Zmęczony nieco starożytnymi klimatami sięgnąłem po książkę dotyczącą II wojny światowej, a konkretnie, jednego z jej przełomowych punktów. Mowa o bitwie stalingradzkiej, którą z niezwykłą dokładnością opisuje Janusz Piekałkiewicz w pozycji pt. „Stalingrad, Anatomia Bitwy”. Podtytuł mówi sam za siebie i odnosi się bezpośrednio do przyjętej w książce formy.
Autor (notabene żołnierz AK, po wojnie na emigracji, uznany i tłumaczony na wiele języków, popularyzator tematyki wojennej), korzystając z różnorakich materiałów archiwalnych, stworzył obszerną kronikę kilkumiesięcznej bitwy, stoczonej w i wokół półmilionowego nadwołżańskiego ośrodka przemysłowego. Hitler, opętany wizją odcięcia Związku Radzieckiego od kaspijskiej ropy, posyła, w lipcu 1942 roku, w ramach letniej kampanii, elitarną 6. Armię w kierunku Kaukazu i Stalingradu, którego ogromne moce przemysłowe przestawione zostały na produkcję wojenną.
Opis bitwy podzielony został na siedem etapów. Opisano niemal każdy dzień, w następującej formie: niemieckie meldunki, radzieckie meldunki, przedruki niemieckich i radzieckich gazet, autentyczne listy z frontu. W ramach neutralnego komentarza, dostajemy także spore fragmenty o podtytule „tak było”, w których przedstawiono obiektywne informacje. Dowiadujemy się, jak okoliczność zbytnio rozciągniętych i słabo bronionych flanek sił Osi, wykorzystał sztab radziecki, organizując, po rozpaczliwej obronie miasta i zatrzymaniu Niemców, błyskawiczne okrążenie i zamknięcie w kotle kilkuset tysięcy żołnierzy przeciwnika.
Jeśli ktoś szuka epatujących przemocą, naturalistycznych opisów, czy hollywoodzkich scenek, niech sięgnie po coś innego. Abstrahując od rzetelności i obiektywizmu meldunków obu stron, całość przekazu jest raczej stonowana, a przez to wielokrotnie bardziej wymowna, poruszająca i skłaniająca do refleksji. Refleksji nad losem setek tysięcy ludzi, którzy starli się w wojnie totalitarnych ideologii. Setek tysięcy ludzi, którzy zginęli w wojnie o własny dom. Opisywana bitwa wyszczerbiła siły jednego z gigantów (i jego licznych sojuszników – Włochów, Węgrów i Rumunów), otwierając drzwi do przyszłej potęgi i światowej dominacji drugiego.
Obok przedruków i słowa pisanego, znajdziemy w książce blisko 550 zdjęć oraz kilkadziesiąt map i planów miasta. Na koniec, na jednej zaledwie stronie, znaleźć można podsumowanie strat w ludziach obu walczących stron. W przytaczanych meldunkach straty te określano mianem „zużycia czynnika ludzkiego”. Obok wspomnianego podsumowania, znajdziemy również wykaz i krótką historię niemieckich formacji bojowych, których losy kończą się zapisem: okrążenie i zagłada w kotle stalingradzkim.
Wymowne w swej symbolice są wewnętrzne strony okładki. Na początkowej, w letniej scenerii kałmuckiego stepu, toczą się pancerne kolumny faszystowskiej armii. Na końcowej natomiast, podczas zawiei śnieżnej, widzimy ciągnącą pieszo, zakutaną w szmaty, kolumnę jeńców niemieckich. Z ponad 300 tysięcy Niemców, członków 6. armii i 4. armii pancernej, biorących udział w południowej ofensywie roku 1942, do kraju powróci 6 tysięcy.
Przy okazji krótkiej dyskusji na temat bitwy stalingradzkiej, usłyszałem całkiem ciekawą historię. Nie mam powodów, aby podważać jej autentyczność. Otóż mój rozmówca, w ramach praktyk inżynierskich, spędził w roku 1976 ponad trzy miesiące w radzieckim Nowokuźniecku (azjatyckie miasto w dzisiejszej Rosji, położone nad rzeką Ob). Podczas zwiedzania tegoż syberyjskiego miasta, przewodniczka pouczyła go przed wejściem do jednej z dzielnic, aby nie używał języka polskiego. Po przejściu kilku ulic jego oczom ukazał się uderzający widok – dzielnica, jak się wyraził, w hanzeatyckim stylu. Przewodniczka wyjaśniła, że zamieszkują ją bezpośredni potomkowie żołnierzy feldmarszałka Paulusa.
Wracając do samej książki – obowiązkowa pozycja dla znawców tematyki II wojny światowej i nie tylko.
Janusz Piekałkiewicz, Stalingrad, Anatomia Bitwy, Wydawnictwo: AWM
Adrian Stolarczyk



0 komentarzy:
Prześlij komentarz