Raport bitewny z dnia 14 stycznia 2012 roku, to jest dnia tygodnia soboty. Starcie odbyło się przy użyciu wrogich sił Vampire Counts oraz tak samo wrogich oddziałów Beastmen.
Po dwóch godzinach przygotowań - rozpakowywania się, przystrajania stołu i rozstawiania modeli rozpoczęliśmy bitwę. Przedstawię armie.
Od lewej po stronie wampirów: Black Knights, Skeletons z wampirzym bohaterem, Grave Guards z wampirzym generałem, Blood Knights, Terrorgheist oraz horda Ghouli.
Po stronie zwierzoludzi także od lewej: Ghorgon, 2 Rydwany, za nimi Ungor'y, następnie Gory (z szamanem i sztandarowym) za nimi Ogary chaosu, następnie znów Gory (generał i szaman) a za nimi znów Ogary chaosu, następnie Ungory a za nimi Minotaury, następnie Harpie a za nimi Jabberslythe.
Bitwa rozpoczęła się inicjatywą umarłych. Obie armie jednak ruszyły prawie pełną parą naprzód. Mimo czysto ofensywnych typów oddziałów po obu stronach już znalazły się pierwsze ofiary po fazie magii wampirów.
Ze względu na furiacki tryb życia Krwawych Rycerzy musieli oni zaszarżować najbliższy oddział Gor’ów. Terrorgheist, Ghoule i Grave Guards również zaatakowali porwani szałem bitewnym. Najśmieszniejsze, że jako jedyni nie dotarli do wroga właśnie Blood Knights. Terrorgheist swoim rykiem siał postrach i śmierć wśród Gor’ów. Z pomocą Ghouli dziesiątkują oddział zwierzoludzi. Obok drugi oddział Gor’ów wsparty potężną magią gromi jednostkę Grave Guards.
Ghorgon wsparty dwoma rydwanami szarżuje Szkielety i daje się im mocno we znaki. Terrorgheist pada pod gromem ciosów wroga – do gry wkroczyły Minotaury. Ghoule nikną w oczach jednak udało się zniszczyć oddział Gor’ów i maga w nim się znajdującego. Grave Guards już są prawie niewidoczni na polu bitwy, pozostały sekundy do tragedii po stronie wampirów.
Decydujący moment. Blood Knights szarżują w rydwany od boku wspomagając Szkielety. Black Knights na lewej flance szarżują dwa oddziały naraz – Ungory i Ogary Chaosu – oba oddziały idą w rozsypkę. Niesamowita i przełomowa faza magii wampirów decyduje o losach bitwy – prawie cały regiment Grave Guards i połowa Ghouli zostaje wskrzeszona – Grobowa Straż niszczy oddział Gor’ów wraz z generałem i sztandarowym armii. Tymczasem Ghoule kąsając i drapiąc rozsiewają truciznę raniąc Minotaury i Jabberslythe’a. Potwory nie zostają im dłużne dziesiątkując ścierwojady.
W ostatnich porywach odwagi Harpie atakują od tyłu Ghoule. Wampiry znowu wskrzeszają część tego oddziału. Mimo pokonania Minotaurów i Jabberslythe’a Ścierwojady kończą z powrotem w ziemi. Ginie Ghorgon z rąk Krwawych Rycerzy, wcześniej jednak prawie ich rozbijając. Jeden oddział Ogarów rozbity, drugi uniknął zniszczenia uciekając od wroga. Bitwa zakończona zwycięstwem armii Vampire Counts.
Vampire Counts vs Beastmen
2350 : 658
Mocno po głowie czyli by Robson - Beastmen
No, a teraz z drugiej strony mniej obiektywnie – cóż, tym razem dostałem mocno po głowie, chyba trochę dlatego, że za bardzo bałem się magii ofensywnej GoBoSa i mimo, że pierwotny plan był taki aby trzymać magów poza oddziałami, postanowiłem ich wpakować jednak bezpiecznie w Gory. Zapomniałem, że GoBoS bardzo lubi korzystać z zasady challange’a, a z moich bohaterów żaden nie miał specjalnych szans z jego lordem wampirem – może poza generałem, ale on wylądował po drugiej stronie, walcząc z Terrorgheistem. Mimo to, pierwsza połowa szła nawet nienajgorzej, choć blisko było to tego, aby w pierwszej turze zginał generał - tylko dzięki dobremu rzutowi na dowodzenie dwie ostatnie figurki (bohater i sztandarowy oddziału) nie zwiały z pola walki z Terrorgheistem. W tym momencie gdyby drugi raz wyszedł czar wspomagający bohaterów, który robił z ich prawdziwych rzeźników byłoby po wszystkim. Ale nie wyszedł (albo GoBoS go skontrował, nie pamiętam dokładnie). W każdym razie Grave Guard’om udało się przeżyć do następnej fazy magii GoBoSa, która stała się decydująca. W trakcie tej fazy magii GoBoS wykorzystał swoje 12 kości magii aby tyle razy (sic!) rzucić czar wskrzeszania trupów, co pozwoliło mu uleczyć około 10d6 ran w oddziałach Grave Guard i Ghouls)… Pozostawiam bez komentarza. Ta jedna rzecz odmieniła losy bitwy (i zabicie moich magów – jak już wspomniałem to był mój błąd taktyczny). Potem GoBoS miał już w miarę z górki. W każdym razie chciałem napisać o paru ciekawszych występach moich potworów. Po pierwsze zarówno Ghorgon jak i Jabberslythe okazali się całkiem skuteczni – ten pierwszy nawet zmiótł połowę oddziału Blood Knigthów – według niektórych graczy najlepszej kawalerii w Warhammerze – i to do tego w trakcie ich szarży, przewyższając ich inicjatywą! Niestety domyślam się, że wystawienie ich w walce ze strzelającą armią nie byłoby już takim świetnym pomysłem. No i Minotaury – jak zwykle świetne w walce, championem, który wytrzymał najwięcej rund (które zawsze wygrywał) dzięki zasadzie bloodgreed doszedłem do 9 ataków na turę, fajnie, nie?
Koniec wniosków. A teraz trzeba poczekać na kolejne starcie, żeby podrasować strategię!
Pewna faza magii czyli by Gobos – Vampire Counts
Cóż mogę powiedzieć. W zasadzie jestem zadowolony z bitwy ponieważ przybyłem, zobaczyłem i zwyciężyłem. No, z tym przybyciem to trochę przesadzam, to Robson przybył. Z drugiej strony nie był to szczyt strategii i chyba tylko szczęście i magia mnie uratowały. Na początku bitwy po pierwszych starciach myślałem, że jest po mnie. Szczęście się odwróciło w pewnej fazie magii, która przywróciła do życia dwa oddziały prawie że od zera. Przyznaję się, że wykorzystałem wrednie siódmo edycyjną księgę wampirów w ósmo edycyjnych zasadach. Moja magia była jeszcze w starej wersji i to pozwoliło mi na takie niesamowite ruchy jak rzucenie wskrzeszania kilka/kilkanaście razy w ciągu jednej fazy magii. Co prawda nie stałoby się to gdyby Robson miał jeszcze na stole jakiegoś maga i gdybym nie miał rozpiski na dosyć silnych magach. Moja armia była mniej typowa niż zwykle grywam. Postanowiłem wystawić się bardziej „powersko” wykorzystując elitarne jednostki i właśnie skoncentrować się na magii, która dla armii wampirów zawsze była podstawową bronią przeze mnie słaby wykorzystywaną – do teraz. Pierwszy raz wykorzystałem Terrorgheista, który jeszcze nie zdążył odlecieć do nowego domu. Powiem, że podobało mi się jak jednym krzykiem powalił chyba dziesięciu Gor’ów. Mimo, że przedwcześnie zginął i stwierdzam, że do walki wręcz to on się słabo nadaje chciałbym mu przyznać miano najlepszej jednostki w bitwie. Trochę niesprawiedliwie, bo tak naprawdę najlepszym osobnikiem był Lord Wampirów, który to był autorem dzieła wskrzeszenia opisywanego wyżej. Pierwsze miejsce ex aequo z większym plusem jednak dla niego. Bardzo zadowolony jestem także z Ghouli, które dzielnie walczyły z Gor’ami, Minotaurami, Jabberslyth’em oraz harpiami. Medal pośmiertny dla nich. Natomiast najgorsza jednostka - także Terrorgheist, ze względu na jego mizerność w walce wręcz. Za 250 punktów stwór z podstawką na pół stołu z czterema atakami? No kiepsko. Do tego dopisałbym jeszcze Blood Knights. Niewiele poszaleli w bitwie, jako jedynym nie wyszła ich szarża „Frenzy” i mało nie zginęli po jednym ataku Ghorgon’a. Jakiś wielgachny powolny gigant szybszy był od wampirów. Ktoś się chyba pomylił przy wpisywaniu mu inicjatywy. Oczywiście po raz kolejny doszliśmy do wniosków o nierówności armii i poszczególnych jednostek pod względem charakterystyk, ale było i tak ekstra. Dzięki Rob za bitwę. Do następnego razu.







9 komentarzy:
Dawno nie widziałem ładnego raportu do WFB. Do dzisiaj. W sumie dość ciasno (a nawet bardzo ciasno było na stole bitewnym ale mimo to pomalowane armie, teren i opowieść o starci 2 mrocznych armii zrobiła swoje i człowiek poczuł zmysłowy powiew przeszłości... Trącający odrobinę mokrą sierścią i rozkładem miąsa.
Dzięki!
Ptaszki śpiewały, że będzie coś o ostatniej bitwie i jest! I fajnie. Ale ręce opadają, jak się czyta o wskrzeszeniu całego oddziału grave guardów!
Aaaa własnie, ciasno było, bo wylosowaliśmy scenariusz 'battle for the pass' - granie wzdłuż dłuższej krawędzi stołu. Dla mnie to tez był cios strategiczny, bo mając dwa oddziały do beastmenskiego desantu zwyczajnie nie kalkulowało się go użyć (jak działa? rzut kością: 2-3 nic się nie dzieje, 4 - oddział wchodzi z lewej strony, 5 - odział wchodzi z prawej, 6 - z tyłu przeciwnika, 1 - przeciwnik decyduje, jeśli z jakiegoś powodu beastmeni nie mogą wyjść z danej krawędzi traktuj wynik jako 1 - w battle for the pass dwie z 4 krawędzi traktowane sa jako impassable terrain... no comment).
Ale gra była bardzo miła, dzięki GoBoS!
Gdzie Wy Misio graliście? Na zapleczu chińskiej restauracji? :)
Co do wskrzeszenia całego oddziału to już teraz tak się za bardzo nie da :) Mag może rzucić tylko raz ten czar, ale za to wskrzesza d6+poziom maga na wszystkie jednostki w rdanym promieniu. Więc maks 10 chłopa przy wypasionym magu z dobrym rzutem. No, jak masz dwóch takich magów to ze 20 w rundę w sumie jestes w stanie wyciągnąć ;)
Rzeczywiście zapomniałem dodać informacji o scenariuszu.
Również dziękuję za grę i czekam na rewanż już na nowe zasady ;)
Nie wyciągniesz - można mieć raz dany czar w całej armii... no chyba że to zerówka ;)
No właśnie to zerówka :)
Mhm, to już gorzej ;)
Klasa! Fotki prawie jak z WD! Aż się chce zagrać!
Chciałbym mieć kiedyś pomalowaną armię. ;P
Tylko z kontrastem lekko przesadziliście, bo figurki składają się w połowie z czarnych plam.
No to do malowania :)
Światło było też trochę słabe. Poprawimy się na przyszłość :)
Prześlij komentarz