Moja nieszczęśliwa, madziarska galopada zakończyć miała się już dawno temu. Jednak, jak to zwykle bywa, rzeczy nie bywają takimi, jakimi chcielibyśmy je widzieć. Nie wdając się zbytnio w szczegóły, powiedzieć należy, że poległem na polu walki z terminami, nie wziąłem udziału w pierwszej części kampanii „Opus Europa”, a przede mną jeszcze sześć figur, które nawet nie zostały zagruntowane. Kiepsko co?
Figury i farby przez długi czas leżały spakowane pieczołowicie w pudełka podróżne i prócz krótkiej przygody w czasie goszczenia u kolegi Szeperda, nie dane im było wydostać się na świeże powietrze. Kilka dni temu, nareszcie skończył się dla nich ten czas udręki i ponownie ujrzały światło dzienne. Przy tej okazji przypomniała mi się obietnica z przed dwóch niemal miesięcy, iż pokaże pierwsze przymiarki do kolorystyki mojej lekkiej jazdy. Czas w końcu ją spełnić i rzucić nieco światła na moje obecne malarskie poczynania.
Lekkich jazd w mojej armii jest aż pięć, dzięki nim, armia Madziarów z X wieku potrafi się bardzo szybko przemieszczać, atakować znienacka niczego niespodziewające się ofiary i uciekać nim nadejdzie odsiecz. W związku z tym, kawalerzyści nie używają ciężkich zbrój, oraz nie obciążają się niepotrzebnie tarczami, za to, zgodnie z najlepszymi stepowymi tradycjami, posługują się wyśmienicie łukami. Strój takiego wojownika był niejednokroć niezwykle kolorowy i dodatkowo ozdabiany wymyślnymi wzorami, podobnie jak inne elementy ekwipunku (kołczan, sakwy).
Takich też wojowników sobie wymyśliłem i z radością zabrałem się do malowania. Tyle, że zawsze jest jakieś, ale… No bo jak tu na 15mm figurze namalować wymyślne wzory? Jak nie popaść w zbytnią swobodę i nie użyć zbyt krzykliwych kolorów? Ano właśnie. Nie do końca udało mi się tego uniknąć i dwa pierwsze, konne modele wyszły nie do końca tak jak planowałem. Nie zrażam się jednak tym bardzo, czego nauczyłem się przy nich, wykorzystam przy malowaniu następnych.



0 komentarzy:
Prześlij komentarz