sobota, 3 listopada 2007

Gigant od fryzjera

Tsar pisał na swoim blogu, dlaczego tak ceni sobie pomysł, jakim w świecie warhammera jest kasta zabójców trolli. Mogę się z nim jedynie zgodzić. Zakrzywiając na moment czasoprzestrzeń znalazłem czas na pomalowanie miniatury, przedstawiającej jednego z tych szalonych wojowników. Po pierwsze przeżyłem szok, jakim jest powrót do większej niż 15mm skali. Momentami, szczególnie przed północą, wyglądał jak gigant! Po drugie przyszło mi uśmiechnąć się do rpg-owskich wspomnień. W naszej wspaniałej drużynie pracował ciężko taki jeden koleżka – bodaj Kayah Krwawy Topór. Mówił mało, szybko się denerwował i był niezastąpiony w roli frontmena, głównie w tzw. sytuacjach kontaktowych. Pewien złośliwy mistrz gry wywinął mu raz paskudny numer. Kiedy mocno pokiereszowani trafiliśmy pod leczące skrzydła jakiejś świątyni, zabójca ów był nieprzytomny. Na szczęście kapłani naprawili go błyskawicznie – rano obudził się pełen sił witalnych, po solidnej dawce higieny, z umytym, naoliwionym i … rozczesanym na ramiona czubem. Uspokajanie niskiego wzrostem druha zajęło nam trochę czasu - całej naszej drużynie.
To właśnie przypomniało mi się, kiedy malowałem czub miniaturowego zabójcy. Prezentuję go prosto od fryzjera. Zrezygnowałem z pokazania szczegółów malowania na rzecz prostej konwencji fotograficznej. Myślę jednak, że właściciel figurki będzie zadowolony – dokończy wg. uznania podstawkę i wio do regimentu. Byłbym zapomniał: torebki wokół pasa są zielone. Jest to ostatni i lansowany krzyk mody – materiał bije na głowę krokodylą czy wężową skórę i pochodzi z goblińskich … zapasów.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS