poniedziałek, 18 czerwca 2007

Męka tworzenia

Zajrzałem do notatek, w których zapisuję daty malowania kolejnych miniatur do mojej elfiej armii WFB i zrobiło mi się wstyd. Siedem miesięcy przerwy w postępach, czyli fatalny finisz, ponieważ koniec jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Oczywiście w tzw. międzyczasie nie próżnowałem – kompletna armia do DBA czy ponad dwudziestka krasnoludów wystarczą za wyjaśnienie. Jak dodam do tego kompletny brak chęci na elfów i kłopoty z koncentracją, wszystko okazuje się być jasne. Było, nie było, poczuwszy lekkie tchnienie weny po czerwcowym, długim weekendzie w towarzystwie znakomitych kolegów, oraz korzystając z kilku dni samotności w domu (wyjąwszy psa, któremu towarzyszyłem, ku jego uciesze, głównie w godzinach karmienia), zebrałem się w sobie i skończyłem plastikowe bolt throwery. Całość to oszczędne i proste malowanie: sporo suchego pędzla, nieco niebieskiego washa. Jak mawia MiSiO – standard stołowy. Na uwagę zasługują być może podstawki – wykonałem je nieco inaczej, niż w reszcie armii. Piasek w trzech kolorach, nieco trawki statycznej. Poważnie rozważam przerobienie wszystkich modeli w tym kierunku. Wrażenia po oglądaniu podstawek autorstwa Gobosa czy ostatnio malowanych goblinów Tsara coraz bardziej utwierdzają mnie w przekonaniu, że piasek malowany na zielono to minimalizm godny pożałowania.
Jeszcze siedem miniatur i odtrąbię wielki finał. Po dziesięciu latach moja przygoda z HE w takim wydaniu dobiegnie końca. Będzie oczywiście miejsce na pojedynczych bohaterów, być może skuszę się na nowe wzory z okazji zapowiadanej na jesień reedycji. Niemniej jednak całość dobiega końca i bez żalu napiszę ostatnią stronę. Męczę się bowiem okrutnie, co nie pozostaje bez wpływu na jakość wykonania.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS