- Bobos, tutaj! - ni to krzyknąłem, ni to szepnąłem i rozejrzałem się wkoło przerażony poziomem mojego głosu, tak jakbym był w stanie przejrzeć ciemności jakie mnie otaczały. Bobos też miał z tym trudności, bo w mroku usłyszałem najpierw głośny huk kiedy wpadł na ustawione wokół stolika krzesła, a później soczyste przekleństwo, które plasnęło o podłogę pośród tumanów wznieconego całym zamieszaniem kurzu. W końcu, po omacku, dotarł do mnie i w słabym świetle księżycowego blasku zobaczyłem jak rozciera bolące biodro, którym musiał wyrżnąć w meble.
- Czemu spotykamy się w tutaj i w ciemnościach, w jakiejś konspiracji ? – zapytał Bobos. Rozumiałem dokładnie jego zdziwienie, ale sprawa wymagała konspiracji.
- Martwię się o SzeFreda, coś z nim jest nie tak – syknąłem mu do ucha.
- Nie musisz szeptać, przecież nikogo tu nie ma! – powiedział z wyrzutem.
- Martwię się o niego, dziwnie się zachowuje od kiedy wrócił z półwyspu – powiedziałem już normalnym tonem.
- W jakim sensie? – Bobos wyglądał na szczerze zdziwionego.
- Pamiętasz jak w karnawale przyjechał na przyjęcie przebrany za elfiego rycerza na tym glucie ze złotymi bransoletkami?
- No to rzeczywiście nie było bardzo naturalne, ale to jeszcze nic nie znaczy.
- No niby nie, ale… – zawiesiłem dramatycznie głos – potem doszło do tych ekscesów na półwyspie!
- Jakich ekscesów? – wyraźnie, zaniepokoił się mój towarzysz w konspiracji.
- Doszły mnie słuchy, że udawał dawnego wojownika… Tego no… - zabrakło mi słów.
- Germańskiego najeźdźcę?! – z nieukrywanym przerażeniem podpowiedział Bobos.
- Nie! – zaoponowałem – Słowiańskiego woja! O!
- Skrzywdził kogoś? – dopytywał mój kolega.
- Ponoć rzucił się z pięściami na kilku Francuzów, ale koniec końców to tamci spuścili mu łomot.
- Uuu, nie brzmi dobrze. Jak to przeżył? – zaniepokoił się Bobos.
- No właśnie ciężko powiedzieć, ale dziś go widziałem i wyglądał jakby był pod wpływem! Mówił nawet, że się zaciągnie do carskiej armii – pokiwaliśmy wspólnie, smutno głowami
- Co proponujesz? – zapytał po dłuższej chwili Bobos.
- Ja bym go zabrał do jakiegoś parku rozrywki czy coś w ten deseń – zaproponowałem.
- Może do World of Warcraft, ten nowy figlopark koło Cygańskiego Lasu? – zaproponował z dużym entuzjazmem mój kolega .
- To jest dobry pomysł, tylko weź dopilnuj, żeby znów nie pojechał na tym zielonym glucie w stylu Crashing Wave-Spirit.
- Umowa stoi!
Podaliśmy sobie w porozumiewawczym geście dłonie i rozeszli się w przeciwnych kierunkach w mrok.
*Co to za notka? Trochę hermetyczna, trochę złośliwa, w ogóle nie na temat, może ktoś zgadnie skąd ona tu, na pewno powinien nasz niesłowny kolega, który lubi trzymać nas w niewiedzy. Do następnego razu!
17th-century Polish Light Cavalry #1 (Hetman Miniatures)
1 tydzień temu


7 komentarzy:
Hehehe, nie ma to jak dawka śmiechu o poranku :D Świetny pomysł, a już germański najeźdźca mnie rozwalił :)
Prawda prawda słowo było dane i co? dupa :) Może łomot od francuzów spowodował zaniki pamięci w starczym umyśle :D
pięknie dopiekłeś kłamczuchowi
Oj tam, oj tam! Pogadam z tym Waszym kolegą, który, jak zrozumiałem, ma wątpliwy gust, nierówno pod sufitem, doprowadził do incydentu dyplomatycznego za granicą i przede wszystkim naraził się Wam niesłownością. Faktycznie coś z nim musi być nie tak :)
:D
Rozmawiałem. Faktycznie jest w ciężkim stanie. A Wasze kalumnie przyjął ciężko. Wybuchnął a potem całkiem zgasł. Nie wiem, czy coś z niego jeszcze będzie. Faktycznie zastanówcie się, jakby mu pomóc - weźcie go gdzieś, niech odetchnie, pogada, pośpi, pomaluje... :)
10 grudnia go rozruszamy, czyż nie?:)
Tak zróbcie! Ale wcześniej musicie rozruszać Kolegę Robsona, który dzierży realność tego terminu w swoich rękach!
... i jeszcze postanowi zdawać na kolejny pas w tym terminie :P ;)
Prześlij komentarz