Wszystkich tych, którzy spodziewali się, iż zajmę się w moim tekście dogłębną analizą plusów i minusów nauczycielskiego fachu w perspektywie ewentualnych dochodów emerytalnych, muszę niestety zmartwić. Nie wiem czy warto być nauczycielem i czy możliwa jest w tym zawodzie satysfakcja, zarówno finansowa jak i ta wynikająca ze spełniania się w swojej pracy. Ja chciałem mówić o czymś daleko mi bliższym, to znaczy znów o sobie, taki to już jestem wredny egocentryk.
Wyszukując co i rusz nowe sposoby spędzania wolnego czasu, spotykałem się zawsze z jednym i tym samym problemem. Jako, że większość z tych rozrywek wymagała wesołej kompanii, zazwyczaj na mnie spadała rola wprowadzającego ludzi w reguły zabawy. Nie powiem, żebym tego nie lubił. To zawsze miłe uczucie, kiedy udaje się przekonać innych do czegoś co działa na naszą wyobraźnię no i przy okazji pobyć choć trochę w centrum zainteresowania.
Jakoś tak to się zdarzyło, że właśnie ja w moim towarzystwie zachwalałem niezwykłe możliwości gier fabularnych, pierwsze, fantastyczne gry bitewne. Byłem jednym z heroldów odrodzenia się gier planszowych, czy w końcu upierdliwym lobbystą historycznych gier wojennych. Zawsze wiązało się to z pewną cierpliwością, szukaniem argumentacji, rozpościerania przed przyjaciółmi niezwykłych wizji no i koniec końców z przyjemnością zabawy w odpowiadającym mi gronie bliskich, i nieco tylko dalszych, ludzi.
W tym całym zamieszaniu wielu moich „uczniów” przerosło mnie o głowę, wielu z nich poświęciło się z większym zapałem jednej z reklamowanych przeze mnie form rozrywki, przygotowali piękne i liczne armie, swoje techniki modelarskie wywindowali na niedostępne dla mnie wyżyny. Tylko ja pozostałem w pościgu za kolejną zabawką, za ideałem i przyznam szczerze, zmęczyło mnie to strasznie.
Dziś coraz częściej zastanawiam się czy to nadal ma sens, coraz rzadziej mam ochotę tłumaczyć komuś podstawy tej czy innej gry. Za to patrzę ze smutkiem na pełną półkę nieużywanych podręczników, niepomalowanych figur, napoczętych makiet i zastanawiam się czy czegoś w tym swoim maratonie nie straciłem. „Czas już chyba najwyższy oddać pałeczkę komuś innemu” pomyślałem niedawno i zacząłem powoli, napotykając spory opór ze strony własnych przyzwyczajeń, odchodzić na swoją własną emeryturę. Jeszcze przede mną tylko konwent fantastyki na którym poprowadzę kilka spotkań, później koniec roku, czas na podsumowanie i noworoczne postanowienia. Oby tylko sprawdziło się to, że na emeryturze będę miał więcej czasu dla siebie i swojego hobby.



0 komentarzy:
Prześlij komentarz