Obok tytanicznych, leśnych wysiłków, staram się kontynuować odświeżanie HE. W planach poszedłem nieco dalej, niż tylko przeróbka podstawek. Ba, rozpisałem sobie nawet 7 kroków, w których chcę doprowadzić sprawę do końca. Dzisiaj prezentacja pierwszego z nich, mianowicie mistrzowie miecza. Cała sprawa polegała na kilku czynnościach, a mianowicie pomalowaniu brzegów wymienionych podstawek, poprawieniu ewentualnych uszkodzeń nóg. Dodatkowo kupiłem dwie figury z ostatnio obowiązującego wzoru, wyrównując stan całości do 20 sztuk. Malowanie zajęło mi dosłownie moment, głównie dzięki kombinacji łatwość wzoru-nowe washe-suchy pędzel. Największą frajdą była jednak przeróbka sztandaru. Po prawdzie, pierwszy raz byłem zadowolony z własnego sprytu (od czegoś trzeba zacząć). Najpierw zdjąłem poprzedni sztandar (a więc kawałek papieru z nędznym freehandem), który wołał po pomstę do nieba. Następnie uciąłem drzewce powyżej dłoni. Dalej nawierciłem dłoń i drzewce nowego sztandaru – jest to plastikowy bits z armii DE, którym uraczył mnie Gobos. Na górę dokleiłem jeszcze jeden kawałek – tym razem bardziej ulthuański w charakterze. Całość malowałem dwa razy – pierwszy wzór, szaro-biały, zupełnie mi się nie spodobał. W związku z tym wrzuciłem coś z większym kontrastem. Nic odkrywczego, bo to typowy, elfi niebieski. Dodałem do niego oldschoolowe gwiazdki (sic!) a na koniec, zamiast ryzykować artystycznym samobójstwem, zaaplikowałem kalkomanię, jaką przypadkowo znalazłem podczas porządków w szafce. Pochodzi ona z czterdziestki, ale ujdzie. Pierwszy lifting tym samym za mną. Mało szałowo, skromnie, ale cieszy. Na drugi ogień pójdą białe lwy.


0 komentarzy:
Prześlij komentarz