niedziela, 16 października 2016

Zgiełk Królów Wojny

W ostatnią sobotę, już po raz drugi w bielskiej Strefie Gier (i po raz drugi w ogóle), spotkaliśmy się pograć w Kings of War. Spotkanie miało luźny charakter, nie był to ani turniej ani pokazy. Ot, Zgiełk się spotyka i gra. Było to swoiste SPA dla duszy, odmładzające niektórych wiekowych Kolegów do wieku, gdzie pytano o dowód przy zakupie Bugman's Ale.

Założenia mieliśmy dwa. Pograć w bitewniaka i omówić pewien niecny plan do zrealizowania w najbliższe miesiące. O planie przeczytacie niedługo ale jeszcze nie w tym wpisie.

W spotkaniu miało wziąć udział 7 osób. Jedna wypadła z przyczyn niezależnych. Ostatecznie w bardzo ciepły, październikowy dzień do boju ruszyły armie krasnoludów, zwierzoludzi, elfów, nieumarłych i krasnoludów otchłani. Do tej pory w Kings of War grało nas trzech. Gobos, Gregx i ja. Ani Szeperd ani Robson nie mieli w rękach kostek i był to ich pierwsze bitwy. Umówiliśmy się, że będziemy grać na 1500 punktów. Na tyle dużo, że gry były starciami epickich armii a równocześnie na tyle skromne, żeby nawet osoby wcześniej nie grające, skończyły bitwę w 2 godziny.

Pierwsze bitwy to starcie Elfów i Nieumarłych (Szeperd vs Gobos) oraz Zwieszoludzi i Krasnoludów (Robson vs Gregx). Dla Robsona i Szeperda był to pierwsze gry ale bez problemu zaczęli przesuwać modele po stole. Gobos prowadził do walki zmodyfikowaną armię nieumarłych w skład której wchodziły legion (60! modeli) zombie i horda (40!) ghouli. Armia Szeperda to elfy jakie znamy i "kochamy". Włócznie, łuki i prześcieradła.
Robson postanowił sprawdzić czy w Kings of War kawaleria włochatych centaurów jest cokolwiek warta, bo od czasów WFB chciała a nie mogła. Jak się okazało, zmiana nazwy jednostki sporo poprawiła i kawaleria zdolna do impetycznej szarży nawet w terenie trudnym dała się krasnoludom mocno we znaki. Krasnoludom, które okute blachami stawiły dzielnie opór, gotowe toporami wyjaśnić zaistniałe nieporozumienie. Oczywiście ze wzgórz na wroga sypał się ołów z organek. Krasnolud nie wychodzi w pole bez artylerii. Prawda równie powszechna jak prawdziwa. Mniej powszechny był widok berserków krasnoludzkich dosiadających borsuków. Wściekły krasnolud na wściekłym borsuku to coś, czego krasnoludom brakowało. Ostatecznie Szeperd wpuścił Gobosa w maliny i odniósł zwycięstwo a Robson, popełniwszy kilka błędów taktycznych odstąpił ufortyfikowanych krasnoludów. Zwierzoludzie usiekli w stronę wzgórz, gdzie po zjedzeniu mieszkańców pewnego niewielkiego miasteczka, przegrupowali się i uderzyli na krasnoludy otchłani.
 
Kiedy Szeperd opuścił plac boju, świętując zwycięstwo, do walki ruszyli Krasnoludy Otchłani i Zwierzoludzie a obok, nieumarli i krasnoludy. Armia Robsona, potwornie szybka i manewrowa, wpadła jak piorun kulisty do mieszkania. Jednak po drodze straciła bohatera, i tak, jak na środku pola odnosiła sukcesy, niszcząc hordę golemów, tak lewe i prawe skrzydło utknęły a po pewnym czasie załamały się. Sporą rolę w armii złych krasnoludów odegrali mag i poganiacz niewolników, którzy leczyli obsydianowego golema, walczącego z hordą minotaurów. Straszne bestie! Starcie było tak zaciekłe, że niewiele zapamiętałem z sąsiedniej bitwy - Gregx i Gobos - jak Wam poszło?
 
Ostatnie bitwy tego dnia to starcie Zwierzoludzi - Herd z nieumarłymi i klasyczne starcie dobrych złych krasnoludów ze złymi, dobrymi krasnoludami. Uwielbiam pojedynki z Vanilla Dwarfs. Zwłaszcza, że tym razem w ich szeregach walczyła kawaleria. Berserkerzy na borsukach i krasnolud-legenda, Sveri. Oba oddziały pokazały klasę. W moich szeregach gwiazdą bitwy okazali się Decimators - garłacznicy, którzy niezagrożeni kawalerią krsnoludów, uwikłanych w walkę z moją jazdą, rozsiewali zniszczenie w centrum linii. Popełniłem w tej bitwie dwa jednakowe błędy i dwukrotnie źle ustawiłem bohaterów, przez co straciłem oddział gwardii nieśmiertelnych i hordę golemów. Jednak dzięki postawie maga, który wspierał czarami obsydianowego giganta, udało mi się w ostatniej turze przechylić zwycięstwo na swoją korzyść.

Bitwa Robsona i Gobosa, którzy rozegrali całą grę mając może trzy pytania o zasady, skończyła się zwycięstwem Zwierzoludzi ale Gobos dał im solidnie zapracować na okraszone stosami trupów zwycięstwo.

Były to ostatnie bitwy tego dnia i uczciwie trzeba przyznać, że dzień był naprawdę, naprawdę udany. Niedługo powtórka! Liczę, że w jeszcze większym gronie!

P. S.
Na koniec, chciałbym podziękować Gobosowi, że przygotował dla każdego uczestnika (z niewielką moja pomocą) okazyjne znaczniki do sprawdzania widoczności oddziałów.


piątek, 14 października 2016

Pożegnanie z Moskwą (?)

Wszystko na to wskazuje, że na razie XVII wieczne moskiewskie formacje na długo znikną z mojej listy do malowania. Wczoraj skończyłem osiem podstawek chłopów prawosławnych, których można wystawić w historycznym podjeździe walczącym w Karelii. Trochę skromny finał, ale nie o to chodzi. Moskiewskie 15mm ludziki towarzyszą mi od ponad czterech lat. Co do ilości, to dokładnie nie liczyłem, ale to jakieś 500 miniaturek. Najwyższa pora zatem na nieco większą zmianę klimatu. Tymczasem wrzucam zdjęcia chłopskiej formacji i wspomnianego podjazdu z Karelii. Szkoda, że nie mam technicznej możliwości zrobienia zdjęcia całej kolekcji.


So I came to the point when XVII century Muscovite formations will disappear for rather a long time from my painting list. Yesterday I finished 8 bases of the peasants, that can be fielded as part of historical skirmish group fighting in Karelia. Perhaps it’s a bit too modest unit for finishing the collection but that’s not the point. 15mm Muscovites little people have been with me for more than four years now. I did not really counted them, but it is in total around 500 painted miniatures. So it’s about the time to change the climate. Meanwhile please take a look at the peasants and complete Karelia skirmish force. I really regret I have no technicall possibility to take a picture of the entire collection.

wtorek, 11 października 2016

Master of puppets

Master of puppets, I'm pulling your strings
Twisting your mind, and smashing your dreams


- Master of Puppets - Metallica

Ironcaster'rzy to magowie, którzy łączą umiejętności inżynierskie tworzenia maszyn i urządzeń typowe dla krasnoludów oraz moce magiczne Otchłani, które pozwalają animować twory ich rąk. Jednym z największych tworów krasnoludzkich magów są olbrzymie golemy. Bezwolne konstrukty o ogromnej sile i wytrzymałości, które w boju wykazują się sadystycznym okrucieństwem swoich panów-stwórców.

Dzisiaj chciałem pochwalić się dwoma nowymi dodatkami to ciągle rozbudowywanej armii Abyssal Dwarfs. Armia zbliża się już do 1500 punktów i do szczęścia brakuje dosłownie kilku modeli.

W armii w której mam dwa oddziały golemów, hordę mniejszych i większego obsydianowego golema, nie powinno zabraknąć maga. Choć jego statystyki nie są powalające a posiadane umiejętności nie mają znaczącej siły, to jednak jest to bohater dość przydatny. Po pierwsze ma aż dwa czary - leczenie(3) i kulę ognia(6). Zarówno leczenie jak i kula nie mają najwyższych wartości (przykładowo szaman zwierzoludzi ma leczenie(5)), to jednak stanowi on dobre wsparcie dla golemów. Może je leczyć lub, jeśli dokupimy mu odpowiedni czar, magicznie poruszać na polu walki. Ironcaster inspiruje jedynie maszyny wojenne, więc aby wykorzystać go do wspierania linii, trzeba dokupić do talizman inspiracji. 

Sama figurka maga to porządny kawałek metalu. W zestawie dostajemy korpus, z lewą ręką trzymającą kulę ognia oraz dwa wzory głów (w hełmie i bez) oraz prawą rękę z różdżką lub mieczem. Ręka i głowa mocowane są za pomocą połączenia kulowego i gniazda, co pozwala na pewną dowolność budowy modelu. Przyznam, że jak niektóre starsze wzory plastikowych modeli (restic) nie są najlepszej próby tak wszystkie nowe modele od Mantic Games są naprawdę porządne i polecam je bez wahania.

Drugim modelem z dzisiejszej pary, jest Większy Obsydianowy Golem. Ogromny model, wykonany z żywicy (ale nie tak kruchej jak tej GW) a bardziej elastycznej. Model składa się 5 elementów. Korpusu, brzucha, głowy (dostajemy dwa wzory w masce i bez niej) i rąk. Kończyny i głowa pozwalają na pełna dowolność budowy modelu - znowu gniazdo i połączenie kulowe.

W zestawie z golemem dostajemy 75mm, kwadratową podstawkę ale zgodnie z zasadami, możemy golema zamontować juz na 50mm bazie. Na takiej podstawce zamontowałem mojego. Co można powiedzieć o tym modelu, poza tym, że jest to świetnie wykonany gigant-golem.

Z punktu widzenia mechaniki, większy golem plasuje się gdzieś pomiędzy regimentem małych golemów a ich hordą. Również jego cena plasuje się w środku stawki. Regiment kosztuje 135, duży golem 160, horda 210 punktów. Duży golem ma 8 ataków (regiment ma 9) and jego Nerve (żywotność) to aż -/18 czyli aż o 1 więcej od hordy. Jest on również silniejszy. Crushing Strength(3) a nie (2). Wspólną cechą wszystkich golemów jest ich bardzo wysoka odporność (6), która w połączeniu z naprawianiem magią, czyni z nich twarde orzechy do zgryzienia... i ulubione cele armat.

Golem pomalowany jest w stylu swoich mierniejszych i mniejszych kamratów. Szara skorupa i skorodowane elementy stalowe. Mag również nosi typowe dla całej mojej armii kolory. Brąz, czerń i czerwień. Znowu tez postawiłem na malowanie 3 kolorami. Baza i dwa rozjaśnienia. U mnie to już norma.






piątek, 7 października 2016

Zgadnijcie, kto wrócił?

Przedstawiam kolejny oddział chopaków, tym razem z bronią długą. Co tu dużo mówić - dzisiejszy odcinek jest trochę z odzysku, bo ukończyłem ich już ze dwa miesiące temu...
Z drugiej strony jednak w tzw. międzyczasie nie próżnowałem i pomalowałem co nieco do armii Chaosu. Ów mały zryw zawdzięczam eventowi pod tytułem 1st Oldhammer Weekend Poland, w którym miałem przyjemność brać udział. Kto chce, może poczytać tutaj: https://gameoftravel.com/oldhammer-weekend-pl/. Wystąpiłem co prawda w minimalnym stopniu niedomalowany, ale sympatyczny oldschoolowy klimat (graliśmy bowiem w 5 edycję WFB) bardzo mnie zmobilizował, czego efekty -mam nadzieję- niedługo pokażę.

A tak w ogóle Gobos, MiSiO, Szeperd - jesteście malarskie potwory i tyle! ;)


sobota, 1 października 2016

Burzywład Korek

Njall Stormcaller – figurka ta wpadła mi w oko już dość dawno a mniej więcej rok temu trafiła na mój warsztat i… utknęła. Nie wiem, co mnie odciągało od malowania. Może lekka obawa, że tak odzwyczaiłem się od większej skali, że coś spapram. Jednak chrapka na coś większego, niż 15mm ostatnio coraz większa, dlatego też w końcu przysiadłem fałdów. Efekt wrzucam dzisiaj - zdjęcie work in progress. Njallowi potrzeba jeszcze kilku drobnych zabiegów z pędzlem, przede wszystkim zaś podstawki. Stay tuned.


Njall Stormcaller – I’ve always liked this model. Around a year ago it arrived at my desk and… stacked. I do not know what kept me so long from painting it. Perhaps some doubts about my own skills with bigger scale as I have not painted anything than 15mm for quite a long time. But eventually I made it. Today I’m posting the work in progress picture. Njall still requires some final brush touches, and more important - he needs the base. Stay tuned.

RSS FeedRSS