czwartek, 10 lutego 2011

Rajd na VoD

W nocy z 29 na 30 stycznia 1945 roku kompania C, oraz 2gi pluton kompanii F, 6 Batalionu Rangersów, przy wsparciu dwóch zespołów zwiadowców Alamo, oraz partyzantów filipińskich, odbili jeńców amerykańskich z japońskiego obozu przejściowego w pobliżu miejscowości Cabanatuan.

W roku 2005, reżyser Jahn Dahl, znany głównie z pracy przy takich telewizyjnych hitach serialowych jak Battlestar Galactica, Caprica, Dexter, True Blood, Californication, nakręcił film o opisanych powyżej wydarzeniach, pod tytułem The Great Raid.

10 lutego 2011 roku, w godzinach nocnych, korzystając z przymusowej bezsenności obejrzałem ten film, udostępniony bezpłatnie w usłudze VoD Kinoplex Gazety.pl.

The Great Raid to sprawnie nakręcony film wojenny, nie pozbawiony typowych amerykańskich wad, które w każdym wojennym filmie są takie same. Patos wylewa się chwilami uszami. Niepozbawiony jest również zalet, w tym rozmachu, dobrego aktorstwa, wspaniałych plenerów i scenerii (przepiękna Manila!).

Film jasno pokazuje, czym jest sprawnie przeprowadzona operacja wojskowa. Jak wiele zależy od rozpoznania, współpracy, zaskoczenia, dobrego planu i odrobiny szczęścia. Myślę, że przypadnie do gustu fanom tego typu produkcji, ja sam mogę go tylko polecić.

Po długim czasie posuchy i trzymaniu tematu II Wojny Światowej na Pacyfiku z dala od kin, wygląda na to, że historia ta wraca do łask. Clint Eastwood nakręcił swoje Flag of Our Fathers i Letters from Iwo Jima, Spilberg i Hanks z sukcesem zaprezentowali swój serial Pacific. To dobrze, bo temat wart jest poznania i rozpropagowania. Poza tym, ile razy można lądować w Normandii. Miłego oglądania!

4 komentarzy:

szeperd pisze...

O tej akcji oglądałem ze dwa dokumenty na History Channel - faktycznie nośny temat. Film też będę musiał zobaczyć. O ile pamiętam to komandosi z tej akcji stali się zaczynem dla Zielonych Beretów a akcja była koronkowa. Dzięki za newsa!

ungrim pisze...

A ja nie wiem dlaczego, ale nigdy nie przekonalem sie do filmow wojennych. Moze nie trafilem na te dobre albo usnalem za szybko. Na szeregowcu bylem w kinie, fakt tam nie usnalem, ale bylo tak glosno, ze sie nie dalo. Chyba nie bede nigdy fanem tego gatunku. Jedyne co ogladnalem z zapartym tchem (bardziej bylem nawet zaparty za drugim zamachem) to kompania bracii, ale jako ze to byl serial to pokazywal to wszystko troche pod innym katem. W sumie mozna by to porownac do slow P.K.Dicka co prawda traktujacych o opowiadaniu i ksiazce, ale mozna by to przelozyc na film a serial. Zwykl byl bowiem mawiac, ze opowiadania w jego wykonaniu traktuja o morderstwie a ksiazki o mordercy.

Gobos pisze...

mnie ostanio po raz kolejny zauroczył black hawk down, leciał w TV. nakręcony jest świetnie do tego ta muzyka Zimmera. naprawdę montaż był genialny, i to bez przesady, a zdjęcia to bezwzględnie drugi geniusz, gdybym oskarów nie uznawał za chłam, to bym powiedział, że skrzywdzili Idziaka. Ma swoje delikatne "amerykańskie" momenty, ale nie czułem żeby był aż tak mocno patetyczny

tsar pisze...

No cóż, "Black Hawk Down" był raczej filmem w stylu: "jak pokazać kompletnie spierdzieloną operację wojskową" więc i mniej amerykański musiał być. Choć gadka Erica Bany jako żołnierza Delta Force na końcu była rzewna na maksa.
Uwielbiam Black Hawk Down. Idziak jest geniuszem.

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS