![]() |
| David Gemmel 01.08.1948 - 28-07-2006 |
- Łał, ta książka jest fantastyczna!
A proszę ja was, ktoś napiszę np. niskiego lotu opowieść o synu króla porwanym za młodu co sam smoka pokonał zjadającego okoliczne dziewice i prawie dziewice, i już w księgarni sprzedawcy postawią go na półce podpisanej „literatura fantastyczna”.
Ale troszkę zbaczam z tematu. Otóż, książek fantasy, SF i pochodnych przeczytałem wiele, ale jeśli ktoś zapytałby mnie o to jakich lubię autorów, skończyło by się na 2-3 nazwiskach. Mało jest bowiem takich, których książek byłbym pewien jeszcze przed przeczytaniem. I dzisiaj przyszedł czas, aby o jednym z nich napisać. A chodzi o Davida Gemmella, który co z żalem stwierdzam, 28 lipca 2006 roku zwolnił pierwsze miejsce w moim prywatnym rankingu najlepszych żyjących autorów fantasy.
Ale troszkę zbaczam z tematu. Otóż, książek fantasy, SF i pochodnych przeczytałem wiele, ale jeśli ktoś zapytałby mnie o to jakich lubię autorów, skończyło by się na 2-3 nazwiskach. Mało jest bowiem takich, których książek byłbym pewien jeszcze przed przeczytaniem. I dzisiaj przyszedł czas, aby o jednym z nich napisać. A chodzi o Davida Gemmella, który co z żalem stwierdzam, 28 lipca 2006 roku zwolnił pierwsze miejsce w moim prywatnym rankingu najlepszych żyjących autorów fantasy.
Traf chciał, że na początek, jeśli chodzi o twórczość Gemmella, wpadła mi w ręce pierwsza napisana przez niego książka - Legenda. No i tak się zaczęło. Nadmienić muszę, że i ta i większość późniejszych jego pozycji, to literatura którą można by określić mianem heroic fantasy. Osobiście jakoś nigdy za tym gatunkiem szczególnie nie przepadałem, bardziej ciągnie mnie do „prawdziwszego” fantasy, twardego, czasem mrocznego czy brutalnego, jak np. Martin czy Kres. Jednak Gemmell ma coś takiego w sobie, co nie pozwoliło mi od Legendy i od każdej później czytanej pozycji oderwać się zbyt łatwo. W jego twórczości zdarzały się powieści słabsze i lepsze, moim skromnym zdaniem, tak dobra jak Legenda jest dopiero jedna z jego ostatnich książek - Troja, pierwsza z trylogii, której autor niestety skończyć nie zdążył, ale o tym za chwilę.
Co w legendzie podobało mi się najbardziej? Oblężenie! Pierwszy raz spotkałem się z tak opisanym przebiegiem zdobywania twierdzy (swoją drogą nie byle jakiej twierdzy). Przeważnie opis taki polega na tym, że ktoś na murach stoi a ktoś na nie się wspina. I tu tego nie zabrakło, ale większość opisów które zdarzyło mi się spotkać, pomija jeden istotny czynnik, logistykę. W Legendzie mamy wszystko, organizacje obrony, służb pomocniczych, autor zwraca uwagę na wiele czynności o których praktycznie nikt nie wspomina. Wszystko to okraszone klasycznym heroic fantasy, dobrymi postaciami, tak bohaterskimi jak i cichymi ich zgonami, poświęceniem, rozterkami, przemianami wewnętrznymi itp. Może i to wydaje się banalne, ale w wydaniu Gemmella w ogóle nie przeszkadza.
Zachęcony pierwszą lekturą, zacząłem sięgać po kolejne. Opisujących świat znany mi z Legendy czy też dziejących się w całkiem innych uniwersach, ale jedna rzecz była zawsze, no prawie zawsze. Oblężenie, mniejsze czy większe, bronienie zamku czy zabitej dechami rudery. Zawsze pomysłowe, zawsze ciekawe, zawsze oryginalne. Nie brakowało ich czy to w kolejnych książkach zaliczanych, tak jak Legenda do Sagi Drenajów czy w nazwijmy to roboczo seriach „fantasy/historical fiction” (serie grecka i trojańska) czy nawet opowieściach Sipstrassi, które można określić jako heroic fantasy z tym że w wydaniu postnuklearnym.
Gemmell zostawił po sobie wiele ciekawych pozycji, saga Drenajów która zapewniła mu sławę rozrosła się do bodaj 12 tomów, prócz tego wspomnieć warto o serii Sipstrassi właśnie (5 tomów), jeszcze nie zdobytych przeze mnie serii Rigante czy Hawk Queen. Ostatnio jednak, Gemmell postanowił znowu pozytywnie mnie zaskoczyć. W ręce wpadła mi bowiem jego dwutomowa powieść tworząca cykl grecki o Parmenionie, historycznym generale który służył pod rozkazami Aleksandra Wielkiego a wcześniej jego ojca Filipa. Woda na mój młyn, nie mogłem przepuścić takiej okazji. Spotkałem się z opiniami, że za dużo fantasy w tej stylizowanej na historyczną powieści. Ale czy to minus? Dla mnie nie. Dobre pomysły, zgrabne wplecione w fabułę, narastająca dawka „fantastyki” w początkowo czysto historycznej historii.
Na chwilę obecną, Gemmellowanie zakończyłem na pierwszym tomie, okazało się ostatniej, jego serii - Trylogii Trojańskiej. Pan Srebrnego Łuku, bo o tej książce mowa, to powrót do fantasy z wydaniu historycznym. Tym razem cofamy się w czasach jeszcze bardziej, do wojny trojańskiej. I jak już wspomniałem, dopiero ta książka wyrównała poziom (a może już go przebiła) legendarnej Legendy. Styl, akcja, wplecienie wątków historycznych, alternatywna historia, w końcu jakieś poważne powody powstania trojańskiego konfliktu (a nie jakaś tam Helena), sprawiają, że naprawdę ciężko od lektury się oderwać. Nie zabrakło oczywiście elementu heroic, szczególnie jeśli idzie o zakończenie, fantasy jeszcze jest niewiele, ale po perypetiach Parmeniona, domyślam się, że im bliżej końca tym więcej wyładowań magicznych będzie się zdarzać. Chociaż nawet jeśli nie, wcale nie będzie mi to zawadzało.
Autor zmarł w czasie pisania ostatniego tomu, jednak zdążył oddać 70 000 słów gotowego już tworu, dodatkowo plan całej powieści jest dość dokładnie opisany, a o całości wielokrotnie dyskutował ze swoją żoną Stellą, która podjęła się zakończenia pracy swego męża. Zapewne nie będzie to już to samo, jednak fakt, że czytelnikowi będzie dane poznać zakończenie tej serii (domyślam się, że będzie coś o jakimś drewnianym koniu), wynagrodzi spodziewane niedociągnięcia i braki w stylu. No i oczywiście liczę na jakieś fajne oblężenie w II i III tomie! (Swoją drogą II tom już został wydany, muszę poszukać świnki skarbonki).
No, troszkę się rozpisałem, może komuś będzie się chciało to wszystko przeczytać, a może jak ktoś to przeczyta, to będzie mu się chciało przeczytać i coś Gemmella.
p.s. Autor wydał swą pierwszą książkę mając 36 lat na karku, wcześniej pisywał artykuły do kilku angielskich gazet, pracował jako wykidajło, kierowca ciężarówki, a ze szkoły wyrzucono go w wieku 15 lat za organizowanie nielegalnych zakładów. Wspominam o tym, bo w uszach jeszcze słyszę słowa jednego takiego znajomego - Lucjana:
p.s. Autor wydał swą pierwszą książkę mając 36 lat na karku, wcześniej pisywał artykuły do kilku angielskich gazet, pracował jako wykidajło, kierowca ciężarówki, a ze szkoły wyrzucono go w wieku 15 lat za organizowanie nielegalnych zakładów. Wspominam o tym, bo w uszach jeszcze słyszę słowa jednego takiego znajomego - Lucjana:
- Widzisz? Takie biografie dają nam jeszcze jakąś nadzieję, ze i nam się w życiu spełni kiedyś to, cośmy sobie wymarzyli.



0 komentarzy:
Prześlij komentarz