Myślałem, że potrafię. Źle myślałem – nie potrafię. Nie potrafię pisać tyko dla siebie. Nigdy tego przecież nie robiłem. Chyba czułbym się źle bez komentarzy typu: rewelacyjnie piszesz, itd. A pamiętnik? Sam sobie przecież nie powiem, że jestem niezły w składaniu zdań. Ile to już lat się zabieram do pisania o codziennych spostrzeżeniach czy utrwalania co lepszych myśli własnego autorstwa? Ponad dekadę? Mniej więcej tyle. Dokonanych spostrzeżeń czy wydumanych przemyśleń w większości nie pamiętam. Tymczasem mam zaległy tekst o bitwie pod Kłuszynem, czekam na nowego WD, żeby napisać recenzję, wisi nade mną supertajny projekt, nad którym pracuję z Gobosem, trzeba ruszyć kolejną puszkę, zagrać w końcu w Gnomie, itd. Jutro światowa premiera siódmej edycji WFB – namówiłem Prezesa, żeby się ze mną wybrał. Kupię zasady, będę je czytał w każdej wolnej chwili i … nigdy nie skończę już książek, które ostatnio napocząłem. Fakt, że nieco zachłannie, w przypływie wakacyjnego entuzjazmu. Co tam teraz na wokandzie? W imię Rzymu (70%), Boże Igrzysko (1%), Dług honorowy (70%) – trzy pozycje na raz. Sporo – bo zwykle nie zaczynam jednego tematu przed zakończeniem poprzedniego. Tak czy inaczej przeżywam drugi renesans jeśli chodzi o czytanie. Właśnie skończyłem biografię Oktawiana Augusta. Chyba popełnię małą recenzję.
piątek, 8 września 2006
Myślałem, że potrafię.
Posted by szeperd on 09:47
Najbardziej męczy mnie ostatnio Garlauch – niech go diabli porwą! A najlepiej, posługując się warhammerowskim kontekstem – wszyscy bogowie chaosu. Malowanie na zamówienie przyniosło w rezultacie cztery miesiące gadania i ledwie kilka godzin efektywnej pracy. Na dodatek cholerne rogi odpadają po każdym sklejeniu. Dziwnym trafem nie chcą się ‘trzymać na poxipolu’. Muszę się uwinąć do końca września i oddać milusia wreszcie, bo zaczynam się obawiać o własne zdrowie psychiczne.
Jakże ja nie lubię rozgrzebanej roboty! Żeby męki było mało, zobowiązałem się, że przygotuję na Bitewny Zgiełk reportaż z postępów malowania. Tyle tylko, że nie mam chwilowo aparatu a i postępów brak. Dla utrwalenia i zmotywowania samego siebie do pracy umieszczam tu ostatnie zdjęcie (kapitan Dunbar też malował Indian w swoim pamiętniku). Tylne łapy i ogon przed wykończeniem, podstawka wymodelowana i po pierwszym drajbraszu. Postęp prac oceniłbym na 3% więc to zaledwie początek. A we wrześniu chciałem pomalować jeszcze 4 gwardzistów feniksa i przynajmniej jeden element legionu.
Dzisiaj przyjeżdża Sławek – czekam na spotkanie! Pochwalę się nowym pendrivem i tyłkiem Garlaucha.


0 komentarzy:
Prześlij komentarz