piątek, 31 grudnia 2010

Pieśń Pozostaje Ta Sama

Wardancers rove across the length and breadth of Athel Loren in tightly knit troupes, treading paths and secret ways that few others know of or dare use. They are welcomed in Elven halls and treated with the utmost respect, yet also with more than a little fear and wariness. Other Wood Elves regard Wardancers as wild and unpredictable, and not without cause, for they are the servants and worshippers of the Elven trickster god, Loec, a deity whose conventions are a mystery to those not already committed to his path.


Księga Wood Elves, 2005

Dzisiejszy tytuł powinien brzmieć raczej: Parszywa Dwunastka. Byłby bliższy moim odczuciom na temat prezentowanych dzisiaj tancerzy wojny. Jakoś zawsze miałem o tym oddziale wysokie mniemanie - znów muszę wrócić do początków hobby, kolekcji tsara i jego tancerzy, z których jeden miał kapitalnie pomalowane spodnie a la Arlekin. Potem przyszły nowe wzory (prezentowane dzisiaj) i ciekawe zasady, o których skuteczności mogłem się przekonać jeszcze kilka lat temu, kiedy bywałem na turniejach lokalnej ligi. Skakało toto, mordowało jak wlezie, sejwowało jak wlezie, rzucało na liderkę jak wlezie. Cud, miód, majonez. Dlatego nie wyobrażam sobie mojej kolekcji bez tego oddziału. Dlatego w próbnych grach puszczałem ich też na pierwszy ogień. I coś nie zaskoczyło. Cóż – temat do przemyślenia. Całkiem parszywe za to mi się ich malowało. To chyba moment, w którym się zmęczyłem Leśniakami i tylko jako takie poczucie obowiązku sprawiło, że nie pozwoliłem sobie na skok w bok (no, może poza brytyjskim pancernikiem i Korhilem). Inna sprawa, że według pierwotnych założeń w grudniu 2010 na stronę trafić miały finałowe odcinki Tytanów. Ale i tak, uważam, dojechaliśmy nieźle, z siedmioma odsłonami naszych potrójnych zmagań.  Według pierwszego planu tancerzy miałem malować bodaj w sierpniu. Takie to słodko-gorzkie…. i bez znaczenia bajanie. Było nie było, tancerze trafili się na przerwę świąteczno-noworoczną i niech tak już zostanie. A czemu się parszywie malowało? No bo jakoś monotonnie i za długo. Chyba założyłem, że przy dość oszczędnych dodatkach i sporej dozie nagości (huhu) pójdzie mi to ze dwa razy szybciej. Oj dość biadolenia. MiSiO zaraz przypnie mi łatkę Jęczącej Marty. Skończeni i kropka. Dzicy, jednolici i z czerwonymi włosami leśnych mścicieli. Tak sobie to właśnie wykoncypowałem, że chce mieć w armii coś na kształt slayerów – stąd kolor włosów. Poza tym należy się tym figurom uznanie – wzory są dynamiczne, ciekawie pomyślane. Nie wiem jak Wy, ale mnie kojarzą się nieco z Mad Maxem. We are the children, lost generation, bla, bla, bla. No, coś w tym skojarzeniu jest. Postarałem się też namalować jako takie tatuaże – czarne w końcu, bo jeden czerwony na próbę mi się nie spodobał. Po prostu tancerze bez tatuaży by nie przeszli. Malunki wojenne, ochronne, itd. Najwięcej kłopotu miałem za to ze skórą. Malowałem ją jako ostatnią (tzn. wykańczałem jako ostatnią). Jednak pomysł na przejście z tallarn flash do elf flash jest zbyt ordynarny. Na koniec więc dałem sporo washa. Elfy wyszły nieco ciemniej, niż można by się wczytać we fluffie o ich skórze. Ale nie przeszkadza mi to zbyto – wręcz odwrotnie, pasuje do półnagich dzikusów. To, że wyszły też niechlujnie, to inna sprawa. Teraz pora wypróbować oddział w kolejnej bitwie, przy innej taktyce. Może się uda a malowanie podniesie skuteczność, jak mówi stare zaklęcie tych, co coś tam potrafią pomalować ale już … zagrać. No! Następny odcinek będzie lepszy.




Polana Złotej Wierzby znajdowała się za kolejnym wzniesieniem, dwie, trzy mile z okładem. Samotna postać przyspieszyła kroku, chcąc wreszcie pokonać ostatni etap swojej wędrówki. A przecież tu to jeszcze nie koniec, pomyślał wojownik w złoconej zbroi. To nawet nie połowa drogi. Czas był teraz jego największym wrogiem. Czas – jedyna rzecz we wszechświecie, której nie można odzyskać. Kiedy dotarł na wzniesienie, zatrzymał się. Wbrew swej nazwie, Polana nie była podobna do innych elfich osiedli. Nie było na niej również Złotej Wierzby. Zamiast tego porastał ją dziki, zbity gąszcz wszelkiego rodzaju drzew i krzewów. To tu mieszkali oni. Tancerze o czerwonych włosach. Ruszył w końcu powoli na dół zbocza, łowiąc uważnie otaczające go dźwięki. Wiedział już, że jest obserwowany. Szedł jednak dalej, do miejsca, w którym spodziewał się ich spotkać. W końcu do jego uszu dotarł cichy szmer, wpierw nieuchwytny, niczym szum leśnego potoku. Potem coraz bardziej wyraźny, melodyjny ton. Śpiew? Tak, śpiew. To oni śpiewali. Przystanął, wsłuchując się uważnie. Pieśń snuła się leniwie, nisko, minorowo. Opowiadała historię. Kusiła.  Znał tę historię. Usypiała. To była jego historia. Kiedyś…
Ocknął się. Leżał wygodnie na posłaniu z paproci. Musiałem zasnąć, pomyślał. Cienie kładły się długo w miejscach, gdzie słońce przebijało otaczający go gąszcz. Usiadł, pokrzepiony odpoczynkiem, którego wcale nie planował. I wtedy ich zobaczył. Otoczyli go luźnym kręgiem. Stali, siedzieli. Przypatrywali mu się. W ich twarzach czytał różne uczucia. Obawę, radość, szacunek, ciekawość. Kiedy wstał, niektórzy ukłonili się. Zauważył, że są przygotowani do drogi. 
- Czas… - wychrypiał w końcu z trudem, słysząc swój głos pierwszy raz od wieków. 
- Czas wyruszać – uciął lider Czerwonowłosych – na razie Pieśń Pozostaje Ta Sama…




Regiment
Typ: wardancers (bladesinger+muzyk)
Ilość: 12
Koszt w punktach: 237 pkt
Koszt w złotych: 105 zł

Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan złożonych figur: 95,88%
Stan pomalowanych figur: 68,04%
Łączny koszt w punktach: 1424 pkt
Łączny koszt w złotych: 690 zł

Adrian Stolarczyk

1 komentarzy:

Żuk pisze...

komentarz nieco późno, ale moim zdaniem najlepiej się sprawdzają kiedy wystawiać ich malutkimi oddziałami po 5 - 6. Znakomici do oskrzydlania i wbijania się w boczne i tylne linie oddziałów :)

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS