. Samo klejenie to oczywiście zwykła formalność. Czasochłonne jest za to malowanie owych podzespołów. Przyjąłem taki sposób pracy, że najpierw maluje pierwszą warstwę przed przyklejeniem danej części do pokładu. Drugą nakładam po przyklejeniu. Wszystko idzie mi teraz znacznie wolniej, w dodatku mój syn znacznie mniej ekscytuje się malowaniem, niż sklejaniem właśnie. W ten sposób główny motywator został wyłączony z gry. Na zdjęciu dopatrzyć można się zapewne, że dźwigi do podnoszenia wodnosamolotu nie są jeszcze pomalowane, podobnie jak platformy z dalmierzami. To akurat wynik błagań Jeremiego o sklejenie czegokolwiek. Nie miałem wyjścia, przykleiłem surowe. Na marginesie - dźwigi to akurat lekka porażka - wkleiłem wczesniej trapy w miejsce, gdzie wchodzi ich kolumna nośna. Przez to jest trochę krzywo, trochę niedorobione, trochę się schowa po założeniu 133-ek. Może da się również zauważyć, że detale pokładu w części rufowej mają ciągle kolor desek. Akurat zostawiłem ich poprawienie na szaro na najbliższą sesję z Królem Jerzym. Chciałbym zdążyć z całością do świąt.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS