„Nie wszystko, zaiste, bogowie dali jednemu:
zwyciężać umiesz, Hannibalu, zwycięstwa wyzyskać nie umiesz”
Tym cytatem z Liwiusza rozpoczyna się niezwykła książka Krzysztofa Kęćka pt.: „Wojna Hannibala”, wydana przez wydawnictwo Bellona. Książka, którą przeczytałem jednym tchem i z wypiekami na twarzy. Czemu jest tak niezwykła? Opowiada historię jednej z najdramatyczniejszych wojen stoczonych przez Republikę Rzymską, wojnę która zachwiała republiką znad Tybru i w czasie której stoczono jedną z najbardziej krwawych bitew znanych ludzkości - bitwę pod Kannami. Ale autor nie opowiada czytelnikowi tylko o samej bitwie, 23 rozdziały pisane ciekawym i barwnym językiem opowiadają historię całej drugiej wojny punickiej, w której zwarły się ówczesne potęgi świata śródziemnomorskiego: Kartagina i Rzym.
Pierwsze rozdziały opisują tło polityczne i militarne nadchodzących wydarzeń, bogato okraszone cytatami ze źródeł starożytnych zarówno rzymskich (np. Liwiusz czy Plutarch) jak i greckich (Polibiusz). Nota bene, przez całą książkę przewija się nuta „antyrzymskości” autora, który nie dowierza propagandystom historiografii rzymskiej i często podważa ich wersję zdarzeń. Wskazuje przy tym na jawne przekłamania i zaklinanie rzeczywistości przez historyków rzymskich, zawsze przytaczając, uznawane za bardziej wiarygodne źródła greckie czy inne. Co ciekawe, może niejako przypadkiem, udało się Kęćkowi pokazać, że tuby propagandowe i zaklinanie historii przez tuszowanie niewygodnych faktów nie są wymysłem ostatnich lat, rodem z organizacji Ericki Steinbach i Ziomkostw Pruskich, tylko ludzką przywarą od niepamiętnych czasów - interesująca rzecz. Ta charakterystyczna awersja do Rzymu jest zresztą widoczna również i w innych publikacjach autora. Uważam jednak, że można ją wybaczyć, gdyż książki pisze z pasją i znajomością rzeczy, solidnie podpierając wysnuwane przez siebie tezy źródłami starożytnymi jak i cytatami z prac współczesnych badaczy. Poza tym pisze ciekawym językiem i na każdej stronie widać, że historia jest jego konikiem.
Kolejne rozdziały opisują różnice między Kartaginą i Rzymem, zarówno te polityczne jak i militarne, z których wiele dowiedzieć się można o przyczynach nadchodzącej wojny. Zawierają one również interesującą skróconą biografię Hannibala, wzbogaconą o historię rodu Barkidów.
Znalazłem też w książce rozdział który mnie całkowicie zaskoczył i wprawił w zachwyt: Mechanika bitwy. Rzadko się zdarza by opracowania historyczne, opisywały jak w rzeczywistości wyglądała bitwa na broń białą. Autor przytacza tezy i twierdzenia znawcy tematu Charlsa Ardant du Picq, francuskiego teoretyka historii wojskowości, który dosłużył się stopnia pułkownika w armii francuskiej w XIX wieku i brał udział w starciach na białą broń. Cały rozdział to perełka. W końcu nie czytamy jedynie o tym, jaką bronią dysponowało wojsko, jak nią manewrowało i jakie poniosło straty, ale możemy sobie wyobrazić takie starcie z perspektywy uczestnika boju.
Następne rozdziały to chronologicznie opisana wyprawa Hannibala z Hiszpanii, starcia z Iberami, Celtami oraz zabiegi polityczne Hannibala, mające na celu wzmocnienie własnych wojsk. Przeczytamy w nich również o poszczególnych hufcach wielonarodowej armii genialnego Barkidy, ich sposobach walki i używanej broni.
Dalej znajdziemy barwnie opisaną przeprawę przez Alpy i wejście na terytorium Rzymskie. W dzisiejszych przyjemnych i łatwych czasach, ciężko sobie wyobrazić jakim wyzwaniem było wówczas przeprowadzenie wielkiej armii przez takie góry jak Alpy. Hannibal bezsprzecznie już samym przejściem przez nie dokonał rzeczy wielkiej i godnej pamięci potomnych, a największe jego triumfy miały dopiero nadejść...
Kolejne rozdziały "Wojny Hannibala" przedstawiają działania zbrojne obu stron pełnego dramatycznych wydarzeń konfliktu, jakim była bitwa pod Kannami, najobszerniej i najdokładniej opisana w całej książce. Dowiadujemy się na czym polegał w istocie genialny manewr Hannibala, dzięki któremu armia rzymska wpadła w gigantyczne kleszcze i poniosła druzgocącą klęskę.
W letni, ciepły dzień, 2 sierpnia 216 r. p.n.e., na równinie u stóp niewielkiego italskiego miasteczka o dźwięcznej nazwie Kanny stała się rzecz tak niezrozumiała i straszna, że do dziś działa to zdarzenie na wyobraźnię ludzi. Mniej liczna armia, pod wodzą genialnego Hannibala Barkasa, otoczyła i wyrżnęła liczniejszą i silniejszą armię rzymską.
Rzeź była tak straszna, że autor porównuje ją jedynie do bitew pierwszej wojny światowej. Zaskakujące jednak jest to, że nawet w czasie przemysłowych jatek, przy użyciu nowoczesnej broni, nie zginęło w czasie jednego dnia tylu żołnierzy, ilu w ten słoneczny, sierpniowy dzień ponad 2 tysiące lat wcześniej. Nie należy się więc dziwić, jak głęboki wpływ na historię wojskowości wywarło to zwycięstwo.
Ostatnie dwa rozdziały opisują sytuację, po przegranej przez Kartaginę wojnie. Warto je przeczytać i pomyśleć w zadumie nad smutnym losem genialnego wodza, którego dokonania odbiły się tak szerokim echem, że słychać je do dziś; który przeczuwał i przewidział klęskę własnej ojczyzny; którego wojna została przegrana na innych frontach, przez błędy polityczne gerontów Kart Hadeszt. Straszny koniec jednego z najwybitniejszych wodzów starożytności, znienawidzonego przez dumnych, wielokrotnie upokarzanych Rzymian: samobójcza śmierć na obcym dworze w dalekiej Azji. Opisana została ona w epilogu, który jest też epitafium dla świata śródziemnomorskiego, zdominowanego na długie stulecia przez Synów Wilczycy, których legiony już niedługo miały przemierzać wszerz i wzdłuż prawie cały ówczesny świat.
Książkę polecam każdemu. Jest barwnie, kompetentnie napisana i pokazuje nam historię z zupełnie innej strony niż większość suchych opracowań dostępnych na rynku.
Cezary Opaliński



0 komentarzy:
Prześlij komentarz