sobota, 12 listopada 2011

I’m the invisible man

Podkład muzyczny na dziś

Super Tajna Baza Wojskowa „Z.Ą.B.E.K.”
5:00

Operacja „Invisible”


Zwykle o tej godzinie, podczas super ważnych tajnych operacji wojskowych, w super tajnych bazach jest olbrzymi ruch. Tutaj w Z.Ą.B.E.K.u tego nie było. W ogóle nic nie było. Ani śladu nikogo ani niczego. Całkowicie pusta polana w środku lasu.

***
-Zaraz zaraz, to nie miało być tak. Miała się tu dziać cała akcja tej historyjki – przerwał nie wiadomo skąd dochodzący głos.
- Ty durniu, to tutaj. Załóż antyniematerialne gogle. – upomniał drugi nie wiadomo skąd dochodzący głos.
-A racja – było słychać wyraźne karcące się klaśnięcie w czoło.
***
Super Tajna Baza Wojskowa „Z.Ą.B.E.K.” po założeniu antyniematerialnych gogli.
5:05
***
 -A teraz to co innego - ucieszył się pierwszy głos.
***
W bazie panował straszliwy harmider. Dziesiątki półprzeźroczystych, niebieskawo zielonych postaci przesuwało się płynnie kilkanaście centymetrów nad ziemią. No, niektórzy też dużo wyżej.
Duch w półprzeźroczystym kasku pod którym było widać półprzeźroczysty mózg wymachiwał półprzeźroczystymi sygnalizatorami trzymanymi w obu półprzeźroczystych rękach.
***
- Dobra dosyć! Daj spokój z tą półprzeźroczystością. Ustalmy, że wszyscy tam byli półprzeźroczyści i mieli wszystko półprzeźroczyste bo to były postacie eteryczne, tak? Duchy! A duchy z zasady są półprzeźroczyste. Poza tym język sobie można połamać od tej półprzeźroczystości. – wydarł się wściekły drugi głos.
- No, dobrze. – zbesztany pierwszy głos odpowiedział ponuro
***
Stojący na środku polany duch był najwyraźniej odpowiedzialny za sterowanie ruchem. Po jego bokach ciągnęło się aż po sam las kilka pasów zaznaczonych punktami ogników połyskujących w kolorze mdłej zieleni. Wyglądało to na lądowisko. Operator rytmicznie obracał rękami kierując je na prawą stronę. Wpatrywał się w coś daleko w górze. Na niebie pojawił się szybko zbliżający się punkt. Punkt powiększał się i przybierał już wyraźniejszy obraz olbrzymiego wozu, a dokładniej coś w stylu dyliżansu, ciągniętego przez cztery szkielety koni. Zbliżający się obiekt jakby nie widząc lub nie zwracając uwagi na wysyłane w jego stronę sygnały pędził prosto w stronę kierującej ruchem postaci. 


-W prawo baranie, w prawoooo! – krzyknął operator w ostatniej chwili uskakując przed wozem. Pojazd zbliżający się pod kątem uniemożliwiającym wylądowanie na pasie wbił się z olbrzymią prędkością w grunt i… zniknął. Po chwili parędziesiąt metrów dalej jakby nigdy nic wynurzył się powoli z ziemi i już po terenie lądowiska zatoczył koło w stronę podnoszącego się operatora.
- Jak latasz ośle, mało mnie nie rozjechałeś, idioto. – wykrztusił wściekle duch na klęczkach rozglądając się wkoło za zgubionymi sygnalizatorami. Wreszcie sięgnął do ziemi zagłębiając w niej ręce po łokcie i wyciągając porzucone lizaki.
- No co ty, chłopie? Przecież my jesteśmy eteryczni. Przechodzimy przez siebie jak przez powietrze. – odpowiedział zakapturzony woźnica.
- Noo, niby racja. Zapomniałem. Jestem tu nowy. Dopiero co awansowałem na ducha. – wyjąkał zmieszany operator otrzepując się bezsensownie z brudu, który na nim w ogóle nie osiadł – To z resztą nie ma znaczenia. Myślisz, że to przyjemnie jak tak ktoś przez ciebie przenika? Poza tym nie widzisz gdzie wskazuję ci pas do lądowania? – wykrzyczał odzyskawszy pewność siebie – Porządek musi być. Łuuueee! – wykrzyczał przerażony widząc jak woźnica odkrywa kaptur ukazując okropną trupią czachę z wielkimi zębiskami jakiegoś dziwnego humanoidalnego stwora.
- No co? – wystękał zdezorientowany i lekko wystraszony woźnica rozglądając się na wszystkie strony za siebie – Ktoś tam jest?


Uderzył ostro lejcami i gwałtownie ruszył nie wzbijając oczywiście żadnych tumanów kurzu, wiadomo dlaczego. Wjechał prosto w operatora i przeniknął przez niego jak przez powietrze, no prawie jak przez powietrze. Ten wściekły zaczął na wszystkie strony wymachiwać za nim rękami i rzucał przekleństwa nie zauważając schodzących do lądowania kolejnych dyliżansów. Zdezorientowani dziwnymi sygnałami woźnice wpadli w panikę i rozpętało się piekło. No w sumie rozpętałoby się gdyby wszyscy nie byli eteryczni, ale też było nieźle. Kolejne wozy przeleciały przez biednego operatora wzbudzając w nim to nieprzyjemne uczucie mrowienia i dreszczy. Kilka pojazdów zanurkowało w ziemię, a inne wjechały w las. Jeden wcelował prosto w przechodzący akurat oddział zjaw, który niewzruszony maszerował dalej. Eteryczne szkielety koni rżały, powożący wrzeszczeli, a biedny operator lądowiska stał na środku całego zamieszania i zakrywał rękami oczy. Co oczywiście było bez sensu bo i tak były półprzeźroczyste.
***
- Co Ci mówiłem o słowie na P.? – odezwał się drugi głos
-Ale tu musiałem go napisać, inaczej byłoby bezsensu. Nie przeszkadzaj. – odburknął pierwszy
***
Skoro zakrywanie oczu nic mu nie dawało opuścił ręce jeszcze bardziej wściekły. Nagle coś z tyłu chwyciło go za ubranie. Zaskoczony zerwał się z miejsca.
- Hej, przecież nie możesz mnie złapać. W końcu jestem duchem. – krzyknął na to coś co go chwyciło.
Niestety to coś było tylko ręką wydobywającą się ze ściany dyliżansu. Choć się przyglądał i wytężał wzrok nie mógł dojrzeć nic w środku powozu. Nagle z wszystkich ścian wyskoczyły różne części ciał. Od rąk zaczynając, przez nogi przechodząc, a na zniekształconych twarzach kończąc. Te ostatnie natomiast zaczęły przeraźliwie i rozpaczliwie wyć. Teraz harmider był jeszcze większy. Coś ponownie chwyciło go z tyłu za rękę, potem drugi chwyt i następny, i następny. Zanim się obejrzał był w nienaturalnej pozycji przyciśnięty całym ciałem do wozu. Obok jego głowy wynurzyła się z głębi dyliżansu obrzydliwa twarz i spojrzawszy na niego zaskoczona zaczęła się drzeć. Wóz ruszył ostro do przodu i szybko oddalał się z terenu lądowiska, a za nim niósł się cichnący krzyk operatora.
- Jak możecie mnie trzymać? Jestem duchem. Mnie się nie da chwycić. To niemożliwe…


Gdzieś w głębi obozu
5:15

- Panie sierżancie, melduję, że przybył kolejny zrzut. Właśnie wylądowali – zameldował salutując upiór.
- Świetnie, kapralu. Dajcie ich tu.
Na polanę wjechała kolumna dyliżansów. Gdy się zatrzymali drzwi powozów nie otworzyły się ze skrzypnięciem, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, ale przez wszystkie ścianki zaczęły wysiadać duchy żołnierzy.
- Upiory na prawo, zjawy na lewo, zwykłe duchy do tylnych szeregów. – wykrzykiwał rozkazy sierżant – A Wy to co? – zwrócił się do grupki wyglądających na zagubionych duchów w strojach całkiem innych niż pozostali. Żołnierze popatrzyli na siebie i niemrawo jeden po drugim wzruszali ramionami.
- Z jakiego oddziału jesteście? Nie rozpoznaję waszej kategorii duchowej? Odpowiadać! – rozkazał sierżant upiorów przeglądając dokumentację.
- Ze…ze… ze Strażników Grobowców, sir. – odpowiedział jeden z nieśmiałej grupy.
- Jak to? Co Wy tu robicie? Czy wy nie powinniście być materialni? – zdziwił się
- Eee, materialni..? – pod nosem z lekkim znakiem zapytania, którego sierżant mógł nie zauważyć, wystękał ten śmielszy.
- E-materialni? Czy to jakieś nowoczesne określenie? – minimalnie stracił pewność siebie dowódca – To chyba jakaś eksperymentalna grupa w związku z operacją „Invisible”. E-materialni, e-materialni to musi być jakaś nowa odmiana eterycznych – szepnął do kaprala stojącego obok.
- No, dobra. – zwrócił się już sierżanckim tonem do grupy słabo kojarzących Strażników – Na koniec kolumny. Odmaszerować!


Grupa niepewnie ruszyła naprzód, stawiając niezręczne kroki. Prawie każdy zamiast iść żołnierskim marszem spoglądał pod nogi i chwiał się na nogach.
- Co z nimi? Chyba nie zrobiliście sobie wczoraj popijawy, co? – dowódca surowo spojrzał na tego śmielszego strażnika.
- A..,a.., ależ skąd, panie sierżancie. Oni po prostu są nieprzyzwyczajeni do eteryczności – odpowiedział Strażnik.
- Chyba raczej e-materialności. – przypomniał mu sierżant.
- Eeee, no tak – z głupim wyrazem twarzy niezrozumienia odpowiedział mu podwładny i pospiesznie oddalił się do swojej grupy zagłębiając się co drugim krokiem w glebę.
Upiór jeszcze przez chwilę obserwował oddalających się żołnierzy, niektórych zapadających się w ziemi po kolana. Jeden wpadł nawet po szyję, a kilku kolegów próbowało chwycić go niematerialnymi rękami za jego niematerialne ręce – nic z tego nie wyszło. Biedak po kilku minutach odpuścił i maszerował zanurzony po szyję w ziemi. Sierżant zdziwiony pokręcił głową. To musi być kamuflaż, pomyślał i wrócił do swoich obowiązków.


- Kolumna gotowa, sir. – po dłuższym czasie zameldował kapral znudzonemu już dowódcy, który z nudów próbował nakarmić eteryczny szkielet konia – z tego też nic nie wyszło.
- Wreszcie. Inspekcja! – odkrzyknął.
Ruszył wzdłuż ustawionej równo armii. Na początku stały Upiory Grobowców wraz z Banshee ćwiczącymi okrzyki, które powinny być mordercze. Piski i skrzeki były jednak bardziej wkurzające niż zabójcze. Sierżant pokręcił głową rozczarowany. Dalej Czereda Zjaw. Zjawy kręciły się w kółko próbując rozplątać pozaczepiane o siebie kosy. Dowódca wiedział, że luźny typ tej formacji będzie kłopotliwy, ale generał nie dał się przekonać. Sierżant pokręcił głową rozczarowany. Za nimi stały Czarne Powozy. Powozy bardziej przypominały dyliżanse. Co im przyszło do głowy z takimi pojazdami, ale dowództwo mówiło, że trzeba iść z duchem czasu. Taki był teraz trend. Konie kręciły się i rżały, większość woźniców kłóciła się między sobą o kolejność w kolumnie, a niektórzy pochrapywali głośno drzemiąc na wozach. Kolejny mijany koń puścił głośnego bąka i… narobił co nieco.


- A jednak – rozpromienił się upiór i sięgnął po kępkę trawy. Podstawił ją pod pozbawione skóry odsłonięte zębiska jednego ze szkieletów koni - koń zignorował go i ignorował go przez następne dziesięć minut. Sierżant pokręcił głową rozczarowany. Naburmuszony poszedł dalej. Na ostatnim wozie przylepiony w dziwnej pozycji do bocznej ściany pojękiwał operator lądowiska.
- Vladimir? Postanowiłeś jednak włączyć się do kolumny? Świetnie, świetnie. – powiedział do mamroczącego ducha z wybałuszonymi oczami, którego niezliczona ilość rąk, w tym jedna zakrywająca usta, utrzymywała nieruchomo na powozie. – Tak, tak. Bardzo się cieszę. – dokończył sierżant i pomaszerował dalej.


Na końcu jak rozkazał stał cichutko oddział E-materialnych Strażników Grobowców. Jako jedyni stali w kompletnej ciszy nieśmiało rozglądając się wokół siebie. No w końcu porządni żołnierze, ucieszył się. Połowa z nich była zanurzona po kolana lub po pas w ziemi, niektórzy nawet po szyję. Gdzieś z tyłu widział rozpaczliwie machającą z ziemi samą rękę. Wyglądali żałośnie, ale to na pewno udawane, pomyślał. W końcu to ten tajny projekt. W nich cała nasza nadzieja. Sierżant pokiwał głową z aprobatą. Zbliżył się do tego śmielszego żołnierza, a potem porozumiewawczo i konspiracyjnie mrugnął do niego okiem. 
- Eee… - zarumienił się zawstydzony żołnierz, ale po chwili uśmiechnął się zalotnie i też mrugnął do dowódcy. Sierżant wyprostował się i pospiesznie odszedł. 
- Kolumnaaaa, naprzód marsz!


Słowniczek
Spirit Host – spirit to duch, host ma kilka znaczeń np mnóstwo, tłum, może też oznaczać hostia czyli ofiara, wydaje mi się jednak, że chodzi tu o dużą grupę duchów, tłumaczenie zwrotu po konsultacji ze słownikiem synonimów – Czereda Zjaw
Banshee – słowo oznacza „kobieta ze wzgórza”, ale Banshee jest uniwersalne
Cairn Wraiths – tutaj użyłbym określenia Upiory Kurhanów
Black Coach – to po prostu Czarny Powóz
Grave Guard – to bym przetłumaczył jako Strażnicy Grobowców

Ostatnia oficjalna odsłona Tytanów miała być równocześnie „najmocniejszą” odsłoną, dlatego prezentuję Wam dziś całą moją grupę eterycznych oddziałów jaką posiadam. Oddział Spirit Host oraz Cairn Wraith to typowe jednostki eteryczne w armii Vampire Counts. Spirit Host u mnie to zlepek figur z różnych źródeł. Zamysł był taki żeby wszystkie chłopaki mieli kosy. Cairn Wraiths to też coś nietypowego. Szukałem modeli banshee lub tego typu kobiet zjaw. Każdy model dostał do ręki włócznię zamiast kosy. Jedynie jeden model wyróżnia się kosą. Zostawiłem go tak bo podobał mi się w oryginale. Grave Guards w ogóle nie jest oddziałem eterycznym według zasad z podręcznika. Modele to Army of the Dead z systemu The Lord of the Rings. Postanowiłem zrobić z nimi coś wyjątkowego i dlatego zdecydowałem się na kolorystykę duchów. Na deser został Black Coach. Tu chciałem zrobić coś naprawdę wyjątkowego. Nie zdradzę Wam teraz co to za model. Jestem ciekaw czy się zorientujecie co to jest. Taka zagadka. Co do reszty, chciałem żeby był eteryczny i do tego latający. Według zasad to jest możliwe, ale dopiero w późniejszym etapie bitwy. Umieściłem go na drzewie, a dokładniej wóz jakby przenika przez drzewo i przy jego pomocy stworzyłem „latacza”. Kilka detali jak łańcuchy, i wystające z wozu fragmenty ciała, do tego cztery szkielety koni i Black Coach gotowy. Mam nadzieję, że całość Wam się podoba. Pozostawiłem symboliczny promil dla ostatniej trochę ponadprogramowej odsłony. Do zobaczenia wkrótce.

Pomalowane: 200 modeli (99,9%)
Ilość punktów: 2978 (99,9%)

6 komentarzy:

robson pisze...

Naprawdę mocne... jestem wgnieciony w fotel. Aż strach się chwalić tym co sam zrobiłem :P

szeperd pisze...

No tak, znowu spora dawka humoru, który mnie bawi! A to lądowanie to normalnie mi się kojarzy z Czarą Ognia.

Twoich eterycznych znam z 'reala' (poza BC), więc miałem okazję już skomentować to i owo. Dobór modeli jest doskonały a całość ma swój rasowy, klasyczny klimat.

Na temat Black Coacha nie powiem ani słowa, bo nie chcę psuć innym zabawy! W każdym razie model ten mnie po prostu przewraca!

Kurczę, żal, że kończymy...

MiSiO pisze...

Wóz to karoca do Mordheim. Wygląda genialnie. To jest to, co uważam za klimat w armii. Coś, co wyróżnia się z tłumu. Co każdy chciałby mieć w swojej armii... I coś, co wygląda jak zaprzęg świętego Mikołaja po zakończeniu przez niego kariery :D

Eteryczne!

Gobos pisze...

Niestety pudłu z wozem mordheimowym ;) przyjrzyj się dobrze :)
Dzieki za komentarze

tsar pisze...

Jak zwykle zabawny tekst, jak zazwyczaj zachwyt nad figurą. Nie ma co mówić, pomysł latającego powozu mnie zabił, przeniknięcie przez drzewo to genialny pomysł. Ciary chodzą po plecach! Pod względem pomysłowości i włożonej pracy to najlepsza odsłona tego etapu tytanów.

P.S. Jesteś okrutna jęczydusza :P

Michal DwarfCrypt pisze...

Mistrzostwo! ma klimat!

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS