Dziś mam dla Was kilka zdjęć i parę słów uwieczniających towarzyską potyczkę w Star Wars Legion, która miała miejsce kilka tygodni temu. Spotkanie rozpoczęliśmy od rytualnego spalenia wyprasek po żetonach - wszystko to dla stworzenia analogii do pewnej sceny z Zemsty Sithów. Po sutym śniadaniu przystąpiliśmy do rozkładania stołu, makiet i obmyślania rozpisek i taktyk.
Na stole pojawiły się również droidy, których akurat nikt nie szukał. Wystąpiły w roli podkręcania klimatu, choć pod koniec walki próbowałem użyć Mocy i wmówić moim Szanownym Kolegom, że mogę wykorzystać skubańców do przepychania wózka. Nie udało się...
Udało mi się za to uwiecznić rzut Robsona na pancerz - pięć razy sukces! Ale, uczciwie mówiąc, sam nie mogłem tego dnia narzekać na kości, co Koledzy wielokrotnie i dosadnie komentowali. W toku spotkania wysłaliśmy też parę zdjęć do Brutala, któremu nie udało się niestety dotrzeć na spotkanie przez jakieś choróbsko. Coś musiało być na rzeczy, bo w pewnym momencie napisał, że widzi kliny... Bretońskie?
Potyczka w toku - obie strony zbliżają się do centrum, cały czas trwa zażarty ostrzał i trup ściele się gęsto. Na mojej prawej flance popełniłem dość szybko błąd, który kosztował mnie utratę 'ckmu', ale na szczęście piechota dawała sobie całkiem nieźle radę i bez niego. Mój plan był generalnie prosty - do przodu i bęcki przeciwnikowi, gdzie się tylko da.
W centralnym miejscu stołu, czyli na tytułowym dachu i w jego okolicach, rozegrało się decydujące starcie. Ja rzuciłem tam głównie świeżo pomalowanych Mandalorian, lewą stroną przepychając swój wózek z amunicją. Z kolei wraża koalicja napierała różnego rodzaju pojazdami, by wreszcie rzucić na mnie Czarnego Paszę we własnej osobie. Oczywiście był to skuteczny ruch, bo tenże, w ostatniej rundzie, pokrzyżował mi sktecznie plan na zwycięstwo. OK, aktywowane pole minowe i przespanie przeze mnie jednej rundy też nie pomogło. No i Lukasz Niebochodzić mógłby mi się w tym miejscu przydać. Niestety rzuciłem go w pewnym momencie na flankę, gdzie kosił szturmowców i klony.
Oczywiście na skrzydłach działy się też i inne akcje - tutaj 'dubak' dobija moje T-47, mocno zmęczone ostrzałem z poprzednich rund.
Poniżej zdjęcie poglądowe, pokazujące ile zabrakło mi do wygranej - jeden solidny ruch wózka z bombami, i miałbym to! Niestety, jak wspomniałem wcześniej, jakieś wykoksowane kombo Vadera, który porozpychał się Mocą, mieczem i siłą własnej legendy, zdemolował bądź odrzucił moje oddziały w tej strefie sprawiły, że na koniec ostatniej rundy zabrakło mi w zasięgu wózka jednego oddziału, żeby móc go poruszyć. W efekcie spotkanie skończyło się remisem. O stratach wspomnę, jedynie z kronikarskiego obowiązku. Z Imperium i Klonów został wspomniany Sith i jeden oddział szturmowców. Po mojej stronie z kolei na placu ostało się spokojnie ponad 50% wyjściowego stanu.
Na koniec jeszcze dwa zdjęcia miejsca, w którym rozegrał się decydujący fragment bitwy - tym razem obie fotki zostały własnoręcznie 'podrasowane' przez Doktora Rehabilitowanego. Nasze spotkanie było też formą pewnego pożegnania, ale mam nadzieję, że to nie przeszkodzi nam w przyszłości w spotykaniu się i graniu. Dlatego napiszę na koniec: dzięki za towarzystwo i do następnego razu!













12 komentarzy:
Świetna sprawa i oby jak najwięcej takich relacji z grania. Super spotkanie jak widać, zazdraszczam Panowie!
Warto dodać, ze został Czarny Pasza i jeden oddział stormtrooperów w sile 1 stormtroopera... Przerżnęliśmy to okropnie ;)
Dzięki za wpis! Cały czas liczę, ze 3-4 x w roku uda się zebrać i popchnąć pare ludzików po stole ;)
Nie ma za co. Spotkanie było przednie, to chciałem uwiecznić. I ten stół, makiety i figurki - palce lizać!
Robi wrażenie! Modele i makiety profesjonalne!
Jak się grało na krótkich bokach stołu? Nie było to zbyt ciasne?
Wg mnie nie było. Choć zapewne kanalizowało to ruchu i doprowadziło do szybkiego zwarcia.
Przepiękny stół do grania! Czuć klimat!
Skala zjawiska, jakość całości i sam raport robią naprawdę duże wrażenie!
Dziękujemy. Wszystko to ku chwale Rebelii!
Co to jest za pech dziadowski, że mnie tam nie było. :(
Jednomyślnie uznaliśmy podobnie.
Genialna relacja, w szczególności ostatnie zdjęcia ociekają klimatem, pew pew z laserka!
Widok tak zastawionego makietami stołu i w pełni pomalowanych miniatur robi piorunujące wrażenie. Aż chce się grać!
Prześlij komentarz