Wena na malowanie jakoś nie przychodzi, niemniej ręce świerzbią. Z tego świerzbienia wyniknęło trochę warsztatowych poczynań, mianowicie przygotowanie do malowania czterech podstawek sotni podjazdowej, elity wśród moskiewskiej jazdy szlacheckiej. Robótka była szybka a to za sprawą Seby. Jak już kiedyś pisałem, nabyłem od Kolegi nieco figur, skuszony dodatkowo faktem, że część z nich była oczyszczona z nadlewek.
Co więcej, Seba wykoncypował, słusznie zresztą, że sotnię podjazdową przygotować można na bazie podstawowych dzieci bojarskich, wzbogacając miniatury o pewne szczegóły. I tak też zrobił, nie szczędząc kałkanów, koni z pistoletami w olstrach czy zmieniając niektóry pozy na bardziej dynamiczne. Takie to też miniatury trafiły do mnie. Moja część przygotowań była więc krótką formalnością – dodałem raptem dwie rohatyny, dokleiłem drzewce chorążemu i nałożyłem szary podkład na czarny, uprzednio użyty przez Sebę.
No dobrze, na razie dość pilnika i podkładu, bo ostatnie dwa wpisy mam całkiem biało-czarne. Czas przestać się obijać, wyjąć farby z pudełka i wziąć się za poważną pracę.


3 komentarzy:
Miło gdy modele trafiają w dobre ręce i oby dobrze służyli. Tylko uważaj na nich, bo szkolił ich sam potężny Walidrewienko i potrafią wygrywać bitwy w pojedynkę. Ku chwale Wojewody Sebastiana Łańcuchowa!!!
Ha ha, no to po takiej rekomendacji chyba zmajstruję ich w pierwszej kolejności. Jeszcze raz dzięki za modele! Nie znoszę oczyszczania z nadlewek, więc ten bonus od Ciebie był wyśmienity. Zaczynam zatem knuć na kolorystyką, aby jakoś podkreślić wyjątkowy charakter tej formacji. Myślę, że kluczem może być poświęcenie większej uwagi szczegółom. Do roboty, do roboty!
Wyglądają super! Czekam niecierpliwie na kolor. Widzę, że się rozruszałeś :). Brakowało twoich wpisów. Zgiełk ożyje do końca na jesień, teraz to wiem :).
Prześlij komentarz