Wiecie,
co? Poważnie zastanawiałem się nad zmianą nazwy bloga. Chyba powinien
się nazywać tak, jak dzisiejszy wpis. Długo leży, potem wstaje, ale
tylko po to, by znów paść. Dziś jednak, całkiem niespodziewanie stałem
się (współ)właścicielem aparatu, co może znacznie wpłynąć na moją
aktywność blogową. Dzisiejsze zdjęcia są więc wykonane niejako na
gorąco – stąd być może nienajlepsza ich jakość. Mam nadzieję, że gdy
zamieszczę na Zgiełku całą armię, zdjęcia będą już o wiele lepsze.
W
wakacje jak zwykle robiłem porządek, czyli malowałem to, co zalegało w
szufladzie. Tak więc na pierwszy ogień poszło pięciu rycerzy chaosu.
Piątka finalna, bo wraz z nią mam już cały klocek tj. dziesięciu.
Dokonałem tu dwóch konwersji: muzyka i dowódcy. Obaj potracili głowy i
otrzymali nowe – muzyk dostał brodatą (Gobos, jeszcze raz dzięki!), a
dowódca łysą –pochodzącą z nowej wypraski flagellantów. Łysy dostał
włosy z green stuffu. Włosy jako takie wyszły nieźle, tym bardziej, że
wcześniej nie miałem okazji rzeźbić czegoś podobnego. Tylko trochę
dziwnie się ułożyły, bo facet miał wyglądać jak metalowiec, a wygląda
tak, jak widzicie. Natomiast do muzyka nie mam żadnych zastrzeżeń,
prezentuje się doskonale a brodata fizjonomia tylko dodaje mu dzikiego
wyglądu. Rzućcie okiem na sztandar – wzór na nim miał w zamierzeniu
płonąć, czaszki zaś miały być przez ów nienaturalny błysk oświetlone.
Efekt oceńcie sami – ja uważam, że wyszło nieźle, zwłaszcza że efekt
oświetlenia jakiegoś obiektu również przyszło mi malować po raz
pierwszy. Zrobiłem tylko jeden błąd, na koniec potraktowałem to
wszystko bardzo rozcieńczonym chestnut inkiem. Draństwo strasznie się
teraz błyszczy, a tego na figurce nie lubię :-/ Skończywszy z
rycerzami, zabrałem się za ogary chaosu. Do pełnego klocka, czyli
dziesięciu, brakowało tylko dwóch. Prosta, acz naturalna kombinacja
barw takich jak scorched brown, graveyard earth, bleached bone, dwarf
flesh i codex grey dała jak zwykle zadowalający rezultat. Tymczasem od
wschodu, znad suchych, bezkresnych stepów przybywa oddział, który na
dniach Wam zaprezentuję...
PS: Wańka wstańka, ma to do siebie, że choćby nie wiadomo jak jej przywalić, i tak wstanie. To chyba nie tak źle, co?
wtorek, 16 września 2008
Wańka wstańka
Posted by Johnny on 17:44




0 komentarzy:
Prześlij komentarz