piątek, 10 kwietnia 2020

Grupa Rozpoznawcza Erika Jönssona (1657) v. 2

Jak to często bywa, niewiele potrzeba, żeby rozpalić wyobraźnię i ruszyć z nowym projektem. Wprawdzie z wiekiem człowiek nabiera pewnego rodzaju odporności na wybuchy modelarskiej namiętności ale czasem, po spokojnym przemyśleniu tematu, można ulec pokusie. Tak było i tym razem. Głosem rozsądku były w tym przypadku modele, które kupiłem podczas kampanii tłumozbieraczej Potopu. Dawno, oj dawno to było. Modele do podjazdu Erika Jönssona przeleżały w szafie długo. Już tak mam, że malować muszę modele do gry a nie na półkę. A po lekturze zasad podjazdu nie bardzo do gry miałem ochotę. Podjazd był bardzo ciekawy ale też cierpiał na chorobę zwaną podjazd historyczny. Wargamer długo bronił się przed doprowadzeniem wielu historycznych podjazdów do poziomu grywalności jakie oferowały i nadal oferują podjazdy "ogólne". Długo słyszeliśmy, że liczebność podjazdu ma się zgadzać z faktami a balans to sprawa drugorzędna. 

Na szczęście ostatnio to podejście się zmienia i podjazdy historyczne oraz niektóre ogólne, otrzymują nowe życie. Życie wypełnione bitewnym zgiełkiem a nie łapaniem kurzu na półce. Kilka dni temu odmłodniała i nabrała wigoru wspomniana wcześniej Grupa Rozpoznawcza. Aż postanowiłem w końcu ją pomalować. Zbiegło się to w czasie z finalizowaniem prac nad nowymi oddziałami do Trójzębu, więc ze spokojnym sumieniem zamówiłem pewne brakujące modele (zawsze chciałem pomalować opancerzonych rajtarów z arkebuzami). Co więcej. Nawet nie wiedziałem, że są takie wzory jak Czarne Płaszcze!

Jest jeszcze jeden powód wyciągnięcia podjazdu z piwnicy. Konie. Do tej pory malowanie koni było kłopotliwe. Bardzo dużo skrobania, a potem wiecznie obite ogony i końskie pyski. Od pewnego czasu metalowych koni nie ma już jednak w zestawach. Zastąpiły je konie z PVC. Świetne, niewymagające żadnej obróbki a do tego lepiej trzymające farbę niż metalowe. 

Dzisiaj domówione modele dotarły i wyglądają fantastycznie. Zanim jednak dotarły, przygotowałem część podstawek oraz samego dowódcę. Każda podstawka doczekała się magnesu. Polecam każdemu to rozwiązanie. Dzięki temu transport nie przysparza żadnych kłopotów a modele nie ulegają uszkodzeniom, na jakie są narażone nawet gdy przewozi się je z gąbkowych przegródkach.

Malowanie podzielę na 2 etapy. Jednostki szwedzkie i siedmiogrodzkie na pierwszy rzut, Kozacy na drugi. Na razie nie mam pomysłu jak jazdę szeklerską, więc siedmiogrodzkie ograniczę do 6 baz nadwornej, lekkiej i 3 baz kopijniczej.

W ramach ćwiczenia przed malowaniem, wykonałem sztandar dla siedmiogrodzkiego kapitana jazdy. Zdjęcia z prac poniżej. Raport z przebiegu prac niedługo.







5 komentarzy:

robson pisze...

To mówisz, że wracasz do aktywnego grania? ;-)

MiSiO pisze...

W OiM gram aktywnie. Raz w roku na Polach Chwały. Ale chętnie zagram nowym pojazdem, bo na pewno nie na półkę go maluję. Miła odmiana od lekkiej irytacji, gdy moja piechota ani się nie umie przemieścić ani odwrócić frontem do jazdy RON :D

szeperd pisze...

Aleś mnie podpalił tym teaserem! Czekam na efekty malowania jak świnia na koryto!

miszczu pisze...

I co z tym podjazdem? ;)

MiSiO pisze...

Maluję. Myślę, że w przyszłym tygodniu jakieś zdjęcia pierwszych podstawek się pojawią.

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS